Rej, Mikołaj

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rej, Mikołaj – tyle razy przeze mnie przywoływany już w naszych moczarach (por. hasło - palus sarmatica ), dawny, znany, a jakoś wciąż nieobecny, nie tylko wcale tu u nas, ale tak samo w tak zwanym ogólnym obiegu czytelniczym. A może warto o nim pamiętać, szczególnie kiedy my są na wsiach w posiadłościach swoich ani ojcowski, ani matczynych, jeno załóżmy, że letniczych. Reja widzieć chciałbym, niekoniecznie jak postrzegał go wielki Claude Backvis, jako staropolskiego, (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny) z naciskiem na polskiego, Petera Breughela, malarza codzienności, ale jako na tego, który zarówno w Krótkiej rozprawie między trzema osobami, jak i w znanym zwierciadle czyli Żywocie człowiek poćciwego, owej wzorcowej biografii, autobiografii, owym modelu życia, który ów tak zwany ojciec założyciel literatury polskiej, zaoferował polskiej kulturze. Czytając albowiem Alasdaira MacIntyra, który pisze o bohaterach epoki, owych typach, w których epoka się przegląda (o naszej, żałosnej, opowiada mówiąc o bohaterach pokroju terapeuty czy menedżera) warto sobie uświadomić pracę pana rejową nad świadomością społeczną. To się nazywa odpowiedzialność za kulturę narodową. Który z naszych współczesnych pisarzy czy intelektualistów (Rej, jak podpowiada jego biografia – czy stylizowana, a jeśli, to czemu w taki sposób stylizowana!? – wiemy, nie chciał uchodzić za gryzipiórka, nie wiecie dlaczego?) podjąłby się tego zadania: tworzyć bohaterów współczesności?


Odłóżmy takie niewczesne pytania. Ale spójrzcie, ze mną u boku, sami na to. Na przykład na lata 60. wieku XVI, które wszak przynoszą w Rzeczpospolitej swego rodzaju… wysyp zwierciadeł: mamy „Dworzanina” – Łukasza Górnickiego, mamy „Senatora doskonałego”, Wawrzyńca Goślickiego, mamy wreszcie i naszego „Człowieka poczciwego” pana Reja. Rej z nich najbystrzejszy: nie tworzy wizerunku jakiegoś bohatera wyraźnie usytuowanego w hierarchii społecznej (dworzanin, senator, potem dojdzie jeszcze poseł, Warszewickiego), ale podsuwanego przez siebie bohatera od razu nazywa „człowiekiem poćciwym” czyli nadaje mu aprobatywne, moralne, jak to się pewnie jeszcze mogło mówić wiek temu, nacechowanie. To nie żywot „ziemianina”, szlacheckiego – właśnie – posiadacza ziemskiego kreśli w swoim speculum Rej, ale opisuje „człowieka poćciwego”, który – przez przypadek oczywiście – jest ziemianinem. Równie dobrze mógłby być… mieszkańcem Warszawy? Wątpię! W Warszawie nie można być poćciwym. Ani w Krakowie, ani w Poznaniu, ani gdziekolwiek w zaduchu spalin. Czemu? A to sobie Reja poczytajcie, jak zdzierżycie. Tu wam tylko podpowiem, że wielkie znacznie ma, jeśli go dobrze rozumiem, ład moralny wynikający ze związku człowieka z dzianiem się świata. Dzianiem się przyrodniczym, kosmicznym itp. Kiedyście ostatni raz widzieli niebo, pracownicy przeszklonych korporacji? Albo wy, redaktorzy czy dyrektorzy, kiedyście ostatnio kisili ogóreczki w beczce? Kiedyście, przyznajcie się, żniwowali? Albo kiedyście śliweczki sobie zbierali spod drzewa? Nie na wakacjach, u siebie, w domu? Albo kiedyście wyglądali nadejścia pierwszych mrozów, obawiając się o sadzik? (por. hasło - Sady )


Ech, tam tylko, podczas takich to robót, człowiek może poczuć się szczęśliwym, a czując się nim, stać się człowiekiem może poczciwym. Poczciwiną sąsiedzką. Nie od rzeczy jest pamiętać, że Pana Rejowy regiestr wiejskich rozkoszy, jest wszak regiestrem rozkoszy tworzonych przez kalwińskiego pisarza, który nie tylko chwali rozkosze, ale tak samo widzi pozytywny wymiar ludzkiego wysiłku około pomnażania swoich dóbr doczesnych. Doskonale, jeśli tak można powiedzieć, jak gdzieś wyczytałem, zauważył tę kalwińską „małą stabilizację” Skarga, Piotr, kiedy budował wizerunek heroicznej aktywności indywidualnej, jako sprzeciw wobec modelu poczciwości podsuwanej kulturze szlacheckiej przez Ojca Założyciela. Podobnie wszak, podobnego ochotnego do działania bohatera formułuje inny (por. hasło - bezprzykładne męstwo) " buntownik” Mikołaj Sęp-Szarzyński, w podobnym czasie, to znaczy w okresie, kiedy chwiała się w posadach renesansowa hermeneutyka ludzkiej szczęśliwości. Czy znaczy to, że sprzeciw nowej generacji wobec tego, co proponował - formując wizerunek swego bohatera szlacheckiej kultury - Mikołaj Rej, generował nowego bohatera, jednostkę aktywną, zrywającą z senną atmosferą stabilizacji? Jeśli nawet, odpowiem, to był to bunt zdecydowanie za słaby. Szlacheckie życie, czytajcie jeszcze Żeromskiego czy nawet Gombrowicza (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa, no a Gombrowicz?) , nie miało zamiaru przenieść się w inne rejony. Pamiętacie jeszcze hasło Obraz szlachcica polskiego? Wciąż zasiedlało szpłacheć, który wygnarował dla niego Pan Mikołaj. I to jest jego, w moim przekonaniu, największe sukces. Nie tylko literacki.

 

Krzysztof Koehler