Kromer (wypalenie?)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kromer (wypalenie?) - wspominało się kiedyś (por. hasło -Źwierciadła)  (ale wcześniej, bo podczas redakcji tekstu odniesienie się wycięło, przepraszam) o Marcinie Kromerze, bardzo ciekawej postaci wieku XVI, który, nie wiadomo w sumie dlaczego wciąż jakoś pozostaje w cieniu. Spotkałem się nawet gdzieś z opinią, że Kromer był typem karierowicza, ale nie wiem na jakiej podstawie takie mniemanie się utrzymuje. Faktem, że karierę zrobił sporą. Od dziecka mieszczanina bieckiego po biskupa warmińskiego, od bieckich bruków po wspaniałe trotuary stolicy cesarstwa – Wiednia. Bo, musicie wiedzieć, Marcin Kromer był w bardzo gorącym czasie, w latach 1558-1564 stałym posłem na dworze cesarskim. Przyjaźnił się czy znał osobiście ze wszystkimi ważnymi i wpływowymi osobami w Królestwie. Wymienia się go w gronie najbardziej wybitnych przedstawicieli kontrreformacji w Polsce. Jego korespondencja ze Stanisławem Hozjuszem czy ze Stanisławem Orzechowskim (por. hasło - Orzechowski, Stanisław) to wspaniałe świadectwo polskiego humanizmu. Na swoim literackim koncie miał Kromer kilka wybitnych dzieł. Jedno, wielkie historyczne w trzydziestu księgach napisane De origine et rebus gestis Polonorum i drugie historyczne dzieło, znacznie mniejsze, rodzaj niezwykłego, humanistycznego portretu Królestwa Polskiego, naszkicowanego dla Europejczyków, którzy z dzieła Kromera mieli czerpać wiedzę na temat Polski, jej kultury, obyczajów Polaków i ich historii: Polonia sive de situ, populis, moribus, magsitratus et re publica regni Polonica libri duo. Zwracam uwagę na ten, mogący wszak intrygować (powinien intrygować) zrost: re publica Regni Polonica czyli rzeczpospolita Królestwa Polskiego, ale w znaczeniu, że rzeczpospolita to niekoniecznie tylko nazwa państwa jako takiego, ale tak samo ustrój, jakieś przedziwne połączenie respublica i regnum (połączenie to oddaje absolutnie charakter państwa naszych przodków).  (por. hasło - res publica) Wygłosił też Kromer lub opublikował mowę po śmierci Zygmunta Starego. Śmierć Zygmunta I w 1548 zresztą stała się swego rodzaju retorycznym agonem, obok Kromera, „przemawiał” nad grobem króla między innymi i Stanisław Orzechowski. Dawne to czasy.


A do mnie „przemówił” Martinus Cromerus, bo jestem w Bieczu. Chodzę po odnowionym rynku i okolicach. (por. hasło - Potocki, Wacław (Biecz i okolice) Niestety, mama świadomość, że jestem nie fair, ale wolałem poprzednią wersję tego pięknego miasteczka, tę, gdzie wszystko było krzywe i zapomniane i na wysokiej wieży ratuszowej rosła, zdaje się, brzoza. Kibicowałem jej. Odwiedzałem Biecz też jako jej wierny kibic, bo kibicowałem, znacznie żywiej, powiadam wam, niż niektórzy dzisiaj kolarzowi Majce. Nic na to nie poradzę, że kiedyś ta Kromerówka, resztki muru miejskiego, ogromna beczka na wino i kocie łby, kiedy schodziło się z rynku i szło do zabudowań klasztoru redemptorystów na górce (a przechodziło się koło starej, niezwykłej kapliczki wciśniętej między domy), wszystko to jakoś chwytało za gardło, we wszystkim tym czuło się niezwykłe jakieś napięcie, pamięć dawnej sławy i senną, bajkową współczesność. Dzisiaj jest inaczej, ale pewnikiem wszystko to wina nie miejsca, ale tego, kto je obserwuje. Który postarzał się i patrząc na portret Marcina Kromera widzi w nim trochę siebie: wizerunek starzejącego się mężczyzny, który niejedno w życiu widział, niejednego doświadczył, stąd ma w sobie pewną, tak mi się wydaje, emocjonalną oschłość. Mało i rzadko się wzrusza, więcej rzeczy wydaje mu się oczywistych, znanych może nawet niewartych uwagi. Ale, da Bóg, coś jeszcze może za horyzontem czeka. W końcu jutro jedziemy dalej. Może Gorlice będą bardziej dla wspomnień łaskawe?

Wasz Krzysztof Koehler