Żeńcie się i za mąż wychodźcie (o szlacheckich weselach, part two)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żeńcie się i za mąż wychodźcie (o szlacheckich weselach, part two) - Kochani, żeńcie się i zapełniajcie ziemię małymi ludzikami! Czytam albowiem o szlacheckich obrzędach weselnych i ich kosmiczna, strukturalna oprawa onieśmiela mnie. (por. hasło - W swaty jedziem, bracia, w swaty) Myślę też albowiem sobie i o tym, że skoro uroczystość ta taką miała wielką oprawę, tak bardzo była ceremonialna, trwającą niekiedy blisko tydzień, tak bardzo wystawna – to też wskazywała jej uczestnikom jak ogromnie instytucja małżeństwa była poważana; jak wielkie znaczenie dla wspólnoty miało to, że dwoje ludzi ze sobą się schodziło i budując wspólne życie dawało początek nowemu życiu. Te dzisiaj nasze nowoczesne, kameralne uroczystości! Pożałowania godne, bez pompy, skromne, wstrzemięźliwe, po cichu, albo jeszcze lepiej w urzędzie, z którego pozostaje papierowe zaświadczenie a potem kawusia i skromny poczęstuneczek dla znajomych i przyjaciół;  albo to nasze współczesne życie na kocią łapę: nic dziwnego, że jest to, co jest z nami, skoro pompa, wystawność schowane do lamusa. Kiedy czyta się: Zjazd sąsiedzki z okazji wesela był więc zazwyczaj bardzo wielki; nie można było odmówić prośbie łaskawego sąsiada, nie warto było ominąć okazji do popisu, do zabawy, do pijaństwa; czasem przy okazji załatwiano gospodarcze sprawy, korzystając z większego zebrania obywatelskiego. dworek był za ciasny na przyjęcie gości, ale serca były na oścież otwarte; lożowano gości w przedpokojach, na strychu, w oficynach, stodołach, w karczmie, nawet i w domach włościańskich; wygód nie było, ale za to było co jeść i pić i radość była powszechna – na usta ciśnie się westchnienie: o tempora, o mores! Ale potem myślę zaraz sobie: przecież nie jest jeszcze z nami tak źle; jak się uda – pogrzeb, wesele – te wszystkie nasze ciotki, wujostwo, kuzynki, te rodzinne prasowanie ubrań, ekscytacja młodzieży, hulanki do białego rana i poprawiny…  (por. hasło - Sąsiedzkość) I emocje, i ploteczki; i damy, i panowie… A w środku para młoda: dosłownie w środku: cała konstrukcja obrzędów, orszaki druhen, drużbów, pieśni, instytucji (takich jak marszałek weselny albo też i starosta) nadbudowana nad tym aktem przysięgi małżeńskiej. Od którego wszystko się zaczyna.


Podług urzędu Kościoła świętego pytam ciebie, N. I też ciebie K., jestli wy żądacie wstąpić w stadło małżeńskie?

Wtóre pytam ciebie, N., jestlesz ty nie ślubił żadne insze, krom tę pannę, K., która podle ciebie stoi. Albo jestli toż nie macie między wami niektóre bliskości krewne?

Widzisz, iże K., która podle ciebie stoi, z łaski Bożej jest zdrowa. A jestli pod czasem miły Bóg przez puści na nią niektórą niemoc albo też niektóry niedostatek, ślubisz ją nigdy nie opuścić?

Ja K., biorę ciebie N., sobie za własnego męża i ślubuję tobie chować wiarę małżeństwa świętego aż do mej śmierci. Tako mi Pan Bóg dopomoż, Panna Maria i wszyscy święci.


Łza się w oku kręci. Nie opowiemy dzisiaj wszystkiego, dozujmy sobie przyjemność weselną szlachecką, porozmawiajmy o wieczorze „dziewiczym”. Podobnoż wieczór ren służył wiciu wianków, rózgi weselnej, płaczom, pieśniom, pożegnaniom dziewiczego życia. Miast męskiego striptisu śpiewano taką pieśń:

A wierniem ja Panu Bogu służyła,

Kiedym ja tę jabłoneczkę sadziła.
Posadziłam w ogródeczku przy drodze,

Którędy mój kochaneczek przyjedzie.

I nie wyszła jabłoneczce godzina

Już się moja jabłoneczka przyjęła

W dzień ślubu następowały rozpleciny i ubieranie panny młodej.

W słynnej sielance Szymonowica czytamy:

Panno czas rozpuścić warkocze rozwite,

Czas oblec szaty takiej sprawie przyzwoite.

Strojcie pannę do ślubu, sąsiady życzliwe,

Ślub święty jest i prace wasze świątobliwe.

Otóż panny-dziewice w dawnych czasach nosiły warkocze. Natomiast kobiety zamężne włosy obcięte, umieszczone pod czepkiem. Jedyny więc czasem w życiu dziewczęcia, kiedy mogła sobie panna paradować z rozpuszczonymi włosami był wyjątkowy czas wesela! Kończyły się długie włosy, kiedy pannę czy też już panią młodą poddawano oczepinom. Cdn

Krzysztof Koehler