Artykuły

libertas

 

 

 

 

 

 

 

Libertas (1) – czyli wolność, klejnot Rzeczypospolitej, zazdrośnie strzeżona perła, depozyt, skarb narodowy, potencjał ludzki, moc duchowa, koło zamachowe, oś napędowa, zasada centralna polityki wewnętrznej i zagranicznej, niesłabnąca inspiracja niekończącego się oporu, dusza Polaka, sens Mazurka Dąbrowskiego, powód sprzeciwu, przyczyna śmierci, sens poświęcenia, sen w nocy ciemnej, źrenica oka, serce polskości, wytrwale bijące źródło spisków i powstań, wieczne marzenie, przyczyna strapienia, powód społecznej kontroli nad władzą każdą, sedno obywatelskości. Można tę litanię ciągnąć długo, tak samo też te moje rozważania o wolności będą miały kilka odcinków, jak serial w TV. Dziś odcinek pierwszy. Oto wyznanie pewnego amerykańskiego profesora (męża Polki). „Nie wiem, co z wami jest, z Polakami. Skąd wy to macie? Wieczorem na uniwersytecie jakieś spotkanie, oczywiście sporo Polonii. Właściwie wszystko jest normalnie poza tym, że większe niż zwykle milczenie sali (niewiele pytań, jakbyście się wstydzili wystąpień publicznych, swego źle akcentowanego angielskiego?). No, ale potem, kiedy wychodzimy i mamy zdecydować gdzie zasiądziemy, zaczyna się. Pada kilka propozycji, wybucha gorączkowa dyskusja, widzę, że spieracie się mocno w swoim szeleszczącym języku, jedni tu, drudzy tam, potem nawet, jak ustalicie już gdzie (choć niektórzy wydają się nieprzekonani), spory wybuchają którędy macie pójść, aby wypić to piwo. My Amerykanie idziemy gęsiego za liderem, który ogłasza gdzie nastąpi konsumpcja pospotkaniowego trunku, to jest przedłużenie porządku obrad, wy w tym miejscu, zaczynacie sejmik. Z pokornych i cichych słuchaczy przekształcacie się w zapalczywych dyskutantów. Ilu ludzi, tyle opinii. Nie da się z wami nudzić. Uwielbiam się temu przysłuchiwać, wolę ciągnąć się za wami niż karnie maszerować do wyznaczonego pubu.” I drugi obrazek: Forum Romanum, lato. Stoję przed olbrzymimi mapami ukazującymi rozrost Imperium Romanum! Który to rzeczony rozrost zaczyna się od małej białej plamki w morzu czerni, na początkach historii po ogromną białą płaszczyznę rozciągającą się po Ren i Dunaj i Wyspy Brytyjskie, jeśli chodzi o Europę. My tam toniemy cały czas w morzu czerni. Jakbyśmy byli inni. Jakbyśmy byli spoza. Można oczywiście dwojako na to patrzeć: jak na jedną z przyczyn gospodarczego i kulturowego zacofania narodów przez Rzymian niepodbitych, z pewnym rodzajem zaambarasowania odwiedzając tzw. Zachodnią Europę i patrząc na kulturę polityczną czy kulturę materialną (jak autostrady na przykład, porządek na ulicach, ślady wielowiekowego ujarzmiania przez człowieka natury) jako na ślady, jak to ładnie Mickiewicz określił municypalności rzymskiej i czuć się w tym post-rzymskim świecie nieco jak obarczony kompleksami parweniusz. W takim ujęciu kompleksy postkolonialne Polaków sięgałyby dużo wcześniej i historia istnienia Polski polegałaby na tym, iż dopiero w wieku X Polacy przyłączyli się do Europejskiej narracji, staliby się częścią jej historii, wcześniej istniejąc „poza mapą”. (por. hasło - oni-my) Można też jednak na to zagadnienie spoglądać z perspektywy Galla Anonima czy późniejszych historyków szlacheckich, którzy ochoczo dowodzili jak to Słowianie dali łupnia Aleksandrowi Wielkiemu, który nie poradziwszy sobie z nimi ruszył na Wschód. Można też, a właściwie należałoby - ów z 966 pochodzący akt przyłączenia się do narracji Europejskiej, akt włączenia się w tradycję taką a nie inną - uznać za fundamentalny akt wolnego wyboru księcia Mieszka i jego dworu! Żaden przymus, konieczność, fatum: wolny wybór leżał u podstaw państwowości i kultury polskiej! Taka perspektywa ukazuje zupełnie inną opowieść o Polsce: Zachód został podbity przez Rzymian i zrodził się z tego podbicia. Sotnie okrutnych rzymskich żołdaków deptały ziemie francuskie, brytyjskie, szwajcarskie nasycając je krwią swoją i tubylców natomiast ziemie Królestwa Polskiego były zawsze wolne, nigdy podbite nie były. Wydaje mi się, że to jest program ideowy najstarszej, pierwszej historii Polski. Gall w przedmowie do swojej Kroniki pisze wszak: „Kraj to wprawdzie bardzo lesisty, ale niemało przecież obfituje w złoto i srebro, chleb i mięso, ryby i miód, ale pod tym zwłaszcza względem zasługuje na wywyższenie nad inne, że choć otoczony przez tyle wyżej wspomnianych ludów chrześcijańskich i pogańskich i wielokrotnie napadany przez wszystkie naraz i każdy z osobna, nigdy przecież nie został przez nikogo ujarzmiony w zupełności…”

a w księdze III, kiedy opisuje niepowodzenie planów i działań cesarza, podsumowuje to (jak i właściwie program całego dzieła) słowami: „A ponieważ uprzednio pysznie domagał się wielkich sum pieniężnych, na koniec choć mało tylko chciał, nie dostał ani denara. A że nadęty pychą, zamyślał podeptać starodawną wolność Polski, Sędzia sprawiedliwy wniwecz obrócił te jego zamiary…” To nie szlachta w XVII wieku zaczęła dopisywać Pana Boga do historii polskiej, ale (francuski?, włoski?) Benedyktyn w XII wieku! Tę narrację podejmuje wielu pisarzy, ale najpotężniej chyba Stanisław Orzechowski w wieku XVI w Mowie do szlachty polskiej, gdzie czytamy: „Inne narody mają czym wynosić się wobec was, czy to gdy patrzy się na ich umocnienia, czy na miasta, czy wylicza dochody, czy rozważa plony pól. Cóż bowiem jest znakomitszego, by pominąć inne prowincje, od Niemiec, gdy chodzi o miasta? Gdzie są obfitsze dochody niż we Francji? Jaki kraj bogatszy w złoto od Węgier? Jaki wreszcie bardziej niż Włochy obfituje w żyzne pola, w rozmaite plony i bogactwa? Biją nas, Panowie a Bracia, inne narody urodzajnością pól, obfitością złota i dochodów, mnóstwem plonów i wielkością obwarowań. Lecz wolność, najwyższe dobro spośród wszystkich dóbr, jest własnością waszego rodu i waszego imienia. Jest ona tak ogromna i tak wielka, że w zestawieniu z nią wolność innych narodów byłaby dla was niewolą nie do zniesienia. Podziwiając słodycz tej wolności, wiele prowincji przyłączyło się do was i poddało waszemu panowaniu nie tyle siłą zbrojną, ile wielkością waszej wolności.” Mieszka w tych słowach echo słów Galla, ale też odnoszą się one do doktryny polityczno-prawnej Rzeczypospolitej, którą na Soborze w Konstancji (1414-1418) przedstawiał jako polską rację stanu Paweł Włodkowic (w nawiązaniu do rozważań pierwszego Rektora Akademii Krakowskiej Stanisława ze Skalbmierza): siłą strategii postępowania Polski jest atrakcyjność jej wolności; nie w drodze militarnych podbojów, nie zaciężnymi wojskami rozszerza się panowanie Rzeczpospolitej. (por. hasło - pacyfizm). Wolność jest jej powołaniem: po to ma takie a nie inne instytucje polityczne, tak a nie inaczej ustanowione ma prawa, owa też wolność jest powodem szczególnej opieki Boskiej nad sarmackimi włościami. Ale o tym wszystkim w następnym odcinku.

Krzysztof Koehler