Artykuły

sens historii

 

 

 

 

 

 

Sens historii - kopię w ziemi i zastanawiam się nad sensem historii. W dół, który wykopię (ma on charakterystyczne wymiary dołu cmentarnego – na długość i szerokość – w sam raz na niewielka trumienkę) wrzucę ściętą trawę, którą potem przysypię ziemią. W ten sposób powstanie (a przynajmniej tak to sobie wymyśliłem, a więc niekoniecznie tak się stanie jak sobie to wymyśliłem) kompost – nawóz. Ale skoro gdzieś w naszym języku mieszka powiedzenie „nawóz historii” – to dlatego pomyślałem sobie o historii. Czym była dla Sarmatów? Właśnie obchodziliśmy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego: hekatomba krwi, zaczyn śmierci, pole poświęcenia. Czym byłyby nasze dzieje, czym my bylibyśmy, gdyby nie takie właśnie – wydarzenia, których sens, których znaczenie przekracza li tylko praktyczne, pragmatyczne rozumowanie. Ale może to mrzonki? Może nie ma nic innego, albo przynajmniej w ostatecznym rachunku nic innego się nie liczy tylko takie właśnie pragmatyczne, praktyczne rozumowanie i postępowanie, a reszta to tylko właśnie nawóz historii. Chodzę po okolicach, gdzie mieszkał Potocki, (por. hasło - Potocki) sporo tu cmentarzy z Pierwszej Wojny Światowej: głównie prusko-austriackich i rosyjskich. Trochę te cmentarze są zaniedbane, trochę widać, restaurowane, ale nie o to chodzi czy chylą się do upadku, czy też dba o nie miejscowa młodzież: oto leżą przysuci ziemą chłopcy spod Wiednia, młodzieńcy z Berlina, może jakieś chłopskie dzieci z Karyntii albo spod Moskwy: wywieźli ich pociągami gdzieś do zapomnianych przez Boga i ludzi terenów, gdzie ich jakaś być może przypadkowa kula zabiła na śmierć: jednemu mina urwała nogę, inny dostał w głowę, jeszcze inny wykrwawiał się godzinami po ranie od bagnetu zadanej w brzuch. Wszyscy pomarli. Zakopano ich tu. Nawóz historii. Kiedyś, tuż pod przełęczą Brenner natrafiliśmy w maleńkim wiejskim kościółku na tablicę, która głosiła chwalebną śmierć miejscowego dwudziestolatka w Bitwie pod Gorlicami. Więc pewnie jego doczesne szczątki spoczywają gdzieś tu: Bogoniowice, Staszkówka, Ciężkowice? Rozumiem to tak, iż Sarmaci rozumieli, że to ma sens: nawet taka, przypadkowa, śmierć; rana zadana w potyczce, której nie udało się wyleczyć, tygodniami jadziła się, potem wdała się gangrena no i skończyło się. Nie mielibyśmy szans na to, by zajrzeć do świadomości sarmackiego rycerza, gdyby nie Votum Zbigniewa Morsztyna. Ktoś, zdaje się, Czesław Hernas nazwał Morsztyna szlacheckim Remarquem. Zgadza się, nikt tak jak Morsztyn, nie potrafił uchwycić wizerunku wojny nie z perspektywy podpowiadanej przez epikę (zmagające się oddziały, przemowy wodzów, harce bohaterów), ale z rzadko ukazywanej w świecie staropolskim perspektywy okopów. Nie ma tu nic z ubarwiania, nic z ideologii: jest – jak pamiętnikarski, ale czemu żaden z pamiętnikarzy się na to nie zdobył? – zapis: potyczki, czatów, ran, strachu, życia w oblężeniu… Ale nawet u niego nie spotykamy poddanie tego rodzaju roboty w wątpliwość: bo historia ma sens, toczy się dokądś i – jeśli zdarza się śmierć – ona nie jest nadaremno: staje się nawozem, podarunkiem ofiarowanym przyszłości: gestem poświęcenia. Historia zmierza do sensu: sens odsłania się w dziejach: wydarzenia układają się w opowieść. Oczytani w biblijnym tekście, Sarmaci, uznawali, że wzorcową narracją o historii jest Biblia. (por. hasło - Kochowski, Wespazjan) Tam pojawia się idea wybraństwa: narodu wybranego. Kto pierwszy „przeniósł”, jak w jakiejś wielkiej poetyckiej metaforze i zestawił ze sobą owe narracje: biblijną i tę, która związana jest z opowieścią o historii Rzeczpospolitej? A może był to raczej proces, który nie miał jakichś wyraźnych ojców, tylko toczył się jako jakaś tradycja, przekazywana wzajemnie, wzbogacana, upiększana…

Trawa, którą zakopię będzie w ziemi gniła (chyba). Będę nią, za jakiś czas, podsypywał drzewa, warzywa. Jej gnicie ma sens, bo przyczynia się do wzrostu.

Krzysztof Koehler