Artykuły

Potocki

 

 

 

 

 

 

 

Potocki, Wacław – to jeden z najciekawszych twórców naszej kultury, od czasów Mikołaja Reja do… żeby nie pominąć i obrazić nikogo… do dzisiejszego debiutanta. Autor, który zostawił po sobie ogromną budowlę wierszy, całą skomplikowaną maszynerię, której tytułów wymienienie mogłoby zająć połowę czy nawet większość moczarowego miejsca. Już była tu u nas mowa o tym, że Potocki, mimo że nie żyje od trzystu z okładem lat (umarł w 1696 roku), wciąż może coś nowego dorzucić do gmachu literatury polskiej a to z tej przyczyny, iż był autorem: a. publikującym w obiegu sąsiedzkim – czyli w formie wiecznej rękopiśmienności; b. z racji tego, że był autorem „wariującym” – to znaczy dopuszczającym wariacyjność, wariantowość jako domenę twórczości literackiej. A zatem, wciąż – jeśli są jeszcze jakieś nieodkryte rękopisy (por. hasło - rękopisy (nie płoną!) szlacheckie (a czemu ma ich nie być? Na przykład gdzieś w zapadłych miejscach Białorusi albo w jakichś kątach bibliotecznych w Szwecji – bo może jakiś północy najeźdźca podkradł księgę szlachecką, a potem o niej zapomniał, gdzieś ją wrzucił do lamusa i tam przetrwała) - można odnaleźć i opublikować  nowy nieznany wiersz XVII-wiecznego poety.

Potocki – artysta totalny: właściwie wcielenie idei życiopisania, (o którym marzył Sted i inni artyści nowożytni – na pewno nie Stachurski jednak) w ogromnym, nieprzebranym „Ogrodzie fraszek” czy w „Moraliach” czy zmierzających ad infinitum wierszach z „Herbarza”! To zresztą jedno z niewielu dzieł, które pisarz wydał za życia, ale w jakże charakterystyczny sposób: drukarz, cenzor, nakazali jednak pewne – nielicujące z charakterem szlacheckiego herbarza wiersze wyrzucić, zatem, człowiek wolny, szlachcic Sarmata obywatel Rzeczpopsolitej (por. hasło -res publica) decyduje się napisać „Przedmowę” i zbiór, który powstał z „uwałaszenia” „Herbarza” puścić w obieg niezależny z tytułem „Odjemek od Herbów”. O, czasy szczęśliwe! Potocki dokucza polonistom, jak natrętna mucha. Także dlatego, że nie poddaje się wszelkim dyktatom gatunkowym. Pamiętam jedną Panią Profesor skarżącą się, że te wiersze z „Herbarza” to wcale nie wiersze herbarzowe! Tak! Nawet w „Herbarzu” jest wszystko; od epitafiów po wiersze miłosne czy erotyczne wprost! Zamiar albowiem pierwotny był – myślę – jak najbardziej słuszny: stworzyć dzieło, które mogło będzie pełnić dla szlachty pod koniec wieku XVII rolę punktu odniesienia, busoli postępowania i moralności – wyszło – jak zawsze u Potockiego – znacznie coś więcej: zapis szlacheckiego życia, rozciągającego się od rozważań o herbach, a kończącego na żartach z tychże: facecjach, dowcipach czy karykaturach.

Potocki to też niezwykły językowy talent: odkrywca rymów w stylu barańczkowskim; gdzie rymuje się różne części mowy, a niekiedy tak samo dźwięk rymujący się z drugim składa się z kilku słów. Potocki to poeta lingwista; autor „Nagrobków żartobliwych”, gdzie tematem obróbki czy tylko zabawy poetyckiej staje się sam język: tak, rozważaniu o życiu i śmierci, toczą się na prawach i w muzyce języka: „woda bieży, ty leżysz… nieboże” powie w Nagrobku Młynarzowi. Potocki to twórca o ogromie talentu wielkości Jana Sebastiana Bacha, w którego to niemieckiego kompozytora Voltemperierte Klaveir też można się utopić, zagubić, umieścić swoje życie we wnętrzu tego dzieła: całkiem podobnie jak w Wojnie chocimskiej! Tak, bo i próbował swoich sił w epopei Potocki! Ale co to za epopeja: rozrywana nieustannie dygresjami, idącymi za programem ideowym (dawniej – dobrze, dziś –źle), ale też podążająca za dywagacjami, różnymi kierunkami myśli, spostrzeżeń, obserwacji: owszem pod Chocimiem AD 1621 walczy Chodkiewicz i jego rycerze, narrator jest z nimi, ale jednocześnie wszędzie indziej: jego wyobraźnia nie mieści się w transzejach, stąd prawem skojarzeń idzie w różne strony, mówimy o kawie? – to zaraz potem o innych trunkach, jakie piją Polacy; mówimy o uzbrojeniu – to przenosimy się do szlacheckiego lamusa itp. Potocki to przede wszystkim jednak szlachcic podgórski: jego wiersze wpisane są w okolice Łużnej: w XVII wieku to tutaj biło serce poezji polskiej: jeżeli najpierw był Czarnolas, a potem mickiewiczowska Litwa, to pomiędzy nimi króluje Podgórze Potockiego; ale co to za królowanie! Jakże inne od Kochanowskiego wyniosłej Lipy czy Soplicowa, gdzie „skryła się Polska”. Nad Podgórzem Potockiego nie zachodzi słońce sympatycznego uśmiechu i akceptacji. Ale też ironii, żartu i – może nawet – lekkiej, pobłażliwej kpiny. A zarazem bezwarunkowej miłości. Tak można mówić tylko o tych miejscach, które stają się zewnętrzną formą naszego życia. Jeżeli wybieracie się Państwo do południowej Polski weźcie ze sobą Inwentarz Podgórskich majętności i porównujcie z tym co widzicie za oknem.

Żebym dosyć twojemu uczynił żądaniu,

Pytałem się w Podgórzu o wsi na przedaniu

Od Gorlic do Grybowa; te leżą przy Ropie,

Te przy Białej, celniejszych rzekach w Europie.

Kraj we wszytko bogaty. Z rajfurami za czem

Zniósszy się, oznajmuję: jest Jamna z Widaczem,

Zbęk, Pogwizdów, Wiskidna, Żebraczka, Wygodna,

Poświst, Bieśnik, Biedowa, Skrętła, Gwoździec, Głodna,

Pobiednik za Wytrzeszczką; tymże idą szykiem

Smrokowiec z Pogorzynem, Kiprzna z Sikornikiem,

Polichta z Miciakami, a Kanina z Nowem

Wielką w górze derewnią świecą, Berdechowem.

Wesoły Opłakaniec, Litacz i Kołkówka

Zalecą się, choć o nich nie napiszę słówka.

Sławny Obzdów statutem, gdzie nim pójdziesz w górę,

Samo pojźrenie radzi wylekczyć naturę;

Tudzież Skwiertne z Wierzchowcem, Golesz i Ptaszkowa,

Oderny z Derepczynem, Kudbrzyn, Zyndranowa.

Prawda, że się pszenica nie rodzi i żyto,

Ale owies nagrodzi robotę sowito:

Wysiejesz korzec, z korca kopa będzie pewnie,

Z kopy korzec, prócz tego, co idzie do plewnie.

Buk raz w dziesięć lat kwitnie; kto nachowa świni,

Nuż żołądź, nuż orzechy, szkody nie uczyni.

Zima na święty Michał swój miewa początek,

Najeździsz się na saniach do Zielonych Świątek.

Drwa tylko w piec nie lezą. Samo się zaleca

Miejsce, bo prawie wszędy może być forteca.

Ptastwo krzyczy cały rok; nie uświadczysz strzechy,

Wieś pod gontem: tu oczom, tam uszom uciechy.

Tam każdy ptak do cieplic, jąwszy na suchedni,

Lecąc pasie; pożytek i to niepośledni,

Bo chociaż, co zastanie w polu, wszytko zobie,

Sprawi rolą, gdy nawóz zostawi po sobie.

Gdzie indziej sieją, orzą, gdy się wiosna wraca,

Bydło pasą, tu jeszcze gospodarz domłaca.

Powódź nigdy, grad, chociaż na każdy rok spada,

Albo mało, albo też nic szkody nie zada.

Nie wynidzie zwierzyna nigdy ze spiżarnie;

Kto ma sieci, psy, chłopy, zawsze pewien w sarnie.

Ryba, łosoś, pstrąg, lipień, kiełb, jelce, jeśliże

Będzie wola co z tych jeść; najpewniejsze sliże.

Jaszcze, miski, talerze i sprzęt z drewna iny,

Byleś miał rzemieślnika, nie kupujesz cyny.

Huta tuż; zdrój pod górą krzyształowej wody,

Bo się tu ani piwa, ani rodzą słody;

Owsiana gorzałeczka i kozia żętyca:

Tak u chłopa dobra myśl, jako u szlachcica.

Konia tam nie zażyjesz, boby strącił karki,

Saniami kopy lecie wożą na folwarki.

Młyna nie masz co prawda, w stępie tłuką krupy.

Powietrza nie bój, co rok wiatr odrze chałupy.

Chcesz sąsiadów, upewniam, że nie upośledzą,

Nie pieniacze, piekarze, i w nocy nawiedzą;

Chcesz mieć całe, nie tam śpi, kędyś posłał, boki.

Siałeś, gródźże dla dzikich świni płot wysoki,

Bo tam sierpa nie trzeba; chceszli co siec: kosą.

Gęsi też ani kury, i to pisz, nie niosą,

Bo je liszki, owce psy, dzieci wilcy jedzą;

Pczół nigdzież przed napaścią nie schowasz niedźwiedzą;

Ale też jeśli które w dół za kaczką wleci,

Przypłaci futrem gęsi, baranów i dzieci.

Inszych drobniejszych rzeczy i wspominać szkoda,

Bo wszytko w pomieszkaniu nagrodzi wygoda:

Prospekt w dalekie strony, tuż niebieskie sfery;

Pogasły przy Krakowie nowe belwedery.

Masz, co tylko pomyślisz, krom jednego chleba

A odzienia; to kupić, gdyby za co, trzeba.

Krzysztof Koehler