Artykuły

Obraz szlachcica polskiego

 

 

 

 

 

 

 

Obraz szlachcica polskiego - nie daje mi spokoju pytanie, które stawiam sobie ilekroć przypatruję się surowemu obliczu szlachcica polskiego, przedstawionemu na anonimowej grafice tytułowej z uczonej księgi Wacława Kunickiego „Obraz szlachcica polskiego” (1615). Pytanie to może dziwne i błahe, mnie jednak niepokojące i trudne w odpowiedzi: a czemuż ten szlachcic polski ma zeza? Pierwsza i nasuwająca się odpowiedź jest prosta: po prostu ten, co wykonał ową grafikę, nie był zbyt wybitnym artystą pędzla czy dłuta i oczy mu po prostu „nie wyszły”. Zdarza się. Ale, skoro tak było, to czemu nie poprawił tego jego błędu za niego ktoś inny, na przykład autor Kunicki, który w końcu całą tę broszurę wymyślił. No i tu nasuwa się odpowiedź druga: być może Kunicki był autorem tej graficzki, do której właściwie uczonym komentarzem jest rzeczona broszura. Zachodzi tedy prawdopodobieństwo, że ów Kunicki, autor grafiki i dziełka, uznał, że mu jednak oczy „wyszły”, i żadnych krytyk ze strony wikarego, zecera, drukarza, redaktora, cenzora, biskupa - bo był kanonikiem łowickim i proboszczem opoczyńskim, o, felix Opoczno, któreś miało takiego proboszcza! - i innych nie przyjmował, bo uznał, że tak ma być. Może sam miał zeza i ową graficzkę traktował jako autoportret? Widzę go, jak ubrany w zbroję po dziadku, trochę przydużą (wiadomo, że przodkowie byli roślejsi, dzielniejsi, lepsi – jak podpowiadała koncepcja wieku złotego (por. hasło - ojcowie), (por. hasło - złoty wiek) - stoi przed lustrem wielkim w pokoju jadalnym (por. hasło – izba jadalna) w swoim dworze (por. hasło – dworek) - a właściwie to na plebanii w Opocznie, ale dwór, dworek, izba jadalna brzmią lepiej, bardziej rycersko - i z marsową miną podnosi jedną rękę nad głowę (a w ręce tej trzyma mordercze ostrze po pradziadku - tureckiego pochodzenia, jak twierdzi wielki znawca, Tadeusz Ulewicz por. hasło - miłośnik staropolszczyzny), lecz, jako że nie używał go nigdy, zapomniał, że takie jest ciężkie, ręka mu się trzęsie, oczy wyłażą z orbit, pot perli czoło, z wysiłku powstaje szkaradny zez i …. tak powstaje ów wiekopomny drzeworyt: szlachcic polski wznosi miecz nad głowę, z wysiłku dostaje zeza i tak uwieczniony przechodzi do historii (to na tzw. dalszym planie, a na bliższym) na grafikę w książce, którą Kunicki napisze (napisał już, tylko potrzebuje odpowiedniego portretu).

Ale takie rozumowanie jak przedstawione tutaj nasuwa kolejną możliwość odpowiedzi: może ten zez jest celowy, może kryje się za nim jakieś przesłanie, może znaczy on coś, czego przeoczenie mogłoby doprowadzić do niezrozumienia sensów, które „zawarł” w swojej broszurze Wacław Kunicki. A księga, broszura to jest niezwykle ważna i wcale nie odpowiada moim dosyć niepoważnym dociekaniom (ale czy one niepoważne na pewno są?) Przynosi ona bowiem wgląd w najgłębsze tajemnice Królestwa Polskiego i prawdę o jego Obywatelach. Prawdę, od której my dzisiaj dosyć daleko mieszkamy. Aby pogłębić te sensy, musimy odwrócić ową grafikę na drugą stronę, bo ona ma dwie znaczące strony: awers i rewers. Na awersie szlachcic w zbroi, na rewersie… sensy (?) wiem, że to dziwnie brzmi, ale szlachcic nasz na rewersie jest opisany, wyjaśniony cały od głowy (oczy, nos, uszy) do stóp (do łydki dokładnie rzecz biorąc, bo tam mieszczą się wyjaśnienia ostatnie idąc od góry do dołu.) A idzie to tak: otóż czoło (czy też głowa) szlachcica, to Templum Virtutis (czyli Świątynia Cnót – bo cnota zdobi szlachectwo, jest jego ostateczną zasadą), na oczach napis jest Timor Domini (czyli lęk Boży, w znaczeniu Bój się Boga i doskonal się w pokorze i posłuchu Najwyższemu), na nosie – Prudentia (Rozwaga, czemu na nosie? nie wiem dokładnie), na uszach Oboedientia (Posłuszeństwo, bo – jak bardzo przytomnie zauważa Kunicki – w ustroju, który jest po trochu monarchią, po trochu arystokracją i po trochu demokracją, słuchać się trzeba prawa, jemu posłuszeństwo okazywać, by wspólnota polityczna miała sens), na języku – Veritas (Prawda – bo na prawdzie i mówieniu prawdy zawisło powodzenie tego kraju pięknego kraju, kto kłamie zaprzecza jego zasadom – a dowody na to mogą iść choćby z „Pamiętników” Paska i jego niezwykłej pochwały prawdomówności por. hasło – Prawda u Paska); (por. hasło - Pasek), na piersiach Amor Patriae (Miłość Ojczyzny – bez której ojczyzna może się stać łupem oszustów, por. hasło – amor patriae), na sercu Contemptus Mortis (Pogarda Śmierci – bo jakże inaczej, z narażeniem życia, z pogardą dla takiej błahostki jak śmierć, bronić należy tego, co jest sensem wspólnotowego życia, wolności i prawa!), na rękach – prawej Fortitudo in hostes (odwaga wobec wrogów – bo nie wolno się bać, bo wrogów nigdy nie zabraknie, bo ojczyznę trzeba wywalczać każdego dnia i można tego było dokonać biorąc udział w pospolitym ruszeniu (por. hasło - pospolite ruszenie) - na lewej: Comitas (uprzejmość, łagodność, grzeczność – bo sens bycia wspólnotowego polega na otwartości serca, umiejętności dzielenia się, chronienia bliskich i dalekich sąsiadów), na brzuchu Paucis contentus (Poprzestawanie na małym, jak mawiano, czyli umiejętność cieszenia się drobiazgami, wycofanie z jakichś strasznych planów odnośnie do innych i siebie i wyrzeczenie się niegasnącego pragnienia coraz większego posiadania, por. hasło – virtus), na goleniach (czy właściwie łydkach) Testes Virtutis (Świadkowie Cnoty, bo mężnie ustać na nogach, kiedy nurt ze wściekłym hałasem chce nas przewrócić i porwać, wymaga wytrwałości, świadectwa, zaświadczania, że się jest wiernym, że z pola bitewnego jakim życie jest, chyłkiem na zemdlałych nogach się nie ucieka, ale stoi się, twardo i mocno na matce ziemi). Ciekawe bardzo jest, że szlachcic nie jest opisany przez swoje umiłowanie wolności? Warto o tym pomyśleć. (por hasło - libertas, libertas - 2) Jest jednakowoż  ta szczupła książeczka (ciekaw jestem w ilu szlacheckich sylwach można ją znaleźć, ot zadanie badawcze dla przyszłych pokoleń!, por. hasło - silva rerum) opisem, zapisem, ukazaniem sedna tej Polski dawnej, w której chcemy się zagłębiać. Jak najbardziej poważnie, mimo że wzniesienie tego zakrzywionego ostrza jest wysiłkiem: blisko osadzone oczy może faktycznie sprawiają wrażeniem jakby szlachcic polski miał zeza. Może. Ludzie powierzchowni wzruszą ramionami i będą poprawiali zdjęcia swoich idoli w fotoszopie po sto razy: usuną zmarszczki, dorobią uśmiechy, odpowiednie tło dołożą i będą ironizować na temat prostych, zezowatych Sarmatów. Obejrzą grafikę i im to wystarczy. Będą już wszystko wiedzieć, by móc się zacząć chwalić swoją szokującą i zadufaną w sobie ignorancją. Ale my chcemy inaczej postępować. My się szlachcicowi bacznie przypatrujemy i słuchamy, co ma nam do powiedzenia. Chociaż nas trochę śmieszy jego zezowata, marsowa mina.

Krzysztof Koehler