czasu mierzenie

 

 

 

 

 

 

 

Czasu mierzenie – jak zmierzyć czas? I w jakim stopniu sposób, w jaki sposób ów czas zmierzymy, wpływa na nasz stosunek do świata, który nas otacza? Oto pewien dokument urzędowy z 1764 roku: która była kadencja feria secundae post S. Michaelis, pro feria secunda post Trium Regum proxima; która była w poniedziałek po Nowym Lecie, pro feria secunda intra octavas festi Sacratissimi Corporis Christi Domini; która zaś była feria secunda post festum Sanctissimae Trinitatits, pro feria secunda post festum Sancti Lucae Evangelistae przekładamy.Udało się Państwu ustalić, które konkretnie daty ma na myśli autor dokumentu (rzecz jest pismem urzędowym, dotyczącym terminów roków sądowych w Drohiczynie)? A oto i konstytucja sejmu piotrkowskiego z 1550 wyznaczająca terminy jarmarków w pięknym miasteczku Krzepice, o którym warto pamiętać: W Krzepicach: pierwszy jarmark na Laetare, wtóry w poniedziałek przed Świątkami, trzeci na dzień św. Aleksego, czwarty na dzień św. Idziego. Z Listami na przykład Stanisława Orzechowskiego (por. hasło – Orzechowski, Stanisław) nie jest łatwiej: czytamy na przykład W Przemyślu, mieście na Rusi, w przeddzień święta Nawiedzenia Maryi, Roku 1560; albo Dan z Żurowic w sobotę przed Św. Małgorzatą Anno Domini 1560, chociaż pojawiają się też dzisiejsze sposoby oznaczania dni; podobnie jest u Skargi (por. hasło – Skarga, Piotr). Tak samo Pasek (por. hasło – Pasek) używa różnych sposobów oznaczania czasu w swoich Pamiętnikach, często w dzisiejszy sposób, np. 18 octobris, ale tak samo inaczej: Tę odebrawszy ekspedycyją poszedłem ku Narwi i dopiero na ostatki dni bachusowych stanąłem w Berezynach/…/W Wstępną Środę ruszyłem się ku Narwi. A Mikołaj Rej (por. hasło – Rej, Mikołaj), to sobie chyba już trochę z tego mierzenia czasu żartuje: sporo zajmuje ustalenie tego, jakie w sumie terminy ma on na myśli: Usłyszysz go jeszcze w mięsopusty, a on sobie dobrze tuszy, iż nam, da li Bóg, prędko post zbieży, bo na krótki dzień wyszedł. Potem z Wielkiej Nocy liczy cisiojanus, daleko li do świętego Jana, tusząc sobie dobrze, iż to nam, da li Bóg, prędko zbieży, bo tam też już potem rychło żniwa i owoce nastaną. Potem liczy do świętego Marcina, też także sobie tuszy, iż też to, da li Bóg prędko zbieży, bo już tam na czynsze przypadną. Więc potym zasię, kto ma długi wyciągnąć, liczy, daleko li do Gód, a też sobie winszuje, iż to, da li Bóg, nam prędko zbieży… Może ktoś powiedzieć, że żadna to różnica dla kogoś czy włożyć go do piekarnika na trzy Zdrowaśki, czy na 5. minut niemniej jednak dla tego, kto kogoś do pieca wkłada to ma znaczenie: bo za Zdrowaśkami idzie jakaś miara czasu, którą rozumie – co do 5. minut, jeśli nie ma zegarka, to jak on ma polecenie wykonać?

Nakładały się więc w okresie staropolskim na siebie różne miary czasów, stąd człowiek żył nieco w różnych rytmach. W rytmie biologii (pory roku), w rytmie agrarnym ( prace polowe - okresy siania, zbiorów itp.), no a przede wszystkim, co widać po pokazanych świadectwach w silnym rytmie roku świętego. Jak pisze Bystroń: „Każdy wiedział co to jest adwent, Gody, Zapusty, Wielki Post, Wielkanoc, natomiast znajomość miesięcy musiała być dość rzadka.” Faktycznie w większości źródeł pisarze używają nie polskich, ale łacińskich nazw miesięcy; znacznie też jednak częstszą miarą czasu jest tydzień – czyli niedziela. Rok i trzy niedziele, rok i pięć niedziel, itp. Dni raczej nie numerowano: wewnątrz tygodnia zatem rządził czas wyznaczany imionami świętych patronów. Ich zapamiętaniu służył ów rejowy cisiojanus: czyli miesięczny spis świętych patronów. Co do pór dnia, hm, nie spotkałem się, szczerze powiem, z określeniem: na pięć dni przez Zielną o 16:30. Zwykle słyszymy określenia w rodzaju: dnieje, szarzeje, odwieczerz, ćma; albo o pianiu kogutów słyszymy, albo o miesiącu; pojawiają się tak samo określenia pór dnia wedle czasu wyznaczanego przez godzinki brewiarzowe: o jutrznej godzinie, albo o nieszpornej godzinie. Wszystko zatem wskazuje na to, iż nasi przodkowie zanurzeni byli w innym czasie niż my: może należałoby powiedzieć szczerze: żyli w czasie bardziej spersonalizowanym. Nasze upiorne wszak, podpowiadane przed komputer 2012-06-10, to nic innego jak prostu pierwsza niedziela po Bożym Ciele AD 2012. Jeśli zatem już nie uda się nam żyć tamtym wielo-rytmem, to może choć - dla treningu na użytek tych naszych moczarowych wypraw (por. hasło - palus sarmatica) – spróbujmy poprzekładać sobie różne wydarzenia z naszego życia,  z naszego mierzenia czasu na ich. Może coś z tego wyniknie? Pewnie będziemy się częściej spóźniać (lub dłużej czekać), ale może dostrzeżemy że nad naszym zabieganiem świeci słońce i że nasz metryczny czas może mieć jakąś głębszą podstawę. I jeśli powiemy swemu szefowi na przykład: „Chciałem wyjechać, szefie. Wyjeżdżam w Sobotę przed Bożym Ciałem”, to może sobie szef uświadomi, że długi weekend zaczyna się w Czwartek Bożym Ciałem. I z tego uświadomienia może coś wyniknie. Albo nic. Ale próbować warto.

Krzysztof Koehler