Artykuły

Śmierć sarmacka i sarmacki pogrzeb (1)

 

Śmierć sarmacka i sarmacki pogrzeb (1) – a kiedy szlachcic - Sarmata, odpowiednio przygotowany sakramentami, oddał ciało ziemi a ducha do dyspozycji Marszałka Dziedzin Niebieskich, następował pogrzeb. U Marcina Matuszewicza, jak zapisał on w swoim obszernym pamiętniku, trochę to bardziej skomplikowanie wyglądało, o czym opowiemy jego własnymi słowy.

…ojciec mój bywszy podczas Najświętszej Pann Gromnicznej u marianów w kościele, a mróz był barzo wielki i nabożeństwo się przedłużyło, odmroził sobie palec wielki u nogi lewej i potem to zaniedbał. Ból był z początku mały, ale potem i ból, i ogień był nieznośny. Nie pomagały nic lekarstwa alias plastry domowe. Na resztę sprowadziłem feldszera z Wołczyna, który gdy już przyjechał, poznał, że się gangrena zajmowała/…/

Było to w poniedziałek rano, w sobotę zaś przedtem, jak był barzo nabożny do Najświętszej Panny, tak nam zakazał pod błogosławieństwem swoim, abyśmy go nie oszukali, a uchowaj Boże z mięsną esencją, a nawet z masłem czego mu nie dali. Tegoż czasu od księcia Czartoryskiego, kanclerza Litewskiego, Giełgud, starosta oszmiański odwiózł 2000 czerw. zł pożyczone. Ojciec mój, odebrawszy te pieniądze, rzekł do mnie: „Dziękujcie Panu Bogu, że książę kanclerz, spodziewając się u mnie więcej pożyczyć pieniędzy te odesłał. Po śmierci mojej te 2000 czerw. zł niełatwo byście odebrali”.

Ku wieczorowi w poniedziałek, zaczął ojciec mój już wariować. Kazał sobie, niby na Wielkanoc, jajko poświęcone, twardo gotowane, obłupione podać i zawoławszy tylko nas dwoje/…/ dzielił się z nami tym jajkiem. Płakaliśmy serdecznie. We wtorek zatem koło południa zaczął konać i tak dnia 12 marca (1754), skoro druga uderzyła, w wielkim nabożeństwie świątobliwą duszę Panu Bogu oddał.

Ciało najprzód ś.p. ojca mego dziadowie szpitalni rasieńscy obmyli, a potem przybrawszy, złożone było w stołowej izbie. Księża marianie zaraz zaczęli wigilie śpiewać. Zaczęli się też zjeżdżać sąsiedztwo dla nawiedzenia ciała.

Popieczętowali bracia moi skarbiec i inne schowania, a wtem brat mój Wacław napadł na mnie z furią, abym testament śp. Ojca mego otworzył i czytał/…/

Jakoż gdy noc nadeszła i nikt do nawiedzenia ciała nie przyjeżdżał, poszliśmy wszyscy czterej do pokoju. Była i siostra moja najstarsza Wańkowiczowa, starościna ruszowska/…/ A gdyśmy się w pokoju zamknęli, tedy uczyniłem przemowę do braci moich, żal wrodzony wyrażając a oraz do nabożeństwa pobudzając i wdzięcznej na całe życie nasze pamięci za jego dobrodziejstwa.

Klęknęliśmy zatem wszyscy i po pięć pacierzy i Zdrowaś Maria za duszę śp. Ojca i dobrodzieja naszego zmówiliśmy. Potem otworzywszy szkatułę i wyjąwszy z niej testament czytaliśmy. Z którego przeczytanego testamentu, jako był sprawiedliwy, bracia moje kontenci byli.

Według notacji ojca naszego, znaleźliśmy gotowej leżącej sumy sto osiemdziesiąt i cztery tysiące kilkaset złotych. Z tej zaś sumy, którą w tejże szkatule, w której był testament, znaleźliśmy, wzięliśmy każdy sobie po czerw. zł 50 i zaraz z tej sumy po czerw. zł. 30 złożyliśmy na ekspensa pogrzebowe i tę sumę bracia moje, to jest 120 czerw. złotych do rąk moich na ten ekspens oddali, a to zrobiwszy poszliśmy spać.

Nazajutrz rano rozesłałem do Brześcia do wszystkich kościołów i do innych w okolicy będących kościołów i cerkwi pieniądze na trzydniowe po ojcu naszym dzwonienia a oraz wszytkie brzeskie i inne o mil sześć zakony tudzież dekanaty ritus latini et graeci na wyprowadzenie ciała zaprosiłem. Na trzeci dzień po moim zaproszeniu zjechała się wielka liczba duchowieństwa i bractw. A że w takich nieszczęśliwych aktach nie byliśmy świadomi, tedy gdy nie uprzedziliśmy księdza Ignacego Buchowieckiego, kanonika łuckiego, surogatora konsystorza janowskiego, proboszcza naszego parafialnego wysockiego, jm ksiądz Buchowiecki przysłał na wszystkie duchowieństwo inhibicją, aby się nie ważyli ciała nieboszczykowskiego eksportować póki czwarta część datków pogrzebowych z tytułu prawa parafialnego wypłacona nie będzie, której inhibicji gdy całe duchowieństwo posłuszne było, pojechał brat mój pułkownik do Wysokiego i musiał dać księdzu Buchowieckiemu czerw. zł 50. Przyjechał tedy sam ksiądz Buchowiecki na tę eksportację, miał przemowę.

Wynieśliśmy sami nieodżałowanego ojca naszego i na katafalk na saniach karach zrobiony, wstawiliśmy. Konie w kapach czarnych ubrane były. Było dosyć duchowieństwa i bractw z świecami. Kiedy procesja konduktowa była pod kościołem mariańskim rasieńskim, a ciało dopiero z dworu wychodziło. Noc była pogodna. Gdyśmy stanęli z ciałem przed kościołem, marianie z krzyżem wyszli. Miał jeden z nich przemowę, potem marianie wzięli trumnę na ramiona swoje i postawili na katafalku w kościele. Druga znowu w kościele na ambonie mariańska przemowa była, a nazajutrz solenne egzekwie, wigilie wszystkich zakonów. Mszą wielką celebrował ksiądz Buchowiecki a kazanie miał ksiądz Urbanowski, bernardyn, gwardian brzeski. Potem obiad we dworze dla duchowieństwa i gości przytomnych już po południu nastąpił. Nad wieczór goście i księża porozjeżdżali się./…/

Zostawszy kilka dni w Goślicach, trakt mój na Warszawę obróciwszy, gdzie sporządzałem i kupowałem różne rzeczy do pogrzebu ojca mego potrzebne, jak to świece jarzące, oliwę do lamp, sukna i galony do trumny, wino węgierskie i inne rzeczy. Tamże, mając z sobą portret ojca mego, niedobrze za życia jego namalowany, informowałem malarza, aby inny portret z poprawieniem malował, który się drugi portret tak dobrze udał, że był barzo do ojca mego podobny…

No a sam pogrzeb? – zapytacie. Gdzie te kruszenia kopii? Castrum doloris? Kazania wielogodzinne? Łamanie szabli? Portrety trumienne? (por. hasło - portret trumienny)

A, na sam pogrzeb to trzeba będzie jeszcze ładnie ponad rok zaczekać: obędzie się sejmik, jeden, drugi, sejm zostanie zerwany, nastąpi podział majątku, brat Józef się ożeni, wrogowie JMCi Pana Marcina zarzucą mu nieszlachectwo, więc sama uroczystość pogrzebowa stanie się okazją do manifestacji dawności szlacheckiej rodu Matuszewiczów. Dobrze więc się złożyło, że się z pogrzebem Ojca rodzina niezbyt pospieszyła.

Krzysztof Koehler