Artykuły

sejmik -2

 

 

 

 

 

 

 

 

Sejmik 2 – ale jak to wszystko wyglądało? Jak przedstawiało się sejmikowanie? Z jakim nastawieniem pozostawiała szlachta swoje dworki (por. hasło - dworek), jadąc na miejsca swoich ziemskich zgromadzeń? Niestety, nie mamy żadnych reportaży z izb sejmikowych; oczywiście są diariusze, na podstawie których możemy sobie wyrobić zdanie, jakimi emocjami kierowała się sala, co mówiono, jak argumentowano, jak uprawiano lokalną politykę; oczywiście emocje rosły w sytuacjach kryzysowych: po elekcjach, w obliczu zagrożeń wojennych albo innych jakichś perturbacji krajowych bądź międzynarodowych (o obu obywatele byli informowani dokładnie w poselstwie od króla przed każdym sejmikiem). Przemowy bywały dramatyczne, gdyż i mówców szlachta miewała tęgich: taki Jakub Niemojewski albo Stanisław Orzechowski (por. hasło - Orzechowski, Stanisław) i setki, tysiące, dzisiaj bezimiennych (należy czytać szlacheckie sylwy, by tych mówców poznać, por. hasło - silva rerum). Jedna z takich mów, szczególnie mi bliska, wygłoszona była przez Stanisława Orzechowskiego na sejmiku generalnym szlachty ruskiej w Sądowej Wiszni 13 marca 1566, odbywającym się przed sejmem walnym lubelskim. Wypowiedziana była, jak podają źródła, „w kościele, przed wielkim ołtarzem w wielkim zebraniu uczciwej ślachty a rycerstwa zacnego ruskiego” a rozpoczynała się dramatycznie od parafrazy Wergiliusza:

Venit summa dies et ineluctabile tempus Poloniae

Fuimus Poloni, fuit Polonia et ingens gloria Polonorum.

(Przyszedł ostatni dzień, żałosny czas dla Polski;

Byliśmy Polakami, była Polska, była wielka chwała Polaków)

A potem już poszło:

Możemy tak dziś prawdziwie wszyscy mówić Mości Panowie, z Wergiliuszem poetą, którego ta kantyka beła w trojańskiem upadku. Przyszedł dzień ostatni ten przez sjem lubelski, na którym jeśli się nie obaczym, jeśli do prawa i do obyczajów starych nie wrócimy się, i my pewnie, Polacy, tęż kantykę śpiewać z Wergiliuszem będziemy: fuimus Poloni, fuit Polonia! Do czegóż nam jeszcze nie dostaje? Naprzód nas Bóg opuścił, bośmy pierwej też Pana Boga opuścili, zakoneśmy Jego złamali, Imięśmy Jego święte zbluźnili, prawośmy pospolite zgwałcili, od obyczajów starych odstąpili. Wszyskęśmy na koniec Polską Koronę i sami siebie ku upadku nagotowali…

Wieleż takich słów, jak długa Rzeczpospolite i szeroka, nasłuchały się różne nasze kościoły czy inne miejsca, gdzie sejmikowała szlachta, gdzie dopraszała się swego prawa do rządzenia państwem, gdzie wykłócała się o swoje, dawała zwodzić, przekupywać, gdzie zatwierdzała (lub nie) konstytucje sejmowe (por. hasło - sejm) (gdy taka była wola posłów i senatorów). Nie jakąś zbieraniną curiositatis, ale raczej kuźnią politycznej ogłady, szkołą społecznej służby można chyba trafniej nazwać sejmikową pracę kilku pokoleń szlachty. Wiele w tym zapewne oratorskiej swady, wiele przesady, ale też wiele z formatywnej aktywności obywatelskiej. (por. hasło - amor patriaebonum communaeObraz szlachcica polskiegovirtus) Sejmik był miejscem „pokazania się” społeczności sąsiedzkiej, tej najważniejszej, wobec której upływało całe szlacheckie życie.

Orzechowski swoją mowę wygłosił w imieniu szlachty i adresował ją do senatorów ruskich, w kościele się znajdujących. Jemu więc oddano głos, by wypowiedział się w imię obywateli. Ten głos jest ważny: bo wyraża troskę szlachty o działanie Senatu; jest też apelem o aktywność polityczną bez której res publica istnieć nie może. Zapewne rozejrzawszy się chwilę po kościele w pewnej chwili zaczyna mówca ów wiekopomny passus:

Na tych obraziech kościelnych oto tu widzicie malowane święte. Oto tu jest Paweł, oto Piotr, oto Stanisław biskup krakowski, oto Wojciech arcybiskup gnieźnieński. Nie onić to są święci starzy, ale obrazowie ich. Spytajcież tych malowanych świętych, co się teraz w niebie dzieje? Oto ja ich przed wami spytam: „O święci malowani, powiedzcie nam, ludziom grzesznym, co się teraz w niebie dzieje? Pytam was, czemu milczycie?” – Oto milczą, nic nie mówią! Os habent et non loquentur nec clamabunt in guttore suo. (Mają usta, ale nie mówią, gardłem swoim głosu nie wydają) – Tym świętym podobni w radzie polskiej wyście są, naszy miłościwi Panowie! Co się w Polszcze dzieje, o to was pytamy wszyscy, pokoj-li czyli wojna z Moskwą jest? Nic o tym nie wiecie, co posłowie tureccy w Polszcze z królem, naszym miłościwym panem, sprawowali, który pan z rady przy tym poselstwie beł? Takież i posły Maksymiliana cesarza, co, a czemu król polski w zamknieniu też bez was sprawował? Powiedzieć nam o tem wszytkiem nic nie umiecie… Widzę, żeście Wasz Mościowie twarzy swe smutne, potrząsając głowami, na dół zwiesili, ale jednak milczycie, nam na pytanie nasze nie odpowiadając. Prze miłego Boga, expergiscimini patres conscripti, (obudźcie się, senatorowie) ocućcie się, panowie naszy mili, powstańcie ze snu tego, pomnicie na urzędy swe, pomnicie na to, żechmy ludzie wolni będąc, dobrowolnie poddaliśmy się królowi od nas wolnie obranemu, nie samemu, aleśmy przysądzili was, senatory, za towarzysze panowania jego królewskiego, tak jakoby urzędnie królowanie króla naszego nad nami w Polszcze beło.

Jak podają świadkowie: „Po tej mowie wielkie milczenie beło i zdumienie rycerstwa wszystkiego, które w wielkim kole zwiesiwszy głowy swe smutne przed Pany Ich Miłości stali. Ale jednak żaden nie wystąpił, który by co mowie pana Stanisława Orzechowskiego przydał, albo ją w czem strofował, i owszem, wiele ich beło, którzy ostrzejszej mowy i inszej od niego czekali…”

Wolę tej scenie się przyglądać, bo sporo się z niej dowiem o duchu Rzeczypospolitej, niż tylko ironiczne grafiki norblinowskie studiować.

Krzysztof Koehler