Artykuły

Epika (szlachecka)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Epika (szlachecka) - a wiecie, że polską epopeją narodową, do czasów przynajmniej Pana Tadeusza był: po primo utwór wcale nie oryginalny, ale przełożony (ale jak!); po secundo utwór, wcale nie napisany podniosłym polskim heksametrem(trzynastozgłoskowcem), tylko lekko niepoważną oktawą (och, znalazł się mędrek, a jak wygiął - w pogardzie dla mniej wiedzących - usteczka, jak na łbie przekrzywioną perukę poprawił, francuski piesek! typowa Lampeczka oświeceniowa ); i po tertio co najważniejsze – jest to utwór, w którym nie ma ani słowa o Polakach.

A tutaj to już przesadziłeś, znacznie zresztą. Polacy nie są aż tak naiwni, nie przybraliby sobie takiej obcej narracji epickiej! To są ludzie rozsądni.

Tak, rozsądni i pozbawieni kompleksów byli nasi szlacheccy przodkowie! To absolutna jest prawda! Tylko ludzie pozbawieni kompleksów mogli sobie przyswoić utwór pochodzący z innego europejskiego języka, z innej tradycji i radośnie, bezproblemowo go sobie inkorporować do swojej pojemnej kultury: nie tuszując, nie udając kogo innego, nie dopisując w końcu w swoim, polskim tłumaczeniu, jakichś wcześniej nie istniejących w oryginale fragmentów, w których można sobie było owych Polaków wyobrazić jako obecnych w opowieści. Zapewne nie mając kompleksów, które pojawiły się, kiedy swoi i obcy, tzw. wychowawcy narodu zaczęli im lustro wykrzywione groteską podsuwać pod oczy wtłaczając do głów: zobaczcie się, zobaczcie w tym zwierciadle, jacy mali, podli, nijacy, zacofani, prymitywni, ksenofobiczni, megalomańscy (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa (2) itd. Jesteście, zatem nie mając kompleksów, bo z czego się one miały brać?, wzięli sobie do serca pewien poemat epicki, i … usynowili, potraktowali jak własny.

Znacie albowiem spis okrętów z Iliady? To najważniejsze miejsce w eposie, które stanie się na wiele wieków kulturowym rozkładem jazdy dla kolejnych generacji i pokoleń, szukających dowodów swej rodowej chluby w owym spisie okrętów. Doszukiwanie się antenatów w achajskim przeglądzie wojska zapewne budowało będzie tożsamość greckiej kultury. (por. hasło - ojcowie)  Dawało będzie podwaliny achajskiej świadomości, pozwalało okiełznać genealogią chaos, chaos historii. Potem tę metodę, ale już trochę imperialnie zorkiestrowaną (i przez niżej podpisanego z tego powodu trudną do zaakceptowania) zastosował Wergiliusz, głosząc marną i przemijającą chwałę cezarów, ale przede wszystkim budując na dziejach Eneasza podwaliny do mitycznej opowieści o podbojach Rzymu! Czy wiecie skąd ta zaciekłość w Katonie: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam? Nie wiecie? Ano dlatego, że Dydo zakochana bez pamięci w Eneaszu i przez niego w imię wierności rozkazom przełożonych porzucona, nadziała się na miecz i jej bliscy poprzysięgli Rzymowi krwawą zemstę, którą aby zażegnać należało Kartaginę puścić z dymem. A zresztą może coś sobie dodałem w tej interpretacji jej przedwczesnej śmierci. Mniejsza o to. Ważne to, że ani u Homera, ani u Wergilego, (co innego w Księdze Rodzaju!) ani słowa nie było o Polakach. Nie było też o nich ani słowa w nowożytnej, napisanej przez włoskiego poetę owładniętego trochę duchem szaleństwa a la Don Kichote, Torquato Tassa, epopei: Gerusalemme liberata. Pisał ją Tasso na przełomie lat 60. i 70. XVI wieku, po to, aby ożywić w swojej Europie ducha średniowiecznych krucjat, aby zerwać – jak drzewiej! – rycerstwo do boju, przeciw bisurmanowi, tureckiej przewadze. (por. hasło - antemurale (2) No i tam pozwala sobie na znany epicki zabieg: robi swoisty spis wojska europejskiego, w drodze pod Święty Gród. Kogóż tam nie ma?

Szwajcarzy, Bretończycy, Szkoci, Szwedzi, Duńczycy, Niemcy, Włosi, cała – na miły Bóg, cała europejska jedność, wszyscy zachodni i południowi Europejczycy pod swoimi wielkim wodzami w szyku wojennym nach ost wędrujący; Nach ost, Nach ost, a naszych, o naszych ani dychu ani słychu w tym szyku nie słychać, no i to właśnie dzieło, przełożone na język polski w pierwszej ćwierci wieku XVII przez bratanka Jana Kochanowskiego, Piotra – ono właśnie stało się naszą narodową epopeją! Gdzie ani słowa o Polakach, Sarmatach, Wandalach – za to pochwała Bożego wojska, pochwała dzielnych obrońców chrześcijaństwa, pochwała bojowej chwały, tych, którzy – pełni fantazji, ludzie o gorących sercach, skorzy i do miłości, i do zgonu, szli na bój. (por. hasło - Obraz szlachcica polskiego) A, to już przecież było o Polakach, przynajmniej o tych dawnych Polakach karmionych szczytnymi ideami antycznej paidei – obrońcach Europy, dzielnych rycerzach z Kresowych Stanic. Gofred aboJerozolima wyzwolona wyszła drukiem w 1618; a w trzy lata potem szlacheckie wojska dające świadectwo swojej niezłomności bojowej w wojnie z bisurmanem mogły spokojnie pod Chocimiem kartkować polską wersję włoskiej epopei. Czytać ją, wchłaniać, powracać do niej, potem już, w zaciszu dworku (por. hasło - dworek), ale też właśnie rozumieć coraz mocniej, że sprawa Polska, niekoniecznie musi być jakoś wymieniona z nazwy i sklasyfikowana: to raczej pewien stan ducha, gotowość do obrony; (por hasło - amor patriae)  skłonność do poświęcenia i niesamowita kulturowa otwartość, absorbująca inne kultury bez wystrzału, bez bagnetów, bez rozkazów, po prostu przyciągająca je swoją atrakcyjnością, której sednem było obywatelska, ludzka wolność, libertas. Tak sobie zapewne zatem przyswoili nasi przodkowie włoskie dzieło. I umocnili się w przeświadczeniu o tym jaką mają role do odegrania w Europie (por. hasło -antemurale).

Krzysztof Koehler