Do Moskwy!! (rozważania wieczorne)

 

 

 

 

 

 

 

 

Do Moskwy!! (rozważania wieczorne) - nie jest to moja teza, ale powtarzam ją bez copyrighta, bo padła w rozmowie, którą toczymy na werandzie mając przed oczyma (znaczy ja mam za sobą) szeroką perspektywę doliny, pełnej bujnych lasów. Słucham wywodu o szlachcie mazowieckiej, (por. hasło - szlachta) która jakoś w XVIII wieku około jego połowy osiedla się na terenach litewskich. Ale nawet nie to jest bulwersujące (w końcu to normalne, że ludzie w wolnym państwie osiedlają się tam, gdzie im się podoba), znacznie bardziej to, że Kolega Uczony, który prowadzi ów wywód, mówi, iż zajmując się aktywnością szlachty tego regionu (gospodarczą, polityczną czy sądową) (por. hasła - Sądy (2),sejmik) ,widzi pewne smutne zjawisko, mianowicie takie, że szlachta w pewnym momencie, ale przecież jeszcze za rządów saskich, znajduje jako swój punkt odniesienia Rosję. Ktoś ma zatarg z sąsiadem, ktoś potrzebuje coś ważnego lub mniej ważnego w powiecie osiągnąć – udaje się do Rosjan, a jeśli ma odpowiednie koneksje, kwestie załatwia w Petersburgu. Kiedy caryca podróżuje na Krym, cała trasa jej podróży staje się celem pielgrzymek po protekcję szlachty i magnatów tak zwanych wschodnich rubieży Rzeczypospolitej.

Zapada milczenie. Uczony kolega wymienia wiele nazwisk, podaje anegdoty po czym milkniemy obaj spoglądając w stronę zachodzącego słońca. Mam nadzieję, że Uczony Kolega opublikuje swoje – dla mnie – dosyć porażające wnioski z badań historycznych. Kiedy to uczyni – moje doniesienie, które niniejszym czynię – uzyska nie tylko uzasadnienie, ale tak samo żywą materię historyczną, tak jak ją teraz tu podaję – to jest tylko jakiś rodzaj ogólnikowej refleksji, by nie rzec, plotki. Ale rodzi ona dwa przynajmniej pytania i jeden wniosek. Zacznę od niego. Chwali się tu w naszych moczarach (por. hasło - palus sarmatica) ojców Sarmatów, ale może by czas zacząć się tak samo zastanawiać i nad tym, jak to się stało, jak to było możliwe, by można było w formalnie wciąż jeszcze wolnym kraju, traktować Moskwę/Petersburg jako gwaranta wewnętrznego, sąsiedzkiego ładu w państwie? Co musiało nastąpić w sferze psychiki naszych szanownych przodków, że mogli sobie na takie ekstrawagancje pozwolić? Jak to pomieścić wszystko z tymi szumnymi frazesami wolnościowymi? Co się stało z myśleniem o państwie? Przecież czytamy tu ostatnio dokumenty z czasów Konwokacji z 1573, (por. hasło - Instrukcyja dana posłom na konwokacyją do Warszawy od rycerstwa wszystkich ziem ruskich),  kiedy to czuje się, że cały lud szlachecki (poddani i obywatele, ale czy cały?) zaangażowany jest w proces przygotowania zasad i procedur, które mają przeprowadzić nawę ojczyzny przez burzliwe fale historii, która wtedy mocno przyspieszyła. Proszę zauważyć, nie mówię tu o bohaterskich obrońcach Zbaraża czy wspaniałych husarzach, ale mówię o działalności prawnej, państwowej, instytucjonalnej. To pytanie zadane w nawiasie, nie jest bez sensu. Konwokacja wciąż śle listy do Panów Litewskich, po których to listach przecież widać jak na dłoni, jakie czynią Panowie Litewscy wówczas zabiegi około zabezpieczenia sobie lepszego miejsca negocjacyjnego w Rzeczypospolitej. Nie chcą jechać na konwokację, tłumacząc jakby dopiero uczyli się demokracji, że żadna bumaga im tego nie nakazuje, a na pewno nie stoi to w przywileju Unii, zatem nie czują się w obowiązku jechać. Na elekcję, owszem, na sejmy, czemu nie, ale kiedy trzeba działać wspólnie, niestandardowo – nie, tego nie napisano w żadnym prawie, nie pojedziemy. Rady Koronne tłumaczą im, że sytuacja jest wyjątkowa. Litwini doskonale to wiedzą, więc ciągną ile wlezie w swoją stronę, ale na konwokację wysyłają tylko swoich posłów, jak jakieś obce państwo.

Nie, nie chcę, aby traktowano to, co tu piszę, jako dalszą część procesu wytaczanego Litwinom przez Stanisława Orzechowskiego. (por. hasło - Orzechowski, Stanisław) Nie chcę tej same awantury, ale nie umiem odsunąć od siebie myśli o owym wschodnim naszym partykularyzmie, który jeszcze wzmagał się z pojawieniem się wielkich fortun, z tymi wielkimi ziemiami związanych. Stare to biadolenia, ale może kierunek mego rozumowania sensu nie ma? Trzeba by to jakoś jeszcze zgłębić. Drugie pytanie, które zawisło nad tą naszą rozmową na tarasie z widokiem na dolinę, to kontekst czasów współczesnych, dzisiejszych, trudnych dni. Dzisiaj patrzenie na Moskwę i szukanie tam jakichś punktów odniesienia jest niemodne. Ale przecież całkiem niedawno było jeszcze inaczej. Dajmy temu pokój, jak mawiał mój mistrz. (por. hasło - Ulewicz, Tadeusz) Teraz jest już (da Bóg będzie) inaczej. Przerwaliśmy więc naszą rozmowę zasłuchani w ciszę zapadającego wieczora.

Krzysztof Koehler