Artykuły

consensus omnium

 

 

 

 

 

 

 

Consensus omnium – sądzę, że nie wolno mi już odsuwać od siebie zmierzenia się z tematem liberum veto, który to temat w naszym dziedzictwie intelektualnym (może politycznym po trosze) w ogniu gorących wykształca się sporów (w jakimś sensie, mam nadzieję, że uda mi się ów sens wyjaśnić w toku tych tu rozważań, porównywalnym jest on sporem do tego jaki rozgorzał - i gorzeje nieustannie - wokół Powstania Warszawskiego). Chociaż w przypadku liberum veto rozumowanie zapewne podąża bardziej wyrobionymi koleinami (w końcu debata trwa dłużej) i może aż tak wyraźnie – choć o tę konstatację nie będę kopii kruszył – nie ma przełożenia tak wprost na postawy polityczne, stosunek do tradycji itp. Liberum veto było pewną instytucją polityczną (sposobem rozwiązywania sporów politycznych, metodą, parafrazując Wespazjana Kochowskiego, (por. hasło - Kochowski, Wespazjan) „niepodejmującego podejmowania” decyzji), której, nie wiem jak to powiedzieć lepiej, formą pierwotną, niewynaturzoną była zasada Zgody Wszystkich, consensus omnium. Nasi przodkowie hołdowali tej metodzie podejmowania decyzji w swoim życiu politycznym, zapewne z jakichś powodów, które postaram się niniejszym wydedukować. Decyzje w Rzeczypospolitej podejmowano w procesie, jak to nazwał kiedyś profesor Jan Dzięgielewski (por. hasło –miłośnik staropolszczyzny) „ucierania głosów”. Jak twierdzi z kolei Janusz Ekes, Zgodę Wszystkich, rozumiano podwójnie: „Po pierwsze jako zgodę wszystkich ziem Rzeczypospolitej, do której dochodzono w Kole Rycerskim. Po wtóre jako zgodę wszystkich trzech sejmujących stanów.” (por. hasło - absolutum dominium) (czyli króla, sejmu i senatu) (por. hasło - sejm, por. hasło - sejmik) Dodaje też: „W żadnym przypadku nie traktowano jej jako jednomyślności wszystkich obecnych na sejmie dwustu kilkudziesięciu osób – przynajmniej do połowy XVII wieku.” Czemu jednak taki a nie inny był sposób podejmowania decyzji w naszym pięknym państwie (naszym?, ich? – por. hasło – oni-my) Historycy upatrują przyczyn tego procederu w istocie szlacheckiego republikanizmu (por. hasło - res publica): przejmowania na siebie odpowiedzialności za sprawy wspólnotowe (od podjęcia decyzji do jej zastosowania w praktyce) przez poszczególne podmioty polityczne. „Podmioty” te, wybierane do reprezentowania szlachty danej ziemi na sejmiku, obradowały na sejmie walnym odpowiadając za wszystkie decyzje tegoż sejmu wobec tych, którzy ich wybrali. Co więcej: na sejmiku relacyjnym odpytywano pana posła czy spełnił oczekiwania i postulaty tych, którzy go wybrali. Dodatkowo jeszcze, spotkałem się i z taką argumentacją, iż decyzje te były wcielane w życie przez tych, którzy zarówno decydowali na sejmie, jak i wybierali swoich reprezentantów na sejmikach. Przez wszystkich obywateli,  (por. hasło - obywatel) zatem, aby nie doprowadzić do podziałów, wojen domowych, obrażania się, jakiegoś rodzaju separatyzmu – wszyscy musieli się dorozumieć w sprawach obowiązujących wszystkich. Inaczej mówiąc, consensus omnium był właściwie wyrazem, instytucją czy manifestacją „równości ustrojowej”(por. hasło - aequalitas) wszelkich „podmiotów politycznych” w państwie. Jedną z kilku instytucjonalnych realizacji wolności szlacheckich. (por. hasło - llibertaslibertas - 2libertas - 3) Zasada ta miała więc tak samo konsekwencje moralne: uczyła odpowiedzialności politycznej, ale i wiązała naród szlachecki w jedno republikańskie ciało. Trzeba było temperować swoje żądania, odwołując się do idei zasadniczych rzeczpospolitej: bonum communae, amor patriae i cnoty (por. hasło - virtus) jako celu postępowania obywatela. Ale: w 1652, podczas sejmu walnego, za sprawą posła Sicińskiego consensus omnium przekształcił się w liberum veto. Czemu? Czy nie było innych możliwości? Czy nie dało się inaczej? I: czym było naprawdę to liberum veto? Jakie idee napędzały ten intrygujący polityczny proceder? Jakkolwiek wiele atramentu i łez wylano nad ową „zgubną” praktyką, postaram się już niedługo sine ira et studio (na ile to możliwe) zmierzyć się z tymi pytaniami.

Krzysztof Koehler