Artykuły

negotium

 

 

 

 

Negotium – też chciałoby się upomnieć o swoje w moczarach. Ależ już wszystko prawie wyjawiło się kiedym o otium roztrząsał, czego więcej? Wyjaśnień! Negotium to było wszystko, co rozciągało się poza domowymi pieleszami. Wyjeżdżałeś z dworku (por. hasło - dworek), przekraczałeś granice widzialności twego świata domowego i zaraz miałeś przestrzeń zatrudnień politycznych, zatrudnień społecznych: sejmik, pospolite ruszenie, piastowana funkcja, tytuł; sądy, wreszcie, co też bywało, posłowanie. Ułożenie edukacji, za które mocno odpowiadały jezuickie kolegia, ale i istniejące jeszcze od średniowiecza szkółki parafialne albo katedralne czy szkoły (por. hasło - szkoła) innych zakonów – one przyczyniały się do przygotowania gruntu pod zatrudnienie w negotium: w przestrzeni społecznej. Retoryczny kształt dydaktyki: przygotowanie obywatela, odbywało się na sposób jak najbardziej oparty na wzorach antycznych: eruditio szlacheckie, czyli zasób wiadomości, które

edukacja wkładała do głów swoich absolwentów to nie tylko spora ilość cytatów i odwołań do polskiej historii, polskich praw, zwyczajów i zasad postępowania (postulat dawności!!) oraz antycznych auctores. Być szlachcicem znaczyło umieć odwołać się zgrabnym cytatem do mądrości antycznych; już się o tym mówiło, że – jeśli dobrze rozumuję – cytatowość była rodzajem nakładania maski na twarz, a – bywało – zbroi na wątlejące ciało. Drugi Demostenes, drugi Scewola, całkiem jak Achilles Sarmacki Jak powiada Kwintylian, nauczyciel retoryki w czasach cesarstwa, idąc zresztą śladem słynnej maksymy Katona starszego: orator est vir bonus dicendi peritus, co dla naszej kochanej szlachty i ich nauczycieli mogło znaczyć tyle, że dobrym się człowiek staje, będąc mówcą, albo że dobrym mówcą jest człowiek, który jest nie tylko w mówieniu wprawiony, ale też jest dobrym człowiekiem. Trochę, jak widać logicznego zamieszania wprowadza ta formuła, ale nie logiczne wyjaśnienia są ważne: mówca, czyli obiekt zabiegów edukacyjnych formacji szlacheckiej, jest dobrym (czy raczej powinien być) dobrym człowiekiem; to znaczy tym, kto używa swoich nauczonych umiejętności do dobrych celów. Kim jest człowiek dobry? Rzeczpospolita dobrze wiedziała: dobry człowiek, to dobry obywatel, czyli ten, kto potrafi przełożyć wiedzę, eruditio na actio, na działanie: nie sama wiara nas w końcu zbawia, jak podpowiada Kościół katolicki, ale uczynki, dzieła: po owocach poznacie ich.

Chodzi mocno o podkreślanie prospołeczności formacji szlacheckiej; albo raczej otwarcia się na res publica: bez tego otwarcia mielibyśmy może i dobrych ludzi, pozamykanych w swoich chutorach, jak za wschodnią granicą albo też zapatrzonych w decyzje najwyższego kierownika pracowników wielkiej korporacji. Tu już była o tym mowa, i musi być to powtarzane: jeśli przestaniecie być zainteresowani res publica; jeśli oddacie jej zarządzanie w obce ręce (niekoniecznie niemieckie, liberalne czy jakiekolwiek sobie możecie wyobrazić, obce znaczy to co znaczy: nie nasze, ale ręce specjalistów, polityków, znawców przedmiotu) po prostu stracicie swoją res publica, swoje państwo. Na waszych oczach, na waszej niechęci przekształci się ono w państwo „ich”, do którego będziecie mogli czuć tylko rodzaj postkolonialnej idiosynkrazji. Negotium – zatrudnienie wokół spraw społecznych to podstawowa sfera działania obywatelskiego. Inaczej tego nie da się ująć.

Retoryka ma horyzont pragmatyczny: jej podstawowym celem działania jest reakcja społeczna na komunikat wystosowany przez nadawcę. Czytajcie pamiętniki, listy, diariusze – mowa jest żywiołem Polaków; mowa czyli występowanie przed innymi w jakiejś sprawie: błahej, prywatnej, mądrej, państwowej – wszystko jedno! Zatem obywatele lubili mówić; swada oratorska była ich chlubą. Zapytajcie dzisiaj samych siebie co się z tym naszym zamiłowaniem do występowania stało. Ależ jest, jest, to zamiłowanie, powiecie. Nie widzisz castingu w TV, nie dostrzegasz „You can dance”, ślepy jesteś na „Mam talent”, na „Bitwy na głosy”? A, jeśli tak, to faktycznie jest dobrze: wymachujcie sobie nogami, wytańcujcie waszą Rzeczpospolitą, obnażajcie swe słabości i wady publicznie, nie bójcie się ekspresji swojej, wyrażenia swego wnętrza w postaci odpowiedzi na dosyć brutalne zaczepki przesłuchujących was celebrytów. Ot, swada narodowa, przekształcona w ekshibicjonistyczne wywody celebrytki o wrażliwości pterodaktyla. Ot, negotium. No, ale przecież chodzimy na wybory? No, wybierzcie sobie przedstawicieli spośród pewnej wąskiej grupy specjalistów, oddajcie im się w zarządzanie, w końcu to oni się znają, nie wy.

Krzysztof Koehler