sień

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sieńtu odbywały się sąsiedzkie sejmiki, tu gromadziła się czeladź w czasie alarmu, tu gotowała się wyprawa łowiecka lub zajazdowa, tu wreszcie na sianie spali pokotem goście w czasie wesel, festynów, pogrzebów – konstatuje Władysław Łoziński. Współczesnemu badaczowi wtórują dawni autorzy: sień jest niby szyja, która prowadzi do innych jego części, więc powinna być w środku budynku i mieć dosyć przestworni na schody i na drzwi, które prowadzą do całego budynku. Lubię bardzo szlachecką sień, choć mam intelektualny z nią problem. Lustracje, autorzy podręczników budowania widzą ją na kształt osi domu: do niej wkracza się z ganku, z niej wkracza się do izby jadalnej, (por. hasło -izba jadalna) do pokojów Pani, Pana, do – być może – izby górnej (po schodach, po drabinie). Mówią niektórzy, iż sień oddzielała pokoje czeladne od pokojów pańskich. Może. Ważne, aby pamiętać, co miał do powiedzenia w tej materii Tadeusz Szydłowski: Dwór szlachecki skupiał w sobie cały ruch obywatelski okolicy, w nim odbywały się zjazdy i narady polityczne, przy gościnności staropolskiej był on wciąż żywym ogniskiem towarzyskim i społecznym. To właśnie wpływało na jego układ. To rozumowanie prowadzi nas do rozumienia funkcji różnych części szlacheckiego dworku. Sień to niby nic: ale zarazem miejsce pierwsze, które się „zdobywa” witając się z domem i jego domownikami; wiem, bo się od Kochowskiego (por. hasło - Kochowski, Wespazjan) i innych podowiadywałem, że sień bywa pełna „zakopconych” obrazów (tu zatem bywa, że znajduje się galeria „przodków”, tu poznaje się historię rodziny). Tu zatem wita się gości, rozumiem, że wznosi się pierwsze toasty. Ale też tu przygotowuje się do obrony, kiedy zachodzi potrzeba: jako miejsce centralne w domu sień jest podstawową osią komunikacyjną: ze wschodu na zachód, z południa na północ: od drzwi wejściowych głównych, do drzwi północnych, wiodących do ogrodu , ogródka warzyw i kwiatów (chociaż nie zawsze i nie wszędzie jest to do wyobrażenia: wiele drzwi, znaczy kłopotów, gdy nieproszeni goście atakują). Lubię sobie wyobrażać tę scenę, kiedy zimą zajeżdża do dworku (por. hasło - dworek) kulig. Tupot końskich kopyt, śnieg skrzypi, goście, rozpędzeni jazdą przez las, trochę może podkręceni łykaną dla rozgrzewki wódką lub miodami, wparpowywują do sieni; otrzepują się ze śniegu (zostawiając na kamiennej posadzce małe kałuże), przekrzykują się, szybko za sobą zamykają drzwi, aby nie wpuścić zimna; pozostają po nich napowieszane przez służbę okrycia wierzchnie, które tu będą schnąć w czasie, kiedy w izbie jadalnej trwać będzie biesiada. Tu też jest ciepło, choć nie tak, jak za ścianą, bo izbę często ogrzewa kominek, ten sam, co płonie w izbie jadalnej. W sieni tej właśnie, może w dworku w Zakliczynie, może w Lusławicach, czemu nie? odbywa się właśnie sąsiedzkie spotkanie: sprawa jest dosyć pilna, zwołano sejmik trzeba kilka spraw omówić szybko, nim pojedzie się do Proszowic; toczy się ostry spór, gorące polityczne lato 1592 dociera również i tu. Potem już ci, właśnie przekrzykujący się w sieni teraz sąsiedzi, ułożą Protestacyją: złożoną 8 sierpnia, kiedy to ich sprawa została…. wyciśnięta, jak pasta z tubki z sejmiku proszowickiego… obaczyliśmy złe sprawy waśnienia wolności szlacheckich, gdyż Ich Mć niektórzy różnego od nas zdania, przygotowawszy się na to z domów swoich i osadziwszy osoby swe gwardyją wielką, sługami, hajduki codzoziemskimi, na króla JMci Pana naszego praktyki kładli i tem niechęci poddanych przeciw Panu budowali. Gdyśmy broniąc dignitatem JKMci Pana naszego, broniąc zgninienia ojczyzny miłej, która do tego czasu nie praktykami, ale wolnym i zdrowym stanem stała, wolne głosy swe jako wolni szlachcicy w pośrodek braciej swej podawali, chcąc otworzyć oczy ludzkie w tych sprawach Rzpltę zachodzących, naprzód strzelaniem po mieście, potym akklamacyjami i porywaniem się do broniej głosy nasze wolne opprimowali, przywodząc bracią naszę do rozlania krwie, aby uprzatnąwszy przeciwne sobie głosy, wedle afektów i przedsięwzięcia swego postąpić mogli, osobie Króla JMci złamanie przysięgi i insze rzeczy szkodliwe przyczyniając. Czy widzidzie, ich łamistrajków? Ich, bohaterskich obrońców królewskiej czci, sprzeciwiających się opozycyjnej nagonce na partię królewską? Jeszcze się trochę w sieni pokłócimy, ale potem podadzą do stołu. Przyjdzie Pani, pojawią się córki gospodarza, panny na wydaniu. W innej więc atmosferze upłynie wieczór: resztę dogadamy na sejmiku.

Krzysztof Koehler