otium

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Otium miejsce – cień, miejsce – rewers negotium czyli przestrzeni, w której obywatel epoki klasycznej oddawał wspólnocie, z którą złączony był tysięcznymi więzami, swoją egzystencję: otium z negotium zrośnięte są jak dwie połówki jabłka, jedno opisuje się przez drugie, stąd taka nasza zakręcona retoryka na (dobry?) początek. Czarnolas, Łużna, Przemyśl, Wolbrom, Gaj (albo Goleniowy) to są fizyczne ekwiwalenty otium. Życie ludzkie, życie dorosłego człowieka-obywatela w epoce klasycznej miało swój należyty podział. Otium – miejsce odosobnienia, zajmowania się pracą duchową, rozwojem intelektualnym, wreszcie refleksją filozoficzną wymagało skupienia. Otium wytycza więc dosyć widoczna granica: „Żegnaj złudny dworze” powie w klasycznym geście Kochanowski i przeniesie się do Czarnolasu. (por. hasła -poezja ziemianskadworek,uczty i biesiady). Przeniesie się czyli opuści centrum, opuści „złudny dwór”, bo jest filozofem, i musi mieć czas, miejsce na refleksję, na naładowanie akumulatorów. Ale też „przeniesie się”, ale nie zamknie, tylko powróci. Tenże nasz zresztą Prawodawca, nasz Ojciec Założyciel doskonale wiedział, że jego otium czarnoleskie stanowi kontynuację, nawiązanie do otium tych, których w narracji humanistycznej należało naśladować: mimetyzm epoki klasycznej popychał Kochanowskiego, by wzorem Tusculum cycerońskiego, wzorem Sabinum horacjańskiego, mieć swój Czarnolas, wieść swoją drogę z Krakowa do Czarnolasu (i z powrotem). Proszę zważyć: Kochanowski jest uczniem jasnego podziału rzeczywistości ludzkiej: nie dla niego dworak Owidiusz, który rozpacza na „wygnaniu” sprzed „jasnego” oblicza satrapy (czy cesarza, króla, monarchy, Pierwszego Sekretarza, Pana Ministra czy Krakowskiego Przedmieścia lub krakowskiego Rynku). Tacy rozpaczający i tracący ducha na wygnaniu od jasnego dworu w (wiejską) ciemność to bohaterowie innej bajki, zawiedzeni dworacy, oświetlający ciemności oświeceniową lampeczką (por. hasło – Lampeczka oświeceniowa) i ich następcy. My wracamy do naszego wykładu: szlachcic po Kochanowskim wiedział w jaki sposób ma się osiedlać i po co: osadzenie się, nie znaczyło zamknięcie się: szlachcic na swojej wsi, na swojej zagrodzie, równy był wojewodzie, ale nie wolno mu było stać się postacią groteskową, nijaką, wywołującą jedynie ironię albo złość poetów i pisarzy moralnych (por. hasło – domak); otium nie znaczyło: obskurantyzm, oderwanie od spraw społecznych; otium znaczyło: zbieranie sił duchowych i intelektualnych do podstawowych zatrudnień człowieczych w sferze negotium: to, co „zarobiłeś” studiując Arystotelesa czy nauki moralne Seneki, albo czytając dzieła historyczne, diariusze sejmowe i co tam jeszcze, oddaj wspólnocie, w postaci działania politycznego; w postaci wyruszenia na pospolite ruszenie (por. hasło – pospolite ruszenie), w postaci sejmikowej (por. hasło - sejmik), sejmowej czy trybunalskiej roboty. A jeżeli, przypadkowo, zajmujesz się układaniem wierszy, to pojmuj owo bytowanie w otium jeszcze inaczej: świetnie to nietypowe przebywanie na wsi nazwał z właściwą sobie precyzją i przekąsem Wespazjan Kochowski (por. hasło – Kochowski, Wespazjan): „niepróżnującym próżnowaniem”.

Myślę, że to rozłożenie czasu i miejsc na różne rodzaje aktywności służyło Rzeczpospolitej, bardziej, niż nasz, dzisiaj pomieszany chaos: owszem, jakże intrygująco nasze otium w bloku wygląda, po robocie, przed niebieskim okiem telewizora. Albo nasza ucieczka od zatrudnień wspólnotowych, albo nasze poczucie, że na wsi marnujemy swoje życie, że jesteśmy odsunięci, ale bo też, jeśli nasza wspólnotowa aktywność ogranicza się do wrzucenia kartki do głosowania, to też co to za negotium postpolityczne, pożal się Boże: jakie otium takie negotium i odwrotnie, jak mawiali starożytni układacze mądrych powiedzonek.
Krzysztof Koehler