Artykuły

res publica

 

 

 

 

 

Res publica – to jest rzymski, antyczny termin, którego szlachta używała na co dzień, kiedy mówiła o swoim państwie. Res publica – oznacza rzecz wspólną. Słowo republika, które się z tego rozumowania wywodzi oznacza trochę co innego czyli raczej państwo o określonym sposobie rządzenia, polegającym na szerokim udziale w rządach obywateli. W czasach nowożytnych mówiło się na przykład chętnie o Republice Weneckiej czy Genueńskiej; znaczyło to tyle, że w państwie nie ma władzy królewskiej ani książecej czyli że rządy są wybieralne, przedstawicielskie. Słusznie więc należy ostrzem swego intelektu krytycznego uderzyć w ten termin i z minką niewinną, jezuicką zapytać: „no to czy nie jest to typowo polskie pomieszanie pojęć, groch z kapustą (por. hasło – palus sarmatica ), żeby o kraju, w którym rządził król, pewnie dla żądzy chwalenia się, mówić respublica”. Nie takie to proste, mój ojcze, pozwól sobie odpowiedzieć. Szlachta mówiła „rzeczpospolita” w dwóch znaczeniach (gdyby umiała mówić z małej i z dużej litery – a może umiała, tylko ja nie umiem, stąd imputuję, że nie umiała), to mówiłaby z małej litery respublica na oznaczenie każdego państwa, jego ustroju, władzy itp. mówiąc „rzeczypospolite” rozumiała „państwa”, ale kiedy mówiła o swojej Sarmacji mówiła Rzeczpospolita, Respublica z dużej litery, jako o pewnej tradycji, że się tak wyrażę, do której się przyznawała. A była to tradycja rzymska, dokładnie rzymskiej republiki (Rzymu przed cesarzami, wychwalanego przez Tytusa Liwiusza, Cycerona i potem Machiavellego i cały zastęp innych pisarzy) czy też tradycja republikańska, która trochę wskazywała na typ ustroju, ale też trochę na charakter czy naturę jego. Wychodziła ta tradycja od rozumienia cnoty (virtus) (por hasło – virtus) obywatelskiej jako zasadniczej przyczyny sprawczej działania społecznego. W rzeczpospolitej ona była największą wartością, większą nawet niż wolność (por. hasło – libertaslibertas - 2 ). Szlachta wierzyła, iż jest ona na tyle wielką wartością, iż czyni z Rzeczpospolitej Obojga Narodów niezwykle atrakcyjne państwo, ściągające uwagę i sympatię innych ludów. Pisał o tym mocno i przekonująco na przykład Stanisław Orzechowski (por. hasło – Orzechowski, Stanisław). W tradycji republikańskiej ważkie znaczenie miało obywatelstwo (por. hasło – Obywatel), które dawało człowiekowi prawa i przywileje, ale też nakładało na niego zobowiązania. Najważniejsze zobowiązanie szlachty wobec wspólnoty wyznaczane było przez miłość ojczyzny (por. hasło – amor patriae) i znaczyło troskę o wspólnotę w czasie pokoju (poprzez uczestniczenie w życiu politycznych i gospodarczym – sejmy i sejmiki) (por. hasło - sejmik i sejmiki) oraz w czasie wojny (pospolite ruszenie, konieczność obrony granic itp.).  (por. hasło - pospolite ruszenie) Jeśli tak się spróbuje zrozumieć myślenie naszych przodków (ale też za tym myśleniem szło postępowanie, działanie!), to nie bardzo przeszkadza fakt, iż w Polsce mieliśmy, poza władzami przedstawicielskimi także wybieralną władzę królewską. Natura staropolskiego ustroju była taka, iż każda władza, także królewska, tamowana i ochraniana była przez prawo, które jak utrzymywano, było największym suwerenem w Koronie, a zatem wartości republikańskie (które stały w sprzeczności z samowolą tyrana czy to antycznego, czy Moskiewskiego, czy mołdawskiego, czy tureckiego) były wartościami stanowiącymi o jakości życia politycznego w Rzeczypospolitej. Morze atramentu wylali na temat swego ukochanego państwa, swojej ukochanej Rzeczypospolitej szlacheccy pisarze. Chciałbym to widzieć w taki sposób: oto jest cała wielka, stara tradycja, w której wartości republikańskie się pojawiają: ci różni bohaterowie dawnych historii Katoni, jacyś Mucjusze, Cyceronowie, o których, trochę jak o swoich całkiem realnych przodkach, uczyli się w szkołach szlacheccy synowie (por. hasło - Szkoły) sylabizując na lekcjach z łaciny albo wymowy fragmenty z Cycerona albo kartki z Liwiusza, Strabona, Ksenofonta, i innych. Czytając te teksty w szkole nasiąkali nimi i na tyle się z nimi zżywali, że umieszczali ich w prostej linii swoich poprzedników, a siebie uznawali za ich następców. Respublica Polska – drugi Rzym, pewnie sobie mawiali do poduszki. Wszędzie szukali analogii, ten Polski Demostenes, tamten Liwiusz, inny Katon. W ten sposób ta antyczna tradycja im się przedłużała na ich doczesność. O dziwo pojąłem o co to mogło chodzić, nie tylko na podstawie lektury dawnych tekstów, dających wypisy z auctores (jak mówili, czyli z antycznych autorytetów) (por. hasło – auctores), ale przypatrując się freskom w siedzibie rządowej administracji w Sienie, we Włoszech. Gdybym był, załóżmy, takim jakimś powiedzmy niebogatym, ale jednak staro-polskim studentem i z Padwy, gdzie się trzymała na uniwersytecie nacja polska, (por. hasło – Padwa i Polacy) pojechałbym sobie do Sieny odwiedzić kolegę z akademika, który na wakacje wrócił do rodziny pod miastem i on by mnie zabrał na spacer po mieście i wstąpilibyśmy do Palazzo Publico, to bym się zdziwił rozglądając się po suficie i ścianach. „Jakże to? A co tu u licha na ścianach robią nasi bohaterowie? Katon, Nestor, Hektor i inni? To wy też należycie do „res publica”? Ciekaw jestem, co taki Włoch by mi odpowiedział!