sejmik

 

 

 

 

 

 

 

 

Sejmik – niestety z niechęcią, ale muszę zacząć od pokazania i omówienia pracy Jeanna Pierra Norblina. Tak boć on zapewne największe zasługi położył jako autor różnych satyrycznych szkiców szlacheckich, w tym słynnej grafiki „Sejmik w kościele”, od którego to dziełka można mieć naprawdę serdecznie dosyć szlacheckich zgromadzeń. Nic na to nie poradzicie: chaos, anarchia, jeden womituje, drugi się targuje, trzeci wrzeszczy, wszyscy jak z sennego koszmaru (a szczególnie na pierwszym planie te dzieci? jakieś dziwne małe twory w kontuszach?). Nie dziwię się, że pewien znany humanista lubi mówić o "sarmackich chochołach"! To zapewne też dziedzictwo Norblina! Ileż lat uczono nas tego samego: że sejmik to zbieranina szlacheckiego motłochu, że pijaństwo, liberum veto i w ogóle – pełen wstyd. Rozumiem jeszcze taki opis rzeczywistości politycznej polski szlacheckiej w czasach PRL-u: należało wszak oczyścić nas z wszelakiej dumy z przeszłości i uznać apodyktycznie: że demokracja „szlachecka” to zupełnie co innego niż demokracja „socjalistyczna”: ta pierwsza to chaos, anarchia, ucisk i „żywioł szlachecki” (skąd oni brali to słowo „żywioł” i czemu niby miało ono być obraźliwe?), ta druga znacznie bardziej jest postępowa. Ale dzisiaj – w czasach innych? Czemu hasło „sejmik” w Wikipedii (dobre hasło, wcale nie najgorsze) opatruje się taką grafiką?

A przecież Norblin ani słowa nie mówi o tym, że sejmik szlachecki był absolutną podstawą, fundamentem tego państwa: że zjeżdżała się do pewnego miejsca, myślę, że kilka razy do roku szlachta z danej ziemi, aby spotkać się i przedyskutować (no, chwilami przekrzyczeć) najważniejsze dla państwa (ale też dla swojej sąsiedzkiej wspólnoty) sprawy, podjąć pewne decyzje. W Sarmacji było kilka rodzajów sejmików. Jeden z nich zwoływano po to, by wybrać posłów na sejm (prawo wyboru posiadali wszyscy obywatele poza tymi, którzy byli senatorami – choć zdarzały się wyjątki). Szlachta zjechawszy się na miejsce spotkania (w XVII wieku mieliśmy 63. działające w Rzeczypospolitej sejmiki szlacheckie!) wysłuchiwała najpierw królewskiego posłania, dotyczącego zagadnień, które poruszane będą na sejmie. (por. hasło – sejm) Dyskutowano te kwestie, wybierano posłów (posła – w zależności od wielkości „okręgu wyborczego”) – wybierano za pomocą niezawodnej metody „jednogłośności” czyli „zgodnie”(por. hasło - consensus omnium) – co znaczyło bez wyraźnego sprzeciwu. Przygotowywano dla posła instrukcje, których miał się trzymać w sejmowych pracach; często zawierały one tzw. prywaty, czyli sprawy związane z problemami społeczności lokalnej. Inny był sejmik relacyjny – na którym wysłani posłowie przedstawiali sprawozdanie ze swojej pracy; sejmiki te, jeśli zachodziła taka potrzeba, zatwierdzały (lub nie) sejmowe konstytucje; inny był jeszcze sejmik deputacki – podczas którego znowuż wybierano spośród obywateli deputatów do Trybunałów (Koronnego i Litewskiego). Osobnym sejmikiem był sejmik gospodarczy, podczas którego dyskutowano najbardziej ważne kwestie dotyczące finansów ziemskich. W XVI wieku zwoływano też sejmiki generalne (zwane generałami), na których posłowie wybrani przez sejmiki ziemskie dokonywali jeszcze wspólnych narad, przed sejmem generalnym dla wypracowania strategii działania sejmowego. Generał mazowiecki odbywał się w Warszawie; Wielkopolski – w Kole, Małopolski w Korczynie, Ruski – w Wiszni, Pruski – albo w Malborku, albo w Grudziądzu, Litewski – w Słonimie. Tak. Jak si zdaje amor patriae w Rzeczpospolitej to nie było uczucie przelotne. Jak pisze Janusz Ekes: „Bogate i zróżnicowane instytucje samorządów i przedstawiciel ziemskich niewątpliwie sprzyjały decentralizacji władzy. Ale chyba właśnie poprzez to nadawały władzy szerszą podstawę społeczną i ostatecznie sprzyjały jedności ziem i mieszkańców państwa. Z jednej strony instytucje te odciążały władzę królewską. Z drugiej – pozwalały społeczeństwu zajmować się własnymi sprawami bez odległego pośrednictwa władz centralnych. Stąd sposób, w jaki sprawy te rozwiązywano, mógł być i bardziej rzeczowy, i bardziej polubowny.”

Warto o tym pamiętać przyglądając się Norblinowi. I pomyśleć o tym, gdzie my się dzisiaj spotykamy, by dyskutować kwestie nas dotyczące? Czy czasem nie wyręcza nas w tej naszej obywatelskiej rozmowie (kłótni)  przedstawicielska (w kuriozalny sposób) władza okienka telewizora?

Krzysztof Koehler