Artykuły

antemurale (3) - Matki Boskiej Częstochowskiej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Antemurale (3) (Matki Boskiej Jasnogórskiej) – (por. hasło - antemuraleantemurale (2) Mickiewicz wiedział o tym doskonale: pierwszym nowożytnym dziełem literackim, wskazującym na pewną charakterystyczną polską przypadłość duchową, była Nova Gigantomachia sive de obsidio Claris Montis, napisane przez przeora klasztoru jasnogórskiego, ojca Augustyna Kordeckiego. (por. hasło - Kordecki, ksiądz) Cecha owa polska, charakterystycznie ukazująca naszą duchową tożsamość, brała się, zdaniem Wieszcza, z indywidualnego tragizmu narratora Nowej Gigantomachii, który w swoim sumieniu wybierać musiał między skrajnościami: z jednej strony szwedzki dyktat poddania twierdzy i róże zakusy intra- i extramures szwedzkich pomocników, ale tzw. też zwyczajnych ludzi, przysłowiowych kobiet i dzieci, których dobro tak samo trzeba brać pod uwagę, ich ewentualne cierpienia, straty moralne i ekonomiczne, spowodowane przez bezsensowny, niepotrzebny opór, przedłużającą się agonię. Po co to? Po co to? Po co to?  (por. hasło - Epika (szlachecka)Z pychy oczywiście płynące poczucie, z egoizmu i egocentryzmu, z błądzenia w chmurach (a powinno się stąpać twardo po ziemi), z jakichś wymyślonych, nieautentycznych powodów: utrzymanie twierdzy, komu ona potrzebna? Szwedzi już są wszędzie, król uszedł na Śląsk (jeszcze nie abdykował, ale to kwestia czasu), dalszy opór to prymitywna bohaterszczyzna. (To już mój dodatek, to słowo). Uświadamiając sobie całą tę machinę perswazyjną rozumiemy, że Mickiewicz miał naprawdę rację, (por. hasło - oni-my) wskazując na „przeklęte” dylematy Polaków, i mówiąc, że rodziły się one właśnie w czasie szwedzkiego potopu, w Częstochowie, gdzie za chwilę zawita fikcyjny Kmicic-Babinicz. Czytając tę litanię argumentów, ten kołowrotek, uświadamiamy sobie nawroty tego typu rozumowania, idące przez polskie dzieje od – przepraszam, ale tak mi się wydaje – powstań XIX wieku, przez Powstanie Warszawskie a kończące się na smoleńskiej katastrofie samolotowej.(por. hasło - Lampeczka oświeceniowa (2) Kłąb tych pytań wyznacza w jakiś sposób polskość; ów kłąb to cecha charakterystyczna naszego dziedzictwa wspólnotowego: być może to są pytania, które zadają kultury walczące o swoje przetrwanie: kultury, które nie mają wiele wspólnego z imperializmem, kolonializmem, kultury skazane na wątpliwości i mnożenie pytań o sens, niekiedy naprawdę, straceńczych działań.

To jedna strona myślenia księdza Kordeckiego, ale po drugiej stronie stoi dziedzictwo, znowu przepraszam za patetyczność: Miltiadesa, Spartian – całej tej antycznej tradycji militarnego bohaterstwa, nad którym nadbudowana jest (albo której niezbywalną częścią staje się) głęboka maryjność: Kordecki wie czego broni: nie tylko miejsca, ale tak samo miejsca hierofanii: przedstawia siebie jako stróża świątyni, broni depozytu: w tym miejscu Maryja zechciała mieć swój cudowny wizerunek (por. hasło - obrazy cudowne) i miejsca tego nie powinno się oddać w niepowołane ręce (w ręce, jak się mówiło wtedy, heretyków), którzy nie tylko je złupią, ale też zbezczeszczą. Nie pamiętam, ale wątek symboliczny tej obrony (już tylko jeden jasny punkt pozostał w zalewie wezbranych wód szwedzkich) jest też uruchamiany (ale nie wiem czy nie bardziej przez Sienkiewicza po latach). Mickiewicz wskazuje na tragizm obrońców (stojących przed bolesnym wyborem) jako na tragizm polskich losów. Wyprzedzałby zatem ksiądz Kordecki nieco polską epokę tragiczną: czasy sarmackie nie były chyba czasami aż takich dramatycznych wyborów. Ale bo też przecież szwedzki potop był wydarzeniem wyjątkowym: nigdy wcześniej prawie całe państwo nie poddane zostało obcemu wojsku.

No, ale Rzeczpospolita wyszła z tych śmiertelnych zapasów, mimo że zniszczona okrutnie (z opowieści mego Mistrza zapamiętałem pytanie: proszę mi powiedzieć, czemu w Polsce praktycznie nie zachowały się wnętrza żadnych gotyckich kościołów, wszystkie albo przynajmniej przytłaczająca większość ma wystrój barokowy? I odpowiedź: Szwedzi wywozili całe składy towarowe doszczętnie łupionych katolickich świątyń. A czemu Wilno jest tak barokowe? Bo potop poprzedziła inwazja Moskwy i tzw. sacco di Vilno. Zniszczenia odbudowano stosunkowo szybko (co świadczy o niezwykłym potencjale gospodarki Rzeczpospolitej). Ale przede wszystkim uświadomiono sobie jeszcze lepiej swoją funkcję: tak: ten kraj jest naprawdę przedmurzem katolickiej Europy. Dalej od niego, na północ i wschód rozciąga się ziemia, z której nadciągają zagrożenia. „Cudowna” obrona Jasnej Góry (o owej cudowności, tak samo jak i o całym procesie negocjacji przeora z generałem Millerem mocno powątpiewają współcześni historycy na podstawie korespondencji i innych tekstów źródłowych) stała się faktem: wapienne wzgórze Częstochowy stało się jednym z kanonicznych cudów polskiej historii: w ten sposób właśnie Matka Boska postawiła na swoje królestwo. I stawiała na nie, aż po wiedeńską odsiecz. (por. hasło - odsiecz wiedeńska) Ale co się potem stało? Czemu Polska zmieniła się z przedmurza w Chrystusa narodów? Romantyczne mrzonki, romantyczne bajdurzenia jakoś zasnuły zdroworozsądkowy, racjonalny, geopolityczny, strategiczny mit antemurale.


Na sarmackich obrazach bitewnych często przedstawia się pole boju w sąsiedztwie niebieskiej protekcji. Owszem, to tradycja starsza niż Kościół: funduje ją gest autorów pierwszych poematów epickich. Oto widoczni w obłokach św. Wojciech, św. Stanisław, a przede wszystkim Matka Boska, która swoim płaszczem osłania Jasną Górę od szwedzkich kul.

Maryjność jest związania z polskością. Dlatego dzisiaj czcząc Matkę Boską Częstochowską, właściwie mamy prawie że święto narodowe.

Taką to tradycję pozostawiła nam kultura sarmacka.

Krzysztof Koehler