Artykuły

Trunki (part one: piwo nie woda)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trunki (part one: piwo nie woda) – (artykuł nie sponsorowany) nie, nie przesadzam, trunki ważne były dla braci szlacheckiej, więc sięgając do źródeł i niektórych ich badaczy, warto chyba opowiedzieć o tych napojach różnych, w których niektórzy i niektóre z nas do dzisiaj - może za bardzo nawet - gustujemy.

Woda albowiem sama pita nie była uważana za napój zdrowy. Wiadomo, że Klemens Janicki, który na puchlinę wodną, podkreślam wodną, zszedł w młodym wieku, upatrywał tej nieprzyjemnej choroby w fakcie, iż wodę pijał o czym zaświadcza w swojej Elegii o sobie samym do potomności:

Od pacholęcia aż do lat dwudziestu

Piłem jedynie wodę. Stąd, jak myślę,

Zaczęła chorzeć wątroba. Ta woda

Niegdyś wypita dławi moje życie.

No faktycznie, woda może być niebezpieczna dla zdrowia. Może się nam to wydawać nieco dziwne, ale skoro i Matuszewicz zaświadcza: piwa nie było, tylkośmy wodę pili, z czego dostałem wielkiej flegmy i zacząłem na zdrowiu słabieć i skoro – jak podaje Bystroń - w żywocie błogosławionego Jozafata Koncewicza prowadzi dominikanin Fabian Birkowski podobne dowodzenie, chwaląc błogosławionego za to, że wodę, pijał, ale zauważając, że nastąpiły nań ciężkie bóle żołądkowe z takiego napoju, skoro zatem weźmiemy te trzy świadectwa pod uwagę musimy, wedle zasady ewidencji filozoficznej prowadzić swój wywód, jak Arystotel nauczał, do indukcji wyrażanej przysłowiem typu: Vinum bibunt homines, caetera animalia fontes. A poza tym, pamiętając, że nie słowo się liczy jeno czyn – przejdźmy do czynów: odstawmy wodę i na stół stawiajmy … co? Na pierwszym miejscu piwo. Niepełny co prawda, jak się okaże, ale jednak dosyć sporych rozmiarów katalog marek piwnego nektaru przynosi anonimowy wiersz z Wirydarza Trembeckiego (cytuje go Bystroń, więc śmiało i z ochotą podążam za nim):

W naszym państwie znajdziesz piwa różne;

Klarowne i wystałe. Najdziesz tu leszczyńskie,

Łagodne, z gęstą pianą obaczysz brzezińskie,

Albo łowickie, co więc chłopom gęby krzywi,
Albo wareckie, którym Warszawa się żywi.

Ujskie i to przyjemne, gdy nie przypalone,

Wielickie nie mniej sławne, które garła słone

Swą wdzięczną treścią chłodzi. Nie gań żółkiewskiego,

We Lwowie będąc, miej się do jezuickiego.

Zielone biłgorajskie jak lipiec się pije,

A w głowie, jak wino wianeczkiem się wije.

Na międzyrzeckie każdy podróżny się kasze,

Podpiwszy nim, jeszcze go weźmie do flasze.

Kolne też, iż graniczy tuż obok z Prusami,

O lepszą z swoim piwem z ich idzie birami.

I wdzięczną łuną krasi pijących jagody,

A równą miarą daje ciepła i ochłody.

Kiedyć się też z Prusami zdarzy kiedy jechać

Świętych Siekierek piwa niesłuszna poniechać.

A kiedy zaś do Gdańska popłyniesz z szkutami,

Zażyjże dubelbiru z pany gdańszczanami.

Tylżyńskie i łagodne, i wraz mocne piwo,
Za specyjał go bierze do Żmudzi, co żywo.

Litwa w Kownie, w Posolu piwa wychwalają,

A z Bauska zasię birów tęgich zasięgają.

Ciż, kiedy towarami w Rydze więc handlują,

To ich kupca u siebie Mumą utraktują.

Jak zauważa Bystroń, Trembecki, dla uczciwości wzbogaca to wyliczenie w przypis charakterystyczny: jeszcze zapomniał piw różnych, jak to: jeżewskiego, białobrzeskiego, wągrowieckiego, końskowolskiego, kościerskiego, lidzbarskiego… Czy to wszystko? A gdzie Heinekeny, Carlsbergi, Tuborgi, Złote Bażanty, Okocimie, Żywce? Nie widać coś ich. Kochowski, Wespazjan za to mówi o „lelowskim nektarze” (każda sroczka swój ogonek chwali!), a Potocki, we właściwym sobie tonie zrzędzenia i wyśmiewania, nabija się z piw wadowickiego i czerskiego (piwa mazowieckie: Niechże się swoim szczycą, co im gęby krzywi). Owszem mamy też informacje o piwach obcych, przywoźnych, charakteryzowanych przez Jana Andrzeja Morsztyna z typowo sarmackim, zaraz powiedzą: ksenofobicznym, podejściem:

Angielskie ele, co jak cukier szczery,

I w zimnych dzbankach burzne butelspiery,

Mamy brunszwickie i wrocławskie szepsy,

Godne w korycie poić świnie ze psy;

I zerbtskie klary, i te gdańskie smoły,

Co naszym flisom dają byt wesoły.

Podobno, kiedy zaświeciła Oświeceniowa Lampeczka (por. haso – lampeczka oświeceniowa) krajowe, tradycyjne piwa poszły w zapomnienie. Zaczęto się masowo uzbrajać w ówczesne heinekeny, zapominając, co ojcowie radzili mówiąc dobre piwo to żywioł, stawiając na swoje stoły (chętnie w cieniu lipy w letnie upały podług ciekących wód -por. hasło - ogrody) chmiel wystały. Bo czymże innym można ugasić pragnienie, kiedy dogrzewa letnia kanikula. No dobrze, ale jak radzić sobie z ponurą jesienią? A, to należy rozważyć jakie jeszcze trunki inne cieszyły szlacheckie (por. hasło szlachta), niezbyt może z naszej perspektywy, wyszukane podniebienia.

Krzysztof Koehler