Artykuły

portret trumienny

 

 

 

 

 

 

 

 

Portret trumienny – kiedy Andrzej Niewiadomski, wybitny współczesny poeta z Lublina i zawzięty w swych badaniach naukowych polonista z tego pięknego miasta wyda wreszcie swoją książkę o „trupkach” (to Jego, nie moje słowa) możecie już Szanowni uznać, że te moje rozważania o portretach trumiennych nadadzą się na tutkę do aptekarza (Kochanowski tak powiedział, o swoim arcydziele) – gdybym pisał na papierze, a tak to… do zdeletowania w niebyt. Ale, całe szczęście, poeta jeszcze jeździ po naszym pięknym kraju, robi fotki (w zeszłym tygodniu widziano go w Poznaniu! o czym skwapliwie donoszę), książka jest w drodze, więc mogę się powymądrzać trochę, tym bardziej, że nie swoją wiedzą, ale zaczerpnięta od prof. Tadeusza Chrzanowskiego (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny), którego - kiedy jeszcze chodził po ziemi i mógł rozmawiać ziemskim językiem – odważyłem się zapytać o to, dlaczego na portretach trumiennych postaci, twarze ukazywane są tak… realistycznie, naturalnie (chwilami w odwadze pokazywania różnych słabości – brutalnie szczerze!). Profesor uznał, iż malowano je jeszcze za życia ludzi, stąd takie a nie inne przedstawianie na nich realności. I jeszcze dodał, że w końcu umieszczane były na trumnie podczas ceremonii pogrzebowej, więc patrzyła na zmarłych ich Rodzina, ich bliscy, znajomi, sąsiedzi i może (to już mój domysł) mogliby po pogrzebie na temat delikwenta, który z siebie zrobił na portrecie trumiennym nagle modnego fircyka bez szram czy zeza, którymi obarczony był za życia (a może się nimi nawet szczycił) trochę plotkować, może nawet podśmiewać się z niego. Dla mnie portrety trumienne są jednym z najważniejszych komunikatów, które kultura szlachecka wysyła do nas dzisiaj. Aby poznać czym była, jaka była Sarmacja (jacy ludzie ją zamieszkiwali) (por. hasło – Sarmacja) na dobrą sprawę wystarczy naprawdę cierpliwa, wnikliwa, nieustępliwa analiza przedstawień szlachty na portretach trumiennych. No, poza czytaniem sylw (por. hasło - silva rerum), Pamiętników Paska (por. hasło - Pasek), poza wertowaniem rękopisów (por. hasło - rękopisy (nie płoną!), wierszy, testamentów, odwiedzaniem szlacheckich kościołów (por. hasło - niebiosa; por. hasło - obrazy cudowne i dworów (por. hasło - dworek). Są one, to znaczy trumienne portrety przejawem potęgi, wcale nie imperialnej potęgi, lecz potęgi afirmacji życia: zgody na własną cielesność, na własne zamieszkiwanie w świecie, na swoje zadania, które życie i res publica (por. hasło – res publica) stawia… Zmarli z portretów trumiennych spoglądają na nas nieustępliwie, bez zawstydzenia, ale też bez jakiejś chęci przypodobania się nam: o, jakże inaczej niż gwiazdy czy politycy dzisiejsi. Patrzą dzielnie i niezmordowanie a w ich oczach mieszka i duma, żem jest szlachcic (szlachcianka) (por. hasło – aequalitas), (por hasło – szlachta), i contemptus mortis - pogarda śmierci (por. hasło – Obraz szlachcica polskiego). Oni wprost mówią nam, że życie jest większe i pełniejsze, i że tę pełnię życia zapewniała im ich ukochana Rzecz Pospolita. Od-patrz - jak powiadał Norwid – im na to ich patrzenie, ty, który szlacheckie portrety trumienne właśnie tu oglądasz: wytrzymaj ich wzrok idący zza ostatniej granicy.

Czy to ich spojrzenie nas dzisiaj zawstydza? (por. hasło - oni-my) Czy uciekamy wzrokiem?

Krzysztof Koehler