Artykuły

dworek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dworek szlachecki – zwany pieszczotliwie domkiem stanowił samo osierdzie, centrum, absolutną zasadę szlacheckiego bytowania: w nim szlachcic się rodził, w nim, bywało, jeśli nie na polach bitewnych, w zwadzie w karczmie (por. hasło - karczma) albo w drodze (jak Jan Kochanowski na przykład) umierał. Tu płodził z żoną (por. hasło - żona) dzieci, tu je wychowywał, tu się starzał. (por. hasła - Śmierć sarmacka i sarmacki pogrzeb (1)Starzec (i... śmierć)W wielu wypadkach (a decydowało o tym prawo spadkowe) był to dom od pokoleń należący do rodziny. (por. hasło - sąsiedzkość) Jak twierdzi Łoziński dom szlachecki zmieniał się razem z jego właścicielami: jeśli trzeba było, powiększał się (za pomocą różnych dobudówek), jeśli zachodziła potrzeba – pomniejszał się. Czy miał jakieś cechy charakterystyczne, detale architektoniczne, zasady, które wyróżniały go od innych domów (na przykład od domostw włościan?). Nie istniała chyba żadna jasna i na stałe określona zasada wznoszenia domów szlacheckich, choć oczywiście mamy traktaty z XVII wieku, które uczyły jak wznosić domy „podług nieba i zwyczaju polskiego”. Owo niebo decydowało m.in. o tym, aby dom miał spadzisty dach (śnieg!), a zwyczaje nakazywały budować domy na miejscach lekko wzniesionych (do obrony, dla zdrowia), ale z umiarem: podręczniki budowlane radzą, aby budować dom w takim miejscu, aby z okien nie było widać zabudowań sąsiada. No bo jak się pochwalić – to wszystko moje!, kiedy w tle zabudowania sąsiedzkie? Dzisiaj jesteśmy w stanie jakoś jednak odnaleźć miejsca, gdzie stały szlacheckie dworki, chociaż już nie ma często po nich materialnych śladów. Swego czasu całe miesiące spędzałem włócząc się po Małopolsce, wypatrując miejsc, gdzie „mogło coś być”. Tak poznałem Stanisława Markowskiego, autora fotograficznego albumu o dworkach. Ustaliliśmy w krótkiej a treściwej rozmowie w miarę proste zasady wynajdywania miejsc: stare drzewa sensownie w jakimś porządku zasadzone i ślady po wielowiekowym kształtowaniu terenu: lekki spadek gruntu (często w stronę ciągle istniejącego stawu); a pod ziemią lub lekko nad nią jakieś resztki starych cegieł (dzisiaj bywa, że jest to piwniczka, w której ludzie zimują warzywa). Te stare drzewa to może być równie dobrze znak albo cmentarza, albo resztek kaplicy, kościółka. Polecam owe topograficzne emocje, bo to trochę jak odkrywanie nowych lądów. Tylko rozglądajcie się bacznie: nasi ojcowie nie zostawili nas samych, pamiętają o nas, opiekują się nami, dają znaki. Trzeba czujności! (por. hasło - oni-my) Możecie mi nie uwierzyć, ale tylko po takich znakach dotarłem do dworku w Goszycach, mimo że to bardzo znane i opisane miejsce. Wedle podobnego klucza szukałem domu Wacława Potockiego (por. hasło - Potocki): po starych drzewach zostały niestety tylko ogromne kikuty w ziemi: reszta została spalona przez burze, ale starych pni nie dało się już usunąć. I, jak twierdzili miejscowi, z dworu w Łużnej, gdzie Mistrz spędził całe swoje życie, pozostała kamienna piwniczka! Wszedłem tam! Pana Wacław nie zastałem więc pojechałem dalej. Nie miał mi kto swojej hospitalitatis okazać.

Gościnność – domy szlacheckie spełniały wszelkie niezbędne dla człowieka funkcje: były miejscem intymnym, rodzinnym, ale też miejscem społecznym, miejscem spotkania. Stawiane były na godzinę 11, jak stare wiejskie domy. Opiszmy ten sarmacki Kosmos! Przez środek domu biegła sień, jak oś ziemska, (por hasło – sień) lekko odchylona od kierunku północ-południe. Wchodziło się do niej przez drzwi, zawsze „zamczyste”, jak się pisało w inwentarzach: z okuciami, skoblami: dom miał chronić, drzwi wejściowe stanowiły przedostatnią linię obrony. Wchodziło się zazwyczaj po kilku schodkach, przez ganek, ale myślę, ze w XVII wieku ganek nie był jeszcze koniecznie częścią domu szlacheckiego, chociaż pewien wcale tego nie jestem, tak mi się tylko wydaje, że mogły być szlacheckie dworki bez ganków. Ganek to może być dopiero element konieczny dworku klasycystycznego (te dworki dobrze znamy z zachowanych XIX wiecznych rycin, ale czy można bez wątpliwości rzutować dworek z „Pana Tadeusza” na czasy wcześniejsze?). Zatem z sieni kierując się na zachód (słońce!!!) wchodziło się, bez pewnie żadnych już przedsionków do izby jadalnej (por. hasło – izba jadalna): społecznego centrum szlacheckiej budowli. Tam był stół (por. hasło – stół), ławy i zydle, skrzynie, może kredens, a przede wszystkim zwykle komin (por. hasło – komin), który tę izbę, jak i sień i pomieszczenie nad sienią (o ile było) – ogrzewał. Myślę, że idąc na północ, wychodziło się z domu: tam było miejsce na ogródki (por. hasło - ogrody): warzywne, włoskie, ogródek z ziółkami (świetne do nalewek) (por. hasła – Trunki (part one: piwo nie woda),Trunki (part two: in vino veritas)Trunki (part three: wódki, nalewki)Trunki (part four: zamknienie debaty)Trunki - zamknienie debaty) . Te „ziółka”, „warzywka”! Jakże roztkliwia się nad nimi Mikołaj Rej (por. hasło – Rej, Mikołaj) w swoim „Żywocie człowieka poćciwego”. Z sieni też bywało, że wychodziło się do pokoiku w „facyjacie” nad gankiem, lecz nieobligatoryjnie. Na wschód znajdowały się pomieszczenia „domowe”, mniej społeczne, bardziej rodzinne, intymne, izby Pana i Pani, izby dla dzieci, dziadków itp. I nie wiem co tam jeszcze. Musiałbym popytać. Dworki szlacheckie zwykle wyznaczały etapy marszruty szlachcica jak długa i szeroka Rzeczpospolita była. Szlachcic, prawem gościnności się kierując, miał prawo i przywilej zajeżdżania do Pana Brata z popasem. A ten miał prawo i obowiązek ugoszczenia go i… zatrzymania. Co powodowało sporo zabawnych zdarzeń. Oto Potocki z przyjaciółmi zajeżdża do dworku wieczorem po polowaniu. (por. hasło - Polowanie) Szlachcic, który właśnie ma w domu świniobicie, nie bardzo chętny gościom, nakazuje służbie, by powiedziała przybyłym, iż wyjechał do miasta, sam zaś, nie mając już gdzie się ukryć, chowa się pod odwróconym korytem. Goście domyślając się podstępu, zostają na kolację, dają kucharzowi do przyrządzenia dziczyznę i zaczynają ucztować, wymieniając na temat gospodarza głośne i uszczypliwe uwagi; wreszcie, kiedy pieczeń jest gotowa, dają synkowi gospodarza pieczone udko; ten uszczęśliwiony bieży do koryta wołając: „Tatko, mam-ci ja buławkę”. Goście porywają się od stołu „ratować” przyduszonego gospodarza i winszować mu inteligentnego potomka. Potocki wie co mówi, wielokrotnie sam dyssymuluje swoją nieobecność, przypatrując się przez służbę, zajeżdżającym do dworku gościom: jaki koń, jaki powóz, jak przedstawiają się stroje gości: to są znaki czy zajeżdżają doń wędrowni pieczeniarze czy rzeczywiście jest to szlachta w drodze. (por. hasło – szlachta) Szlachta mieszkała w domach w swoich posiadłościach i owej swojej osiadłości pieczołowicie strzegła: widząc w niej słusznie powód swojej podmiotowości. Przywileje strzegły prawa nienaruszalności posiadania. Dawało ono szlachcie podstawy wolności i niezależności. Ale szlachta szukała tak samo metafizycznych uzasadnień do swoich związków z miejscem, skąd się wywodziła. Hieronim Jarosz Morsztyn woła do swej posiadłości „Jam twój, tyś moja”, Kochanowski o wsi powie „Człowiek w twej pieczy uczciwie/Bez wszelakiej lichwy żywie”, Kochowski będzie w „Psalmodii polskiej” powoływał się na język Psalmów, by mówić o Boskiej proweniencji szlacheckiego osadnictwa, a wspomniany już Kochanowski o swoim domu w Czarnolesie powie wprost: „Panie to moja praca a zdarzenie Twoje”. Oni mieli świadomość, że dworki to fundament Polski. Andrzej Zajączkowki, XX - wieczny badacz kultury szlacheckiej nazwie Rzeczpospolitą po prostu „wspólnotą małych i dużych sąsiedztw”: taka była dawna Polska: zasadzona na niskim, rozłożystym, zadaszonym wysoko szlacheckim domostwie. Tu powstawała kultura staropolska: wiersze, poematy, mowy, pamiętniki, listy przechowywane i przekazywane przez pośrednictwo rękopiśmiennej sylwy (por. hasło – silva rerum), (por. hasło - rękopisy (nie płoną!), tu powstawały dzieła sztuki rękodzielniczej, tu (i w karczmach, por. hasło – karczma) wykonywana była muzyka do tańca i do różańca, tu owijano się w słuckie pasy (por. hasło – pasy kontuszowe), stąd jechano na mszę do kościoła czy zboru, na wojnę, tu wracano z wojny, ze szkoły, z sejmu czy z sejmiku, z sądu albo wreszcie z miasta (por. hasło – miasto), do siebie, na swoje miejsce, bez kompleksów prowincjonalnych, bez marzeń o karierze w wielkim mieście, bez pretensji do bywania w świecie. (por. hasła - kanikulażniwa i dożynki) Ten świat zaczął się chwiać, kiedy rozświetliła ciemną rzeczywistość lampeczka oświeceniowa (por. hasło – Lampeczka oświeceniowa), kiedy w Polsce zaczęto wznosić papierowe „pasterskie chatki”, kiedy w dworkach poumieszczano megalomanów, pijaków, awanturników; ale to jest ten sam domek szlachecki, do którego zwrócono się wołając o ratunek, kiedy dworki zaczęto nazywać „arkami”, w czasach porozbiorowych a wreszcie uczyniono zeń bastion polskości w postaci dworku soplicowskiego, już trochę w stylu klasycystycznym, a nie sarmackim, swojackim, wolnym i niezależnym, przyrastającym, więc żywym, życiem swoich mieszkańców żyjącym. Arka polskości? Tak! I mówiąc to, spoglądam z okna bloku w Nowej Hucie. Daleko zaszliśmy, daleko odeszliśmy. (por. hasło oni-my) Niech nad nami Święta Panienka czuwa.