Dukla

 

 

 

 

 

Dukla – lubiłem, jeździć do Dukli w latach 80. i 90. XX wieku. Nie dla Amalii Bruhlównej jeździłem do Dukli; nie dla zamku; nie dla klasztoru bernardynów na górce; nie dla czołgu radzieckiego koło klasztoru; nie dla samotni błogosławionego Jana z Dukli; nie dla Duklanek uroczych; ani dla poczty, ani karczmy zapyziałej – dla rynku jeździć lubiłem do Dukli; dla kamieni, którymi był tenże wyłożony; a przede wszystkim dla dukielskiego ratusza odbywałem podróże sentymentalne, na kocich łbach się potykając, zapatrzony w ów niesamowity ratusz, jakby żywcem przeniesiony z westernów dziejących się w Meksyku albo na pograniczu Teksańsko-Meksykańskim, kiedy jeszcze nie było muru, siatki, od-grodzenia, kiedy wolni ludzie mogli się przemieszczać przez granice oficjalnie przemycając pukawki, których lubili zaiste nadużywać. Można było faktycznie spędzać całe sierpniowe popołudnia na tym wypalonym słońcem rynku w Dukli i patrzyć się, wpatrywać w ten hipnotyzujący zaskakujący ratusz. Ale i tak – wcześniej czy później wpadało się w objęcia Sarmacji. Jeśli jedzie się do Dukli od strony Gorlic mija się kilka niezwykłych miejscowości. Na przykład przejeżdża się przez Nowy Żmigród –siedzibę Stadnickich – słynnego rodu Rzeczpospolitej, którego intrygującym, choć i lekko przerażającym przedstawicielem był Stanisław „Diabeł” Stadnicki, starosta Żygulski, który miał ważyć się podczas rokoszu sandomierskiego nawoływać do detronizacji Zygmunta III. Dziwnym krajem była Rzeczpospolita (por. hasło - szlachta), którą lubi się wytykać palcami, wykazując szlachecką butę i zaściankowość, (por. hasła -bonum communaeconsensus omniumlibertas) ale kiedy jeden z rokoszan za bardzo sobie pozwala (w słowach!; szlachta oburzona była samymi słowami starosty) pamięta mu się to przez całe wieki. Dukla nie miała aż tak źle zapamiętanych właścicieli. Nim miasteczko stało się (a przynajmniej jego część) własnością Mniszchów, tak, tych od Maryny Mniszchówny, carycy, wcześniej jej historia (por. hasło - sens historii) dotknęła rodów Jordanów, Zborowskich (po matce miasto odziedziczyli synowie Samuela Zborowskiego), potem Drohojowscy miasto trzymali, a po nich Andrzej Męciński (który zginął w 1618 roku w czasie wyprawy moskiewskiej). W ręce Mniszchów miasto dostało się w 1636, kiedy zakupił je brat Maryny. Brat ów, który na imię miał Franciszek, rozpoczął budowę pałacu, w którym w 1656 zatrzymał się król Jan Kazimierz zmierzający ze śląskiej chwilowej emigracji w stronę Lwowa, by tam złożyć swoje słynne śluby. W XVIII wieku, kiedy nieopatrznie Jerzy August Mniszech (który wcześniej pojął za żonę piękną Amalię Bruhlówną) upierał się za wyborem kolejnego Sasa na tron, a królem został Poniatowski – popadł w niełaskę, zostawił swoje warszawskie interesa, przeniósł się teatralnie do Dukli i postanowił zemścić się na świecie i razem ze swoją piękną żoną chciał uczynić z Dukli to, czym Puławy były dla Czartoryskich: miało tu być centrum życia kulturalnego i politycznego. Trzy elementy owego centrum były kluczowe: teatr, kapela muzyczna i loża wolnomularska. Kiedy w 1733 pustelnik Jan, żyjący w pobliskich lasach został beatyfikowany, Mniszchowie ufundowali klasztor. Wznieśli też rokokowy kościół Marii Magdaleny: w jednej z jego kaplic pochowana została Amalia, której nagrobek przyciąga do Dukli tłumy zwiedzających. Dukla pięknie zapisała się w czasach konfederacji barskiej: gościli tu wielokrotnie dowódcy konfederacji; bywał kilka razy Kazimierz Pułaski: w ogóle, kiedy wędruje się lasami Beskidu Niskiego można gdzieniegdzie spotkać resztki dawnych konfederackich umocnień: w 1772 konfederaci stoczyli bitwę z austriacko-pruskim korpusem wojska rozbiorowego. Tak pisały się losy tego miejsca, w którym jeśli się Państwo znajdą, koniecznie wybierzcie się do kościoła Marii Magdaleny i pomilczcie sobie trochę z Amelią. Tylko zachowujcie się cicho: bo ona nie umarła, tylko śpi.

Krzysztof Koehler