Artykuły

pacyfizm

 

 

 

 

 

 

 

Pacyfizm – czy w ogóle godzi się mówić o pacyfizmie narodu, który słynął od wieków z waleczności, świetnych oddziałów bojowych (por. hasło – husaria), wreszcie ze straceńczej odwagi (a choćby i Somossierra, Elstera, Powstanie Warszawskie czy Solidarność)? (por. hasła - bezprzykładne męstwo,Bezprzykładne męstwo (2)bezprzykładne męstwo (3) Niechęć jednak szlachty do działań wojennych była charakterystyczna, zarówno w okresie, kiedy Kazimierz Jagiellończyk próbował za pomocą przywilejów uzyskać od niej przychylność w czasie wojny trzynastoletniej czy w czasach Zygmunta Wazy, który to monarcha bezskutecznie (no, z różnym skutkiem) domagał się od sejmu zgody na podatki, które umożliwiałyby mu prowadzenie działań wojennych ze Szwecją w obronie swego (i Rzeczpospolitej) stanu posiadania. szlachta miała niechęć do wojny wpisaną w konstytucję i zakres swoich praw i przywilejów (por. hasło – Przywileje).
Od cerekwicko-nieszawskich król nie mógł nakładać nowych podatków ani zwoływać pospolitego ruszenia (czyli prowadzić wojen) bez zgody sejmików ziemskich. Można zatem wnioskować, że pacyfizm szlachty wynikał z jej skąpstwa: jeśli prowadzenie działań wojennych wymagało od niej zwiększenia podatków, lepiej wszak być za pokojem. Poza tym: doktryna wojskowa była tak w Rzeczpospolitej skonstruowana, że podstawowy ciężar prowadzenia działań wojennych spoczywał na barkach szlachty, zarówno w postaci właśnie opodatkowania, jak i wprost zaangażowania militarnego w postaci pospolitego ruszenia (por. hasło – pospolite ruszenie). Niemniej jednak pospolite ruszenie „obowiązywało” jedynie do granic państwa. Było więc formacją, której dosyć trudno było użyć władcom do prowadzenia wojen zaborczych, nawet w postaci uderzenia prewencyjnego. Szlachcic jechał ze swoim majdanem w masie podobnych sobie, płacąc za wszystko ze swoich zasobów: kiedy pochód zbliżał się jednak do granic Królestwa następowało charakterystyczne powstrzymanie impetu: jeśli Król Jegomość miał ochotę na wojenkę, proszę bardzo: niech sobie znajdzie na nią środki z własnej kieszeni albo zdobędzie je na sejmie. (por. hasła - sejmsejmik
W szlacheckim pacyfizmie mieszkała jednak jeszcze pewna idea i ona jest prawie tak samo ciekawa jak szlachecka finansowa zapobiegliwość; idea, która być może była znakiem rozpoznawczym szlacheckiej wspólnoty politycznej. Czy miała na nią wpływ misja św. Wojciecha, który wprowadził „polską” drogę do ewangelizacji? Nie z sołdatami, nie ogniem i mieczem, ale w kilka osób, pokojowo i ze słowem Bożym. Wiemy, że zaakceptował ową strategię „nawracania” Bolesław Chrobry, który albo tylko wykorzystał misję Wojciecha, albo był do niej przekonany postrzegając ją jako polską odpowiedź na niemiecki model dosyć obcesowego drang nach Osten. Potem te idee, jako polską propozycję, znowu w kontekście sporu z Niemcami (tym razem Krzyżakami), przedstawiła polska delegacja na soborze w Konstancji, w słynnej doktrynie ius gentium, wskazującej na prawo wszystkich narodów i państw (w tym pogańskich) do samostanowienia i prawo do istnienia. Paweł Włodkowic w Konstancji wskazywał na to prawo w kontekście sposobu nawracania pogan przez Zakon. Wedle koncepcji Rektora Akademii Krakowskie (który wszak odwoływał się do wielkiego gmachu wiedzy średniowiecznej) nic nie usprawiedliwia wojny zaborczej bez względu na to w jakie imię i z kim jest ona toczona: wszystko jedno więc czy toczy się ją w imię Chrystusa przeciwko niewiernym albo poganom, czy przeciwko innym chrześcijanom: każda wspólnota polityczna zasługuje na szacunek i nie ma powodu, dla którego wolno uznać za sprawiedliwą wojnę zaborczą. Święty więc Wojciech w wieku X i Paweł Włodkowic z polską delegacją na początku wieku XV tworzyli pewną strategię myślenia o działaniach militarnych w Rzeczpospolitej. A może w ogóle formowali pewien program dla Rzeczpospolitej na całe stulecia. Przez wieki to myślenie drążyło i żywiło świadomość szlachecką i owocowało w postaci nieinwazyjnej doktryny państwowej, pozwalało cieszyć się szlachcie świadomością, że w ciągu wieków Rzeczpospolita nie prowadziła zaczepnych działań wojennych przeciwko swoim sąsiadom. W słynnym passusie, chwalącym wolność Polską z Mowy do szlachty Polskiej Stanisław Orzechowski wskazuje na specyficzny sposób powiększania się Królestwa Polskiego: zwiększanie posiadania bierze się nie z podbojów innych ziem, ale z atrakcyjności tego, co ma do zaproponowania Rzeczpospolita: wolności i praw. (por hasło -libertas) Można te słowa uznać za przejaw albo naiwności, albo najwyższego cynizmu. Jeśli jednak umieścić je w kontekście pokojowej doktryny Królestwa, uznać je możemy za wyrażenie, które wypływa z najgłębszych zasad Rzeczpospolitej. Mocą tego Królestwa nie była bowiem siła oręża, ale atrakcyjność jego ustroju: poszanowanie prawa do wolności innych.

Krzysztof Koehler