Artykuły

wdowy i panny

 

 

 

 

 

 

Wdowy i Panny – to postaci (kontynuujemy rozważania nad kobiecością, por. hasła - Kobiecość (sarmacka i wieczna)żona) spotykane nie tylko w żywocie, ale i piśmiennictwie sarmackim. Zwykle ich wizerunki wypełniają karty przeróżnych fraszek i facecji, jako „kształtne odpowiedzi”, inteligentne „odżartowania”. Przedstawiają one niewiasty (albo też białogłowy) w sytuacjach społecznych, przy stole, w alkowie, podczas zabawy przy czym wcale nie widać po nich tego, co raczył był Pan Bojanowski wywodzić w Dworzaninie polskim jakoby „białogłowa naniedoskonalsze jest zwierzę miedzy zwierzęty, a zatem dostojności abo małej, abo nijakiej przeciw dostojności mężczyńskiej”. Widać zresztą na pierwszy rzut oka, że Imć Bojanowski po prostu niewiast się bał i dlatego taką „wiedzą” swój lęk zasłaniał. My się już tak nie boimy i portretów wdów i panien kilku poszukaliśmy.

Zacznijmy od wdowy, bo niewesoły wdowi żywot w Rzeczpospolitej, kraju narażonym na wysoką umieralność mężczyzn, nie należał zapewne do rzadkości; nie zawsze może można było łatwo znaleźć kandydata na męża, nie każda wdowa nadawała się na „znaczną w cnotę matronę” fundującą klasztory i kościoły, stąd staje się częstym obiektem fraszki i żartów.

Ganiono, że prędko szła za mąż, jednej wdowie,

Po pierwszym nieboszczyku; na co tak odpowie:

Nie masz się czym urażać, nie masz czemu dziwić,

Trudno się kołtunowi ma człowiek sprzeciwić;

Różne jego skłonności do każdego członka,

Jedne skłania do trunku, drugie do małżonka;

Wolęć, niźliby mnie tak, jak inszych, krzywić,

Że się nie chce skądinąd, nie chcąc z głowy wywić.

Udało się też poetom uchwycić scenę, jak się rzekło zapewne wcale nie rzadką, umizgów szlachcica do wdowy (mam nadzieję w pamięci mamy jeszcze wspominane już tu i opiewane umizgi Paska  (por. hasło - Pasek) do swojej wdowy; może wyglądały podobnie?):

Przyjechał się zalecać żołnierz jeden wdowie.

Kazawszy tak na krześle położyć wezgłowie,

Prosi go, żeby usiadł, a ten wziąwszy stołka:

„Dobrzeć tak na chudego - odpowie – pachołka

Mościa Pani: kto twardej przywyknie kulbace,

O krzesła, i o miękkie mniej dba materace.”

Więc gdy dłużej owego częstowania będzie,

Skoro wdowa na krześle, ów na stołku siędzie;

„Bywało siła różnych, niźli Waszmość, chudzy,

Kto swej nie umie, pewnie nie dogodzi cudzej” –

Rzecze dama i krótkim odprawi go słowem:

„Szkoda by fałdów łamać z takowym narowem.”

Znalazłem też i jedną jeszcze, szczerą do bólu owdowiałą szlachciankę:

Rozradzając zamęście jednej grzecznej wdowie,

Gdy się po nieboszczyku prędko z nim ozowie,

Rozmaite matrony przytaczam i męże,

Aż synogarlice. Te, jeśli rozpręże

Nieszczęśliwa przygoda, póki żywo które,

Inszego towarzysza nie uzna po wtóre.

A wdowa, nic nie myśląc: „Usłucham twej rady;

Lecz kiedy głupie ptastwo dajesz mi w przykłady,

Daj wróble, dojdzie kontrakt między nami łatwy,

Albo pigżę jebliwą, albo kuropatwy.

Potocki raczej z kobiet stroi sobie męskie żarty, ale rozumiem, że bywało i tak, że można było przed wdowami czuć pewien respekt:

Trzech mężów zamorzyła, zawsze bywszy wdową;

Ktokolwiek prosił, była użyczyć gotową.

Nie moda, panie bracie, do krótkiej rucznice

Tak wielkiej i tak starej szukać ładownice.

Gdybyś mi się był zwierzył, mając do mnie serce,

Radziłbym prochowniczkę, równą tabakierce.

W niektórych przypadkach pokazuje portrety niewiast, które sobie świetnie radzą z niedojdami-mężami.

Oto, mało powiedziane: złośliwa, mężatka:

Odszedszy mię z jejmością, nie barzoć do ładu,
Sam się krząta, gospodarz około obiadu.

Potem, wszedszy: „Dzieweczko, już stoi na stole”

A ta: „Więc by na nim słać, bo w łóżku nie zdole.”

Albo znowu wizerunki naiwnych młodych małżonek:

Kilka matron uczciwszych, z mężami pospołu,

Siedziało przy obiedzie u jednego stołu.

O różnych materyjach dyskurując z sobą,

Prawią, jaką też które stękała chorobą.

Że łożnica najgorsza, chronić się jej każą,

Gdzie od wielkiego bólu i włosy obłażą.|
Aż jedna, co niedawno była panią młodą:

„Trudnoż się jej uchronić, kiedy kogo wiodą.

Wiem ja, com tej nieszczęsnej ucierpiała nocy,”

Jeszcze coś mówić chciała o onej niemocy,

Lecz widząc starsze, że tu bez kaw być nie może,

Porwą się za obrusem, pochowawszy noże.

Jest dama czytająca:

Czytywając w Biblijej żydowskie kroniki,

Pyta mnie jedna pani o Jebuzejczyki,

Co z Amorejczykami żyli siebie blisko

Walcząc na Żydy, skąd tak wszeteczne przezwisko.

„Każdy naród od jego przymiotów i znaków,

Właśnie jako od pola zową dziś Polaków,

Gdzie przedtem żaden – rzekę – nie wyrównał z nami,

Tak też Jebuzejczyków z Amorejczykami;

Przetoć ich też i Żydzi przemagali w bitwie.”

A jejmość: „Są li jeszcze?” „Nie wiem, chyba w Litwie”

„Alboż to być oboje pospołu nie może?”

„Owszem, dobry mąż w pole, dobry bywa w łoże.”

Jest dama nie czytająca (po łacinie):

Przyjechawszy do grodu jedna pani wdowa,

Pewny zapis tamtemu regentowi poda.

Napisawszy, jako rzecz, w księgach, przyzwoita,

Po łacinie go regent wdowie onej czyta.

Słyszą ta kilka razy w zapisie post fata,

„Minął – rzecze – mięsopust, w post nie trzeba swata.

Nie tom kazała pisać, pisz Waszmość inaczej.”

Aż jej to z wielką biedą regent wytłumaczy,

Że u nas fatum śmiercią. Kwituje z ochoty:

„Schowajcie się z tym swatem do inszej w zaloty.”

A także panna nieuczona:

Mówiąc ze mną o kimsi doktor, po łacinie:

Stoicus, rzecze, z niego. Na co przy kominie

Rozśmieje się panienka; nie wiemy przyczyny.

Aż gdy się znowu z tejże ucieszy łaciny,

Tak serdecznego śmiechu co za okazyja

Pytam pilno. A moja panienka: wiem ci ja.

Przyzna się potym paniej, gdy się kija boi,

Z czego śmiała: że kuś doktorowi stoi.

A na koniec dziewczyna mocna w słowach i rezolutna, choć nieco może jak na nasz, wyszpocony gust, zbyt prostacka panna:

Siedząc podle młodzieńca, ziewnie panna, swego.

Ten żartując, dziękuje uniżenie, że go

Nie zjadła, że mu jeszcze darowała zdrowie.

A owa: „Czy ja świnia, gówno jeść” – odpowie.

No to może i ja na tym zakończę, by mnie równie trudna do odparowania odpowiedź nie doszła.

Krzysztof Koehler