Artykuły

Trunki (part three: wódki, nalewki)

 

 

 

 

Trunki (part three: wódki, nalewki) – wódką, wiem, że może się to wydać w uszach niektórych sądem dosyć odważnym, szlachta raczej się nie zachwycała. Gorzałka „mieszkała” w domowej apteczce, ale rzadko pod postacią „czystej”; raczej w formie przeróżnych nalewek: cynamonka, ratafia, karambula, piołunówka, anyżówka, goździkówka. Haur (koniec wieku XVII) dowodzi, iż gorzałki wszelkie z różnymi ingrediencjami przepalane raczej tylko do wąchania abo w potrzebie jakiej do smarowania, a nie do napoju służą…Wódek więc raczej na szlacheckim stole nie uświadczysz. Klonowic w Roxolanii swojej być może kierując się jakąś bliżej nam nieznaną genealogią poetycką wskazuje na – zaiste – makabryczne pochodzenie gorzały:

Ktoś nieprzyjazny – Szatan mu na imię –

Styksowym jadem chciał zatrzeć nam zmysły;

Wynalazł napój wywarzony w dymie

I z czarnej sadzy gorzelnie wytrysły.

Owszem, gorzałkę popijali żołnierze (Pasek odważnie mówi o tym, że pito z manierek, bynajmniej nie wino) podejrzewam też, że dla zdrowia i chłodu, umiarkowanie raczono się tym wspaniałym wcale nie po staropolsku typowym trunkiem. Gorzałka rozgrzewała, za pomocą kilku kieliszków „przed posiłkiem”, ale, swoiste faux pas związane z nadmierną ilością „kieliszeczków” zapisane zostało przez Zbylitowskiego:

Gorzałeczki by trzeba, mówią, gospodarzu,
Zatrzymaj się ty jeszcze z obiadem, kucharzu.

Chłopi młodzi, dwudzieste jakoś pędzą lato,

A wżdy się grzać gorzałką, aż mnie i wstyd za to.

Każę im jednak przynieść kieliszek gorzałki.

Onóż go jeden wypił, z drugim do szafarki:

Aż drugi, aż i trzeci, aż do dziesiątego,

Dopiero siędą k stołu do obiadu mego.

Już się dobrze zagrzali, aż drugi nie widzi.

Podobne zapiski szlacheckiego, męskiego wychylania kielicha w sieni lub przed obiadem przedstawia Potocki; pisarze późniejsi, raczej z XVIII wieku przynoszą więcej wiadomości na temat popijania likworów przez niewiasty, które do śniadania (czy nawet przed śniadaniem) potrafiły wychylić kilka kieliszeczków naleweczki, ma się rozumieć dla zdrowia.

Nie tylko niewiasty zresztą:

Nie mogąc się doczekać, żeby gorzał z wierzchu,

Pił jeden ksiądz gorzałkę od rana do zmierzchu.

Gdy wewnątrz zagrzał głowę: „Mój księże kochany,

Inszy – rzekę – Duch Święty, inszy gorzałczany.”

A ów: „Nie zasłużyłem takiego uszczypku.

Jeżeli Elizeusz, choć prorok, po skrzypku

Przyszłe rzeczy powiadał, i ja w swojej pałce,

Czegoś dotąd nie widział, znajdę po gorzałce.

Jednakim obdarzono oboje szafunkiem;

Blisko siebie muzyka pospolicie z trunkiem.

Kto milczy po gorzałce, po skrzypkach nie chodzi

W taniec, na proroctwo się i księstwo nie godzi.”

Wódka wódką, dla szlachty (por. hasło -szlachta)  liczyło się jednak przede wszystkim wino (por. hasło - Trunki (part two: in vino veritas). W jego spożyciu mało kto mógł Sarmatom dorównać, a już na pewno nie zlutrzali Niemcy:

 

Prosił Niemiec Polaka do swojej gospody,

Wiedząc, że dobrze pije, sam się z sobą wprzódy

Chce spróbować i nim czas nastąpi obiadu,

Wypiwszy garniec wina, spił się do upadu.

Pyta gość: „Gdzież gospodarz?” „Już garło dał winu.”

„Zjedzże diabła – odpowie – Niemcze skurwysynu,

Bo muszę na pieczonym dzisiaj przestać zrazie,

Com sobie kuropatwę kładł jeść i potazie.”

No i tak to z tymi mocnymi trunkami wyglądało.

Krzysztof Koehler