Polska - Europa (odsłona francuska)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polska - Europa (odsłona francuska) - to już koniec niewczesnych rozważań. (por. hasła - Elekcja? Niech żyje republika!!Francja, kogut, zdrada)  Pora wreszcie na głos poety. Mam nadzieję, że wystarczająco udało mi się pobudzić Państwa zainteresowanie. Oto albowiem wreszcie rzeczona oda Jan z Czarnolasu, w której poeta sprzeciwia się machinacjom Gallów. Wiersz podaję w pięknym przekładzie pani profesor Elwiry Buszewiczowej.  (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny) Wszystko co się albowiem tu mówiło teraz sobie możecie sami sprawdzić, czytając staropolskiego poetę. Ale profesorskim zwyczajem muszę kilka uwag. Pierwej: kto to mówi. Wyobraziłem sobie, że Wanda, stąd jej zdjęcie paszportowe poniżej. Ale mało to prawdopodobne. Bardziej, że może mówi to do galijskiego kogucika królewna Anna Jagiellonka, podobno powalająca swoją kobiecą urodą. A może Sarmacja? Odsuńcie na bok te wszystkie retoryczne ozdobniki, usłyszycie jednak skargę kobiety, z którą nawet jednej nocy zdzierżeć nie mógł.  Ale kto? Kogucik, to może nawet trochę enunuch, znaczy trzebieniec. Znaczy ten, któremu, jak wprost powiada w jednym ze swoich genialnych wierszy Potocki, "urżnięto jajca" (przepraszam damy, ale to z poety cytat). Co jeszcze? Może wstępu tyle:)

 

Przecież mogłeś choć jedną noc tu ze mną wytrzymać,

Gallu, a życia swojego niepewnym nie zwierzać ciemnościom.

Stójcie, mężowie! Jaki ucieczki powód? To przecież

Nie jest Sycylia, od czasu smutnych nieszporów niesławna.

To jest Sarmacja, Gallu. Uciekasz z ziemi przyjaznej

Gościom, jedynie pysznego znieść nie mogącej tyrana.

 

To jest Sarmacja. Jej dałeś słowo i już dajesz nogę?

Przerwać nie możesz ucieczki, jakby cię gryzły psie muchy.

Stójcie, mężowie, podajcie chociaż ucieczki przyczynę!

Ponoć na mrozy i srogie skarżysz się śniegi. Co słyszę?

Francuz boi się zim północnych, mrozu i śniegu?

Ten to Francuz, powiadam, z rodu Teukrów dostojnych,

Który obiecał niedawno, kiedy go berło nęciło,

Pójść powybijać Moskwę, a całą jazdę tatarską

Zbrojnie odeprzeć za Góry Ryfejskie, daleko za morza

Lodowate, bo tak poczynają sobie Francuzi!

Jednak zanim byś, Gallu,  zdobył moskiewskie bogactwo,

Zanim na ziemi tatarskiej rozbiłbyś swoje namioty,

Wielkie śniegi i lody musiałbyś przejść,  i szerokie

Wpierw ogromne jeziora, wpierw pola pługiem nietknięte,

Rzeki, a liczne za sobą poprowadzić oddziały.

Tam zaś musiałbyś bić się nie tylko z Moskwą, z Tatarem,

Ale do tego i zimę przezwyciężyć surową,

I Boreasza porywy, z Austrem walczące bojowym.

Teraz, Gallu, jest pokój; ty marzniesz skulony przy ogniu,

Gnuśny i odrętwiały. A cóż, jeśli wezwą na wojnę?

Co ty poczniesz? Uciekniesz, jak teraz, choć wroga nie widać.

O, gallijskie koguty – aby nie rzec „kapłony”

Meonijskim zwyczajem – idźcie, powiadam, Gallowie,

Szukać lepszej pogody! Wróćcie ku Idzie ojczystej.

Tam was bębny wołają i flety brzmieniem donośnym,

Tańce i śpiewy, co dziko na górze Dindymie wibruj.

Idźcie powiększyć świętą liczbę kapłanów Kybele,

Otaczajcie swą Wielką Matkę orszakiem eunuchów!

Ziemi tej mężów potrzeba, którym niestraszna jest zima


Ani Boreasz, choćby śniegiem zionął i spluwał.

Nim jednak będzie ci dane szpetnymi wzgardzić ziemiami,

Oraz uciec z przeklętych krain wiecznego przymrozka,

Gallu, zamiast zamarznąć od Akwilona srogiego,

Zamiast skostnieć w lodową bryłę i stać niczym skała

Niobe, zechciej gościnę przyjąć w dziwnych tych domach,

Członkom zlodowaciałym przywrócić ciepło na nowo.

Nie gardź, jako rozsądny człek, gorącym kominem,

Ani tym, że kobieta śpi z dziećmi, a obok karmi

Młode maciora, nocują cielęta. A również koguty,

Mój przyjacielu, w tych samych trzymamy zagrodach, i inny

Drób, bo zdławiłaby zima źle opierzone chudzinki.

Skoro zaś mnie oskarżasz o pychę oraz o płochość,

Zdaje mi się, przebiegły Gallu, że powód masz taki,

Aby te wady, co tak są wasze i dla was typowe,

Jak czarny kolor dla kruka, biały zaś – dla łabędzia,

Ze mną podzielić i ulżyć sobie, chociaż częściowo,

W hańbie, gdyby się znalazł lud w obyczajach podobny

Do was. Lecz chyba wiele lat musi jeszcze upłynąć,

Wiele wieków, i wiele wody bystro płynącej

Tyber musi przetoczyć do Tyrreńskiego Morza,

Zanim zdołają powiedzieć Gallowie to o Sarmatach,

Co już dawno o Gallach całemu światu wiadomo.

Nawet i teraz się stali światu całemu igrzyskiem!

Ha! Królem zostać się chciało… Lecz długo trzeba by było

Tutaj o wszystkim mówić; niechaj potomni się o to

Troszczą, nasze zaś Muzy pójdą w tym względzie na skróty,

Duktem Galla zdążając i depcząc po jego śladach.

Śpimy przy stole pijani? O, tak głęboko, zaprawdę,

 

Pogrążeniśmy byli (bo któż mógł się tego spodziewać?),

We śnie, że gdyście wśród nocy przeszli cichaczem przez mury

Całym zastępem, i wodze puściwszy, zbiegliście prędko,

Nikt z naszych o tym nie wiedział, a straż nie spostrzegła nawet.

Ja natomiast, mój Gallu, przyznać muszę, a może

Sam zaprzeczyć nie zdołasz, że wam tu dano gościnę

Godną i ludzi, i bogów. Wszędzie po miastach na wasze

Powitanie były uczty. Nie wstydził się  wcale,

Uwieńczywszy skronie różnobarwnymi wieńcami,

Tańczyć przy zwykłej lutni Sarmata i winem nasiąkać,

Po to przecież, by tobie, Gallu, dać dowód szczerego

Serca, co nie zna fałszu; po to, byś zechciał z ufnością

Biesiadować wesoło, ugoszczony tak mile.

Ty zaś, gość barbarzyński, uciekinier niewdzięczny,

Bierzesz powinność za wadę, bryzgając winem nie tylko

Na mnie samego, lecz nawet na swoje wiersze, pijaku.

Jeśli zgrzeszyć mi było pisane (z pewnością w tym winę

Czuję, że niewdzięczników tak tu serdecznie przyjąłem),

Mam jednak za co niebu na długie wieki dziękować,

Że nam ten błąd zarzucono tu, nie na ziemi galijskiej,

Gdzie za wino wypite w nieco obfitszej ilości

Krwią  trzeba płacić, a ucztę osławioną u króla

Życiem okupić. A jeśli ktoś zaśnie, nie trzeba go wcale

Budzić, lecz śnić on będzie sny swoje do samej śmierci,

Śmierć zaś poniesie okrutną, z góry zrzucony przez okno.

Zatem, gdybyś miał wybór, Gallu, czy wolałbyś w taki

Sposób skakać, czy może raczej, winem zmorzony,

Pod stołami się znaleźć, innym na pośmiewisko?

Skądżeś tak szybko zaś wiedzę o naszej biedzie zaczerpnął,

 

Zacny Gallu, nie mogę nadziwować się temu.

Przecież tylko tak krótki czas tu spędziliście z nami,

Nawet nie mieliście czasu zbadać, czy u Polaków

Jest ziemia w zboże obfita, jest morze jakieś, są kruszce

Albo miasta warowne. Gdybyście chcieli wytrzymać

Trochę, i parę miesięcy poświęcić na kraju zbadanie,

Może wprawdzie nie wszystko znalazłbyś tutaj, o Gallu

Wychowany w rozkoszach oraz w zbytkach obfitych,

Co by cię mogło nasycić, ale zobaczyłbyś jasno,

Że bez bogactwa Francuzów Polak jest dosyć szczęśliwy.

Jaka zatem przyczyna, żeśmy tak biedni dla ciebie?

Gdy Francuzi poznali, że królem obrano Henryka

W Polsce, wówczas uznali za rzecz oczywistą, że każdy

Gall, który z królem przybędzie w nasze północne strony,

Nawet, gdyby był tylko kogutem, tak się bogacić

Winien, tak los swój  odmienić, by zaraz w złoto opływać

Oraz odbierać cześć wielką, jako drugi po królu,

Bowiem Sarmaci, z podziwu dla tych bohaterów, od razu

Złotem obdarzać ich będą. Jednak kiedy ujrzeli,

Że się daremnie karmili tą nadzieją, a wielcy

Bohaterowie, jak przedtem, z gołymi chodzą tyłkami,

Jasne, że nas o ubóstwo skarżą i zwą żebrakami,

Niby lis, co kiełbasę wiszącą gdzieś u powały

Nazwał powrozem dlatego, że jej dosięgnąć nie umiał.

Oto więc Polak z Północy tak ci, o Gallu, odpowie,

Za twe wiersze złośliwe wierszem złośliwym odpłaci:

Cóż ci zostało? Chyżo jak ptak uciekaj; niech nigdy

Już mi tak czarny nie wzejdzie dzień, jasne niebo mroczący,

Wieść przynoszący, żeś wrócił i w polskie wszedłeś granice.

 

Niechaj niebiosa oddalą te czasy od nas na wieki,

Niechaj ku twoim i moim modlitwom uszu nakłonią.

Nawet, gdy twoje jedynie modlitwy pomóc nie mogą,

Niechaj pomogą modlitwy dwóch. Idź stąd, łotrze, na wieki.

Jeśli zaś taka was żądza panowania pochłania,

Niechaj wam raczej królestwo swoje wielka Germania

Odda. Gdy już zyskacie nowe korony i berła,

Niech tajemną ucieczkę waszą i płochych godności

Ren zobaczy, tak samo, jak zobaczyła już Wisła.

 

I co, szanowi o tym sądzicie?

Wasza scriba interneta Koehlera