Źwierciadła

 

 

 

 

 

 

 

 

Źwierciadła - jeszcze o tych bohaterach epoki, o owych „źwierciadłach”,  (por. hasło - Rej, Mikołaj ) w których chciano, aby przeglądało się szlacheckie społeczeństwo. Szczerze? Wyznam, że nie umiem zaczytywać się w Dworzaninie (polskim) Górnickiego. Nie wiem, może to wynik jednak edukacji socjalistycznej? A może przejaw post-szlacheckiego anarchizmu, (por. hasło - szlachta) ale pochwała żywota dworskiego, apoteoza czy opis „dworskości” jakoś do mnie nie przemawiają. W ogóle, przepraszam, że to mówię, ale dzieło pana Łukasza widzi mi się jako jakiś produkt importowy. Trochę jak dżinsy w pewexie, jeżeli wiecie co mówię, jeśli nie wiecie, proszę, zapytajcie kogoś, kto wie o co mi chodzi; jak jakaś idea przeszczepiana na siermiężny, rodzimy grunt. Od tej pory w wyniku przekładu z włoskiego, będziemy mieli polskie klony włoskiego dworactwa. Nie umiem nic na to poradzić: nawet swojski pan Lupa Podlodowski, pan Kryski i inni wszyscy niby nasi, swojscy, rodacy, prowadzący swoje „gry rozmowne” w polskim odpowiedniku pałacu w Urbino, czyli w dworku (stoi do dzisiaj! Możecie sobie sprawdzić) biskupa Maciejowskiego w Białym Prądniku (dziś już) w Krakowie jakoś mnie do Dworzanina (polskiego) przekonać, że polski ci on jest, nie mogą. Oto jak widział to miejsce kolega Górnicki:

Tuż u Krakowa jest rzeczka Prądnik, nad którą Samuel Maciejowski, biskup krakowski, Kanclerz Koronny, włoskim kstałtem dom piękny zmurować kazał, jako dla wiela innych dobrych przyczyn, tak też dla tego, aby w tak osobnym kraju, jaki jest około Krakowa, miał miejsce, gdzieby postronne ludzi, a wielkich królów posły czcić mógł. Albowiem mając on na sobie wielkie sprawy, dla których w jego domu u wszystkich gmachów drzwi zawżdy otworem stały, snadniej mógł na stronie niż w mieście uczynić temu zadość.


Zatem owa willa podkrakowska biskupa może miała zamiar konkurować z podrzymskimi siedzibami senatorów, (por. hasło - Rzeczpospolita, drugi Rzym)  gdzie zapewne i owo programowe otium literatrum (por. hasło - otium) mieścić się mogło. Nic więc dziwnego, że swego włoskiego klona na grunt polski przeniósł Górnicki właśnie tu, co wszystko, jeszcze raz powtarzam, dla mnie!, jakąś nieautentyczością pachnie. Ba, szczerze znowuż wyznam, iż mam osobiste porachunki z owym dworkiem, z owym przeszczepionym miejscem, bom tu kiedyś, a było to w drodze, gdzie miały mnie spotkać, nie takie znów jak Odyseusza - ale jednak jak na mnie spore - niedole, dostałem tu solidne, byłem pewnie jeszcze wówczas nastolatkiem, manto od jakichś nieprzyjemnych bywalców kawiarenki. Uszedłem żyw, ale ze szczęką przekrzywioną, pełen żalu do kompana, który uniknąwszy mordobicia, dał drapaka, a ja musiałem ciągnąć na sobie, nie chwaląc się jakoś specjalnie, bo i nie ma czym, kilku prześladowców. Więc nie pytajcie mnie złoci o Dworzanina polskiego, dobrze? Bo nic wam miłego nie powiem.


Co innego Goślicki Wawrzyniec, którego De optimo senatore nie ma u mnie takich niemiłych skojarzeń. Będę więc to dzieło chwalił i zachęcał, szczególnie naszych polityków dzisiejszych, do czytania, bo kreślony w nim idealny wizerunek senatora, niekoniecznie tylko do senatora się odnosi, ale tak samo do osoby każdej, której zadaniem jest troszczyć się o publico bono, (por. hasło - bonum communae)  a tym winien się trudnić nawet działacz partyjny. Idealizacja w dziełku jest spora. Wyniknęło ono ze studiów późniejszego biskupa, w Padwie, w szkole Sygoniusza ma i owszem pewien walor dydaktyczny, ale na miły Bóg, nie jest jakąś pracką pisaną na stopień. To poważna rozprawa o zobowiązaniach polityka o jego moralności, prowadzeniu się, odpowiedzialności za państwo, (por. hasło - amor patriae)  o jego wychowaniu, wykształceniu, szkoleniu, o jego cechach wrodzonych i dobrach, ku którym winien zmierzać. A co najważniejsze, budując ów wizerunek polityka nasz Goślicki nie tylko opiera się na nieśmiertelnych wzorach rzymskich, ale tak samo odnosi się do praxis politycznego życia Sarmatów w wieku XVI. Innymi słowy, pisząc swojego senatora po łacinie, zarazem rozsławia imię Polaków w świecie czytającym. Twierdzą niektórzy, że Poloniusz u Szekspira to dług spłacony Goślickiemu, którego senatora na język boskiego Williama przełożono. Pal sześć jednak autora Hamleta. Powiem tyle: jeśli kto dzisiaj czytać miałby ochotę zwierciadła z tamtej epoki (a pamiętajcie proszę o haśle Obraz szlachcica polskiego ), to mam do tego kogoś prośbę: proszę sami powiedzcie gdzie możecie Dworzanina a gdzie Senatora stosować? W jakich realiach dzisiaj współczesnych. Zadaję to pytanie całkiem poważnie, bo może – pamiętne mordobicie – przysłoniło mi niekoniecznie tylko historyczne walory dzieła Górnickiego. Zatem o rewizję proszę i pomoc sąsiedzką.

Krzysztof Koehler