Artykuły

Pasek

 

 

 

 

 

 

 

Pasek (Jan Chryzostom) – nietypowy szlachcic był, ale podejrzewam podobny do innych tysięcy, setek tysięcy, co to rodzili się i umierali (przedwcześnie, ale i na polach bitew od rany albo w bitkach, bójkach, zajazdach, ale większość w łóżku, (por. hasło - Łoże) otoczeni wianuszkiem wnucząt i dzieci) w Sarmacji (por. hasło - Sarmacja); ten jeden jednak wyjątkowy, niezwykły w swej zwykłości, wyniesiony jakimś talentem, którego to innym nie dostawało, a jemu w nadmiarze niebiosa (por. hasło - niebiosa) dały. Talent to na tyle niezwykły, choć zarazem pewnie częsty w tamtych czasach, kiedy nie było TV, internetu, Facebooka, Twittera, gadu gadu, skype’a i trzeba było, a drogi do miasta (por. hasło - Miasto) czy karczmy (por. hasło - Karczma) zawiało, jakoś spędzić przy stole (pr. hasło – Stół) wieczór. Ci goście, co to może jeszcze najstarsi z nas ich pamiętają (ja miałem takiego Dziadka, z Kresów gdzieś, spod Mozyrza pochodzącego), mieli taki rodzaj talentu do opowiadania, niekończącej się narracji, w której jedna anegdota goni kolejną, i człowiek, zasłuchany do końca nie wie: zmyśla on, banialuki opowiada czy też najprawdziwszą prawdę na stół kładzie, zwykle jakąś wymyślną pointą, zaskakującym zwieńczeniem, kończącą się. Te pointy (nie mylić z pintami, na zdrowie, por. hasło - Toast) miały w ogóle najwięcej wspólnego z drobnym zmyśleniem, różnie bywało, ale najczęściej dla moralnego pouczenia słuchaczy były zbudowane albo dla jakiegoś uzasadnienia, że niby to nie tylko dla hecy i zabawy, ale że to jakiś sens głębszy było siedzieć i słuchać (i popijać); że niby ku zbudowaniu były, a nie gwoli li tylko rozrywce. Takie ówczesne seriale, idące jesiennymi polskimi długimi jak anakonda wieczorami, włączane zawołaniem: „Ale Mości Panie Janie, opowiedz nam jak to było z tymi Moskalami” albo „Dziadku, a jak to było z tą Dunką, powiedz, babcia wyszła do komory, mów” albo „I co tam Wasan, odpowiedział tym magnackim pająkom rozpartym w fotelach”, albo "Dalejże, mów asan, jak kiedyś mówiłeś, o tych pospolitakach, jak to im tam dopiekłeś" (por. hasło - pospolite ruszenie). Ba, ale moc Paska Jana, szlachcica mazowieckiego (por. hasło - szlachcic mazowiecki), ciemniak mazowiecki, tak ich ówcześnie nazywano złośliwie, nie płynęła z mocy opowiadania (bo, na miły Bóg, mój Dziadek mógłby z nim współzawodniczyć, tak przynajmniej mi się wydaje), ale objawiła się w tym, że z jakiegoś powodu on te swoje gadki (tak rodzi się literacki gatunek szlacheckiej gawędy!) spisał, a spisawszy, co już zupełnie wskazuje na coś, co od Pana Boga miał, nie utracił tego, co było w słowach wypowiedzianych zamieszkało. A to podpada już pod inny talent: nie gawędziarski, ale pisarski. Bo Pasek pisarzem był co się zowie.

Zachwycał się nim Mickiewicz na przykład i w ogóle z całej literatury XVII wieku tylko Paska i księdza Kordeckiego (zaraz, kogo?, por. hasło – Kordecki, Augustyn, ksiądz) pozostawia. A, to niezbyt dobrze, odpowiecie, a co z Morsztynami (por. hasło – Morsztynowie), Potockim (por. hasłaPotocki,Potocki, Wacław (Biecz i okolice) ), Kochowskim (por. hasło – Kochowski, Wespazjan innymi zgoła? Pomija, och okrutnie pomija, a w Pasku widzi wyraz mocy, energii, siły szlacheckiej, którą potem zepchnęła w niebyt wpierw chłodna i pudrem obsypana lampeczka oświeceniowa (por. hasło: Lampeczka Oświeceniowa), potem ponura melancholia porozbiorowa ubrana w kołnierzyk a la Julek Słowacki. W księdzu Kordeckim widzi Mickiewicz „tragizm” wyboru moralnego Polaków (już bardziej współczesnych, porozbiorowych): oddać, nie oddać, narażać, nie narażać (kobiet i dzieci), mowa oczywiście o Częstochowie (por. hasło - Częstochowa, hasła kobiety i dzieci, nie ma, a być może, powinno było by być).

A w Pasku - prawdę o szlachcie polskiej. Mickiewicz tak go czytał (podobnie jak Sienkiewicz, Kraszewski i też inni szukający prawdy o Polsce w dawnych czasach). My dzisiaj go czytamy inaczej (o ile w szkole się go jeszcze czyta, bo na studiach i owszem) jako tego, co miał wydrę, którą hodował a potem ofiarował Królowi Janowi Trzeciemu Sobieskiemu (por. hasło – Sobieski, Jan Trzeci). Trochę się więc to czytanie Mickiewicza (entelechia Polaków, zasada polska, moc, energia, siła) różni od naszego (hodowca wydry, miłośnik zwierząt, ekolog, ładnie, ładnie). Dlatego ja dopominam się o wielkiego prozaika Paska, który umiał oddać w słowach, przekazać za pomocą mowy polskiej, nawet z wielką ilością łacińskich zwrotów i wtrętów, to czym zapewne była Sarmacja (por. hasło - Sarmacja), z jej witalizmem, ochotą do życia, konceptami, wolną elekcją (por. hasło – elekcja, wolna), wielką jakąś niekończącą się pochwałą tego świata, bitwami, miłostkami, pojedynkami w którym nam (im) przyszło żyć. (por. hasło - aequalitas) (por. hasło - pospolite ruszenie). Pasek mówi jakby o jeden stopień wyżej, nie odtwarza, kreuje pewną rzeczywistość, do której klucze utonęły w powodzi czasów. Pamiętam, że Pamiętniki pierwszy raz przeczytałem, w tym sensie, że dotarło do mnie, o co w tym chodzi, na pewnym wyjeździe turystycznym na Słowację. Na pryczy w schronisku pod Chopokiem, pamiętam, przeczytałem Paska i dotarło do mnie, kiedy wychodziłem na zewnątrz i w wioskach przez radiowęzły podawano najświeższe informacje lub ogłoszenia władz lokalnych, że Ona nie zginęła, i że myśmy nie zginęli, nie zagubili się, zatracili i w ogóle postradali znaczenie, także dzięki temu rycerzowi spod husarskiego znaku (por. hasło - Husaria), który dla hecy pod bitwie pod Połonką, podpiwszy sobie, kładł się dla zakładu, spać, z głową opartą o trupa Moskala a rano jechał bić się śpiewając „Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny” (por. hasło – Godzinki). Taki pozostawia testament swoim przodkom Pasek. Tylko kto ten testament dzisiaj jeszcze czyta?