Elekcja? Niech żyje republika!!

 

 

 

 

 

 

 

 

Elekcja? A po co? Niech żyje republika!!! - nie chciałbym przesadzać z tym swoim francuskim nachyleniem, ale wciąż po wakacjach w kraju Henryka nie mogę się pozbierać, bo też i nasłuchałem się tam i napatrzyłem niemało. Zatem wracam do tego pisania Kochanowskiego przeciwko Francuzom. (por. hasło - Francja, kogut, zdrada)  Rzecz w tym, rozważmy sprawę szczerze i – na ile to możliwe sine ira et studio – zauważmy, że z tą naszą pierwszą wolną elekcją (oczywiście, wcale nie była ona pierwsza, zaoponują historycy, a na pewno mocno zaoponowałaby szlachta, wskazując na wszystkie poprzednie wolne elekcje w dziejach ich (i naszej) ojczyzny, jednakowoż pierwsza ona po śmierci Augusta taka była… dramatyczna i tak samo przecież przy poprzednich nie odbywało się po całym kraju takie gromadzenie się, taka mobilizacja, takie natężenie ducha politycznego w narodzie itp., wydamy niedługo na ten temat, znaczy z tekstami źródłowymi w tym temacie, książkę, jakoś pod koniec roku, już zapowiadam, może na początku roku przyszłego!), ale jednak wracamy do zdania, które przerwaliśmy przez tak długie wtrącenie, (por. hasło - Transakcyja wojny chocimskiej), dygres znaczy, jak powiedziałby Potocki, zatem z tą naszą pierwszą elekcją jakieś związane było fatum, może powinno ono dawać naszym przodkom do myślenia, że tak będzie, a wszak następna po ucieczce Walezego, jeszcze gorsza i bardziej dramatyczna elekcja wolna (fakty) była, a następna, na miły Bóg!, jeszcze była gorsza. Ale mimo że wiązała się ta elekcja z takim… rozczarowaniem, nie posłuchali podpowiedzi owego fatum nasi przodkowie, nie posłuchali, zamyśleni, zapatrzeni, a może zauroczeni ową możliwością – wszak wypracowywaną w pocie politycznego procesu – wyboru osobistego monarchy swego,  głusi i tępi, nie zatrzymali owego procesu, tylko wybrawszy po tak wielkim wysiłku politycznej roboty francuskiego kandydata, napytali sobie biedy, szczególnie wtedy, kiedy ów, jak wiemy czmychnął potajemnie z tronu polskiego, zasłaniając ów swój wyczyn smrodliwą mgiełką dworskiej, swojej propagandy antypolskiej, czy w ogóle, smrodliwą mgiełką zwalania winy na tych, którzy zostali, no, bez przesady, osieroceni potajemnym opuszczeniem tronu. Mam trochę o to do nich żal, żal o to, że nie pojawiła się jednak jakaś głębsza, odważniejsza refleksja, że nie pojawiło się na scenie politycznej jakieś stronnictwo prawdziwie republikańskie, które zaczęłoby urabiać opinię publiczną pod hasłem: „A po jaką cholerę nam król jest potrzebny!? Nie pamiętacie już historii opisanych przez Liwiusza? Jak naród rzymski zrzucił ze swych barków brzemię królewskie i Rzym stał się republiką?” (por. hasło - Rzeczpospolita, drugi RzymEarly Roman Kings – uwielbiam tę pieśń Boba Dylana, proszę posłuchajcie jej sobie. Chodzi ma się rozumieć o ten sam proces, choć Dylan, o ile go dobrze rozumiem, śpiewa o czasach Ala Capone.

Czemu, zastanawiam się, nie było obozu politycznego, który, jeszcze przed pierwszą elekcją po śmierci Zygmunta, a już na pewno po niej i przed drugą, nie podniósł owego projektu pozbycia się władzy królewskiej i zastąpienia jej władzą podobną do tej,  jak w Rzymie, kiedy pozbyto się Tarkwiniusza Pysznego? No nie wiem, gdyby tak się stało, może Kochanowski inne wyciągałby wnioski z tego, co  się stało i swoje rozczarowanie, a może i złość (jak to się mówi, sportową) przekształciłby jednak po części nawet i tak, że może przyznałby rację Deszportowi,  że Polacy może i faktycznie zasługują na jakiś rodzaj reprymendy, ale nie dlatego, że popijają za wiele, nie dlatego, że mają taki zimny klimat itp., ale dlatego, że są za mało radykalni, za bardzo przywiązani do zasad i reguł, mało mają w sobie energii do rewolucyjnych zmian. Ich głównym błędem, być może byłoby to, że mimo wszystko jednak wybierają królów, chociaż jako pierwszego wybrali akurat takiego kogoś jak francuski kogucik! No, ale Deszportes, tego że Polacy wybierają królów, że wierzą w królestwo a nie w republikę, że nie potrafią w sumie wyciągnąć konsekwencji z tego jaką formę polityczną ma ich państwo, tego akurat wszystkiego owa francuska pisarzyna nie krytykowała więc zapewne dlatego Kochanowski się do tego nie odniósł. I owszem czynił aluzje do Nocy św. Bartłomieja wskazując na to jak sobie pięknie Zachód francuski radzi z tolerowaniem różnych wyznań w państwie, (por. hasło - Tolerancja )  ale to wszystko. Szkoda zatem. Wyobraźmy sobie szanowni, co by to było gdyby Rzeczpospolita była republiką. Owszem, szlacheccy pisarze mieli tego świadomość, że republika  sprawdzała się raczej na małym obszarze, ale – zaznaczam czas użyty w tym zdaniu! – sprawdzała się i owszem, ale czy znaczy to, że nie mogłaby się sprawdzić na obszarze większym? Jak już się czyniło takie szaleństwa, że wybierało się na monarchę polskiego francuskiego fircyka, czemu nie odważono się pójść o krok dalej? Nie wybierajmy nikogo! Król – fraszka! Królestwo – darujmy sobie! Był taki moment, była taka możliwość! Mam wrażenie, że przodkom naszym zabrakło odwagi i siły wizji. Trudno! No to rządzili potem nimi Sasi, a ich ostatni monarcha wszak karykaturą był Piasta na tronie. Wszystko mogli zmienić pod koniec tego XVI wieku. Nie zmienili. Konsekwencje znamy!

Krzysztof Koehler