Muzyka szlachecka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Muzyka szlachecka – zaczniemy minorowo: Naród niemuzykalny nie cenił nigdy muzyki lecz tylko jako akompaniament tańców i śpiewów. Różne zamiłowania miały stany: niższym dogadzała muzyka głośna, wrzask dud i pisk skrzypiec; stany wyższe domagały się od muzyki, żeby nie przeszkadzała rozmowie, … w czym lutnia celowała…Aż się do genialnego Aleksandra wspaniałego Brucknera nie chce człowiek za bardzo po radę udawać, czyż nie? Tyle jest, że jeśli nawet mistrz racji nie ma (w końcu naród ten Chopina i Moniuszkę, i Szymanowskiego, i Pendereckiego wydawszy może aż tak tępy nie był, jak się Bruckner, skarży), to nie wiemy jakąż to gędźbę (od gęśli nazwa:

Picia, jedzenia wielki dostatek dawano,

W muzyki rozmaite na przemianę grano,

To w fletnie, to w piszczałki, to w gęśle podgórskie)

można było usłyszeć podczas karnawału, kiedy szlachta zabawiała się tańcami (por. hasło - tańce szlacheckie)  u siebie w dworku (por. hasło - dworek) czy też w karczmie. (por. hasło - karczma) Jaka to była muzyka, która porywała sama do tańca wdowy i panny a nawet, jak pamiętamy leciwych starców (por. hasło - Starzec (i młoducha) ? Na jakich instrumentach wykonywana? Kim byli muzykanci?

Nim się bliżej nad tym zastanowimy, opowiem o pewnej swojej przygodzie z telewizją. Było to lata temu, kiedy miałem możliwość napisania scenariusza do pewnego dworkowego widowiska. Umieściłem w nim sporo wierszy, dobrano świetnych aktorów. Ale uznano, że skoro odbywa się biesiada, nie może być tak, aby nie było muzyki ani tańców; więc – to zobaczyłem dopiero na montażu - znaleziono zespół wykonujący muzykę dawną oraz drugi – taneczny, specjalizujący się w tańcach dworskich. Boże mój, co to było! Muzyka dworska rozbrzmiewała więc w szlacheckim dworku, wykonywana na instrumentach z epoki, i do niej wykonywano jakieś „tańce i padwany”, które wyglądały jak zabawa w królewski pałacu. Nie wiem, może i tak było, ale znacznie bardziej mi do serca przemówiło to, co słyszałem kiedyś na pewnej stacji w Bukowinie w dawniejszych jeszcze czasach: akordeon, saksofon i bęben – ostatnie takie trio, rżnące polkę gdzieś w zagubionej bukowińskiej wsi w Karpatach. To ci muzyka, taką chciałby, aby wykonywała moja szlachta w swoich dworkach, krytych „snopkiem”, a nie dworskie kontredansy czy inne kordelasy.

Zatem jak ta muzyka brzmiała? Kto ją grał? Na pewno wijolista, na wioli, bo jak powiada Potocki

Zagraj mi panie wijolista basem;

Pewnie jakiś bębenek albo inny instrument perkusyjny do wybijania rytmu (a jego rodzaje – nieprzeliczone: bębny, kotły, tarabany, brzękadła i dzińgi). No i instrumenty dęte powszechnie do tego hałasu czynienia służące: piszczałki, rogi, ligawki, fujary, multanki, oboje i szałamaje, pużany, pomorty i sztorty, surmy, kornety, flety i dudy, uff, a po dworach grywający i wędrowni muzycy, skomorochy, Serbowie, dudarze, pieśni wykonujący. Jak pisze w pamiętniczku kolega Zawisza, Krzysztof (1710):  muzykę łebską miałem mińską z cymbałem, zacinali dobrze staroświeckie taneczki… Zatem nie zapominajcie o cymbałach, proszę. Zresztą, zachowało się kilka portretów jednak kapeli, pobrzękujących zapewne po szerokich sarmackich włościach. Oto, taka jedna anijelska orkiestra (por. hasła - AdwentKolęda):


Anieli się w niebie cieszą,

Pasterze do szopy spieszą, hej nam, hej!

Opuścili swe bydlęta

A pobrali instrumenta, hej nam, hej!

Do Betlejem gdy przybiegli,

Szopę z wszystkich stron obiegli, hej nam, hej!

Poustawiali się w szyki

I wzięli się do muzyki, hej nam, hej!

Stach najpierwszy na swym Rogu

Rozpoczął rżnąć chwałę Bogu, hej nam, hej!

Wach na Lirze rzeźko gmyrze,

Jacek Krupa w Drumlę chrupa, hej nam, hej!

Janusz bzdurzy na Bandurze,

Sobek sobie w Kobzą skrobie, hej nam, hej!

Wojtek ryczy na Basicy,

Knapik wali na Regali, hej nam, hej!

Wawrzko chełce na Surmeczce,

Kuba Łyczek złamał smyczek, hej nam, hejt

Stasiek z Dębni w Kotły bębni,

Fabijanek trąbi w dzbanek, hej nam, hej!

Kurantów z konwic dobywa,

Temu, owemu nalewa, hej nam, hej!

Tomek doi na Oboi,

Kopet kraje w Szałamaje, hej nam, hej!

Filip plecie na Kornecie,

Kryś bełkoce na Fagocie, hej nam, hej!

Arfy z sobą nie przynieśli,

Naprawić ją dali cieśli, hej nam, hej!

Z Tub-maryną Bartek prostak,

Idąc przez wieś, w karczmie został, hej nam, hej!

Dali, jak więc się można przekonać, chłopcy czadu, i nie były to zapewne dworskie madrygały. Nie.

No, a teorban? Teorban, polski instrument: ulubiony, jak powiada Gloger, w szlachekich dworach. Widzimy na jednej z romantycznych rycin Wespazjana Kochowskiego z teorbanem, który był rodzajem gitary, w kształcie przekrojonej gruszki, o długim gryfie i 33 strunach. Do grania zawieszał się na taśmie przez ramię, a śpiewający przybierał postawę stojącą i ruchami całej postaci odpowiadał treści i uczuciom, które pieśń jego wyrażała. Zatem, z tą wiedzą o muzyce i muzykantach nie jest tak najgorzej, a jak się czegoś nie wie, trzeba by Jacka Kowalskiego zapytać (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny), on wie, a wiedzący, zapewne powie.

Krzysztof Koehler