Potocki, Wacław (Biecz i okolice)

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Potocki, Wacław (Biecz i okolice) – nieśmiertelny Potocki! Od lat dzielnie i wiernie wykładam o nim, po czym wypytuję na egzaminie z literatury staropolskiej – marne efekty. Już wolę pytać o pogodę. Pojęcia nie mam dlaczego. Może powinienem mówić inaczej, na przykład o Łużnej. Pojechałem tam kiedyś odszukać dom Potockiego. Właściwie z Łużnej skręca się na Wolę Łużeńską. Tam dopiero można szukać śladów domu, (por. hasło - dworek) w którym poeta spędził większość życia. Jest jakaś łąka, jakaś stara piwnica (miejscowi twierdzili, że to właśnie tu); jeszcze kilka lat temu stały tam, bo już nie rosły, spalone przez gromy, zniszczone przez nawałnice, w pobliżu tych pozostałości, kikuty starych, olbrzymich drzew. Nie wiem czy są dalej dzisiaj, czy ich nie pocięto; czy nie pochłonęły ich niesyte kominki. Trochę boję się jechać do Potockiego, bo może już nic nie zostało. Tak samo jest z Bieczem, miastem pisarza. Nie wiem czy byli państwo w Bieczu kiedyś.

Zapraszam w czasie wakacyjnych podróży do odwiedzenia tego miasta nad Ropą. Radzę połączyć wyprawę do Biecza z wizytą w pobliskiej Binarowej, w której hufce i zastępy aniołków otworzą Wam sarmackie niebiosa. (por. hasło -niebiosa) Tylko jednak wjeżdżajcie do miasta od strony Gorlic! Zróbcie jakoś tak, aby nie od Binarowej wjeżdżać, tylko bardziej oficjalnie. Biecz kiedyś potęgą był; miał skład win węgierskich; solidne mury, silne wieże i jak się wjeżdża do miasta od Gorlic – to stamtąd tę dawną wielką świetność widać najlepiej. Możecie też starać się skręcić w zarośla nad Ropą: perspektywa miasta z tych miejsc robi naprawdę spore wrażenie. Biecz się jednak zmienił. Lata temu przypominał inne podobne mu miasta Rzeczpospolitej – w Wielkopolsce, Małopolsce, na Rusi – których czasy świetności dawno minęły i wegetowały sobie – owe szczęśliwe miasteczka w cieniu swojej dawnej świetności; trochę strasząc zabytkami swymi, które jakoś zupełnie nie przystawały do przaśnej i nieprzystającej zupełnie do nich małomiasteczkowej codzienności: piękny rynek, ogromny ratusz miejski, kościół farny, przechodzący nasze wyobrażenia o tym jak może wyglądać kościół parafialny w prowincjonalnym miasteczku. No a przede wszystkim, w Bieczu, kiedy trafiłem tam lata temu, i przez szparę w drzwiach zaglądałem do wnętrza farnego kościoła, bo wszystko było zamknięte, proszę Państwa, w rynnie starego renesansowego ratusza z wieżą niewyobrażalnie, jak we Włoszech co najmniej, wysoką, rosła sobie brzoza! Pojechałem ją zobaczyć rok temu: ani śladu brzozy; ani śladu kamiennego bruku, rynek wyłożony symetryczną kostką, pachnie świeżością i europejskimi dotacjami. Zostały, chwała Bogu, jeszcze schody kamienne, pokrzywione, od stuleci wydeptywane, wiodące od Rynku do kościoła Reformatów na górce. Chodził po nich zapewne Wacław Potocki. Zresztą też tędy zmierzał pogrzebowy kondukt z jego doczesnymi szczątkami, bo pochowano go w podziemiach kościoła, ale go tam już nie ma, gdyż , potem, podobno, była powódź i kostki autora „Ogroda” popłynęły z nurtami rzeki; dzisiaj została tylko tablica na ścianie upamiętniająca fakt, że kiedyś doczesne szczątki poety tam spoczęły. Jedźcie do Biecza. Porozmawiajcie z Potockim, jeżeli uda się wam jeszcze z nim spotkać. A nam może uda się zobaczyć w Bobowej, w Gorlicach, w Dukli…

Krzysztof Koehler