Artykuły

amor patriae

 

 

 

 

 

 

Amor Patriae – to nie jest to samo co patriotyzm. Wszelkie „izmy” nie są pomysłami kultury szlacheckiej; rozumowanie „izmami” nie bardzo podobałoby się szlachcie (por. hasło – szlachta). Amor patriae to znaczy miłość ojczyzny-matki. Miłować matkę swoją, jak nakazuje Dekalog, to zadanie człowieka: syna, córki, który z matką (Rodzicami) powiązany jest nie tylko więzami uczuć (choć te są pierwsze, ale też mogą się one pozrywać), ale przede wszystkim więzami po – winności: w sensie jestem jej winien: po-winien. (por. hasło - bonum communae) Miłowanie ojczyzny było obowiązkiem normującym szlacheckie zachowania czasów pokoju i czasów wojny. Czasy pokoju prowadziły do zadań począwszy od prywatnego i dla swego dochodu prowadzonego uprawiania ziemi aż po zadania polityczne: sejmiki (por. hasło – sejmiksejmik -2), sejmy (por. hasło – sejm) czy sądy (por. hasło – sądy). Czasy wojny ewokowały zadanie polityczne (uchwalenie podatków lub innych jakichś obciążeń związanych z kosztami prowadzenia działań wojennych) (por. hasła - virtuspacyfizm) lub wprost militarne, poprzez bezpośredni (sobą) lub pośredni (synem, oddziałem) udział w pospolitym ruszeniu (por. hasło - pospolite ruszenie) (por. hasła - antemuraleantemurale (2)antemurale (3) - Matki Boskiej Częstochowskiej).To zresztą „pospolite ruszenie”, na marginesie, bywa konsekwentnie krytykowane przez zatroskanych o losy ojczyzny Sarmatów (Potocki, Kochowski, Wespazjan), ale też bywa przedmiotem złośliwych dowcipów na przykład Paska (por. hasło - Pasek),  Amor patriae miało też wartość… retoryczną: jako nie tylko działanie, ale też jako mówienie o działaniu, o powinnościach lub jako mówienie – w – celu – zasłaniania swego nieróbstwa w dziedzinie służby ojczyźnie. Wbrew pozorom wcale nie lekceważyłbym tego retorycznego zatrudnienia: fundowało ono bowiem postawy oczekiwane: zapewne z wyżyn (nizin) naszej dzisiejszej niezwykłej szczerości i przystawalności naszych słów do naszych czynów (uwaga, ironia) (por. hasło - oni-my) można tego typu wypowiedzi traktować jako hipokryzję, zakłamanie. Fakt, ale zarazem owo „mówienie na wyrost” miało swój (być może skromny i zarazem dekonstruowany przez postawę zajmowaną przez człowieka) troszeczkę chociaż formatywny wymiar: nie wypadało mówić inaczej, nie mieściło się to w głowie, że można nie zasłaniać się, otaczać nędzy swojej osoby kreowaniem naszego poświęcenia się, starań na rzecz matki wspólnej nam wszystkim ojczyzny. Mowy pogrzebowe, mowy sejmikowe, mowy i wiersze okolicznościowe – kreślą nam model stosunku człowieka, powinności człowieka wobec swojej matki. Do miłości ojczyzny będzie odwoływał się w swoich kazaniach sejmowych Piotr Skarga (por. hasło – Skarga, Piotr), też trochę po to, aby wytknąć słuchaczom jak bardzo ich postawy są różne od deklaracji; do ojczyzny-matki, rodziny odwoła się też Józef Piłsudski po wiekach, kiedy będzie pisał rozkaz do wojska po przewrocie majowym: mówiąc o kłótniach, kłótniach w rodzinie, które choć bolesne, gwałtowne nie zrywają więzów, które ową rodzinę wiążą. Modele, wzory postawy podsuwane były przez tradycję antyczną (por. hasło – res publica), przyswajaną w procesie edukacji (por. hasło - szkoła). Ale też wciąż pracowano nad wzmacnianiem i poszerzaniem tego typu modeli działania: Mikołaj Sęp Szarzyński wprowadzając swoim niepokojącym wierszem bohaterów wojennych poprzedniej generacji - Fridiusza czy Strusa, czy Wacław Potocki (por. hasło –Potocki) budując w Wojnie chocimskiej (por. hasła - Transakcyja wojny chocimskiejEpika (szlachecka) wzory dla szlacheckiej (swojej) współczesności czyli dla lat 70. wieku XVII w postaci hetmana (Jan Karol Chodkiewicz!) i wojowników spod Chocimia AD 1621. Przodkowie albowiem – ogólnie mówiąc – stanowili owe wzorce, dlatego więksi, mocniejsi, silniejsi od nas, iż bliżej umieszczeni byli owego złotego wieku, od którego dzieje nas ciągle aczkolwiek nieubłaganie oddalają. „A jeśli komu droga otwarta do nieba,/Tym co służą Ojczyźnie” – napisze Jan Kochanowski, nawiązując do słynnego Snu Scypiona z cyceronowskiego dialogu De Re Publica. No i jak to bywa zwykle w Polsce, skończyłem na rozważaniach wojennych. Ale bo też tam, na polu bitewnym można było siłę owej naszej miłości najuczciwiej przetestować, co mówiąc, nie chciałbym usuwać w cień pokojowe codzienne zatrudnienia szlachty, w których ciężary i wyrzeczenia na rzecz "rzeczy wspólnej" podejrzewam  bardziej dawały się we znaki niż rozdmuchiwane wojenną trąbką marsowe emocje. Amor Patriae – była więc codzienną, znojną, synowską powinnością; właściwie chyba wyłączoną spod sfery dowcipkowania, żartów, do których wszak żartów Bracia Szlachta mieli wielką predylekcję. I to nie dlatego, że jakieś może kary mogły grozić żartownisiom: pewnych rzeczy po prostu nie wypadało czynić: jeśli nawet (a może szczególnie wtedy, kiedy) tę ojczyznę się zdradzało (co wszak nie jest jakimś ewenementem), to raczej nie wypadało się z niej wyśmiewać. To zdecydowanie odróżnia nas od naszych przodków, którzyśmy z odwracania się, wyśmiewania, ironizowania owych synowskich uczuć uczynili, nie wiem jakim prawem i zwyczajem, klejnot naszej niebywałej inteligencji.