Gadaniem mając obrzękłe…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gadaniem mając obrzękłe… - ale bo też próbujemy się podnieść z klęczek, bo albo czegoś nie zrozumieliśmy, albo faktycznie ma rację wspominany niemiecki badacz (por. hasło - Historia? Jest rozmową ), że dopiero właściwie na przełomie wieku XVI i XVII pojawiła się refleksja republikańska w polskim piśmiennictwie. Gdyby tak było faktycznie, Orzechowski, Stanisław, Modrzewski i recta ratio) czy Wolan – byliby zupełnie w innej lidze występowali, ale chyba nie występowali jednak. Może Skarga, Piotr), jeśli pamiętacie, był monarchistą, ale trzej wymienieni, raczej nie. Gdyby Niemiec miał rację po cóż pisałaby o czym swą pracę Dorota Pietrzyk-Reeves? Gdyby badacz znad Renu i Mozeli miał rację? Ba zapewne w świecie niemiecko- języcznym będzie miał rację, bo kto ją ma mieć inny, jeśli nie istnieje w nim wcale na przykład rzeczona praca? Mam doprawdy wrażenie, że my się nie troszczymy o naszych przodków. Albo, że stanowczo za mało się o nich troszczymy, wierząc, że Pasek, Kochowski, Wespazjan, Potocki, całe to oryginalne, ale nieme towarzystwo sobie poradzi, a my z nim. No, ale przecież nie poradzi sobie! Albo poradzi sobie tak jak sobie radziło w pierwszej połowie wieku XVIII – kiedy czarna jakaś milcząca niemoc spadła na ojczyznę Sarmatów i udawali się załatwiać swoje sprawy, jak się to już mówiło, do rosyjskiej omnipotencji. I milcząca przytakiwali tym, którzy mówią w ich imieniu. Polak? A niechże on siedzi cicho! Co on właściwie ma do powiedzenia? Jak gębę otworzy, płyną z niej dyrdymały, farmazony, pustosłowie, wyrazy puste zdradzające nieprawdopodobną manię wielkości, jakąś chorobę na wielkość, przy tak ponurej, nijakiej, byle jakiej codzienności. To wszystko co ma do powiedzenia, ów w kontusz odziany brzuch. Basta. Będą za niego lepsi przemawiać.

Wracam na tych klęczkach będąc, nurzając się w owym staropolskim wielo- czy pustosłowiu. Ale, jak powiadał Gombrowicz, pusto jakoś. (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa, no a Gombrowicz?) Głośno, napuszenie, ale pusto. Pisało się, jak to wszystkie instytucje w naszym pięknym kraju zdominowane były przez gadułów, mówiących i wysłuchujących wielogodzinnych oracji. (por. hasło - Erystyka, retoryka i głębsze znaczenie ) Ostatnio wyczytałem na przykład, że Zygmunt Waza nie był w stanie wytrzymać fizycznie wielogodzinnych tyrad związanych z koronacją, trochę mu to miano za złe, że okazywał znużenie. Ale nie ma co się dziwić: przyjechał od Bergmana, trafił na naród rozgadany, w gadaniu zanurzony, ale jeszcze przynajmniej w swoim imieniu o sobie mówiący! I przecież, nie masz racji badaczu-Niemcu – używający swego rozumu do rozmawiania o swoim kraju w języku republikańskim. Widzicie go? Już gada, zagadać chce, ową pustkę z tego niekończącego gadania się wyłaniającą. Nie wiem jak to jest, ale które mówienie się liczy? Czytam „Oratora politycznego” księdza Woysznarowicza, wertuję pamiętniki, zagłębiam się w diariusze sejmowe czy mowy pomieszczane w niekończących się sylwach. Słowa płyną, potoczyście, zbyt obficie, zbyt w wyszukanych niuansach, piruetach poskręcane, pochowane, zdeformowane. Może są słowa, które zastępują działanie? Może dawna Polska umarła z przegadania? Wcale nie rozbiory, tylko wielogodzinne mowy, dokonały spustoszenia? W umysłach, ciałach, woli. Umarli, bo nie mieli wiele do powiedzenia? Albo umarli bo nie mając nic do powiedzenia, mówili za wiele? Zagadali się na śmierć? Nie, nic się nie stało z autorem palusa,  (por. hasło - palus sarmatica )po prostu odpłynął słuchają jednej z ostatnich mów Pana Paska, którą chciał się pocieszyć, zmartwiony, ale jakby go w łeb zdzielił, z deszczu pod rynnę się dostał…

Jako ukrzyżowany Syn przed Ojcem najpoufalej w swoich żali się dolegliwościach, tak i my życzliwi WKMości, P[ana] n[aszego] Miłościwego, poddani, mając sobie za ojca ojczyzny naszej, chowamy pro ultima siti łaskę i Pańską WKMości, P. n. Miłościwego, protekcyją; do której że i ja z poddańską recurro supplex submissyją, deprecor primum Pana mego Młgo Maiestatem, że mi privato przychodzi Pańskie poważne et multis ojczyzny curis zatrudnione turbować ucho; jednak nie moja w tym wina, ale tych, którzy, mając swego dosyć, chciwe na cudze zbiory zaostrzyli apetyty. Byłem żołnierzem, non per intervalla, ale continue służąc, przesłużyłem florem aetatis cum dispendio zdrowia i fortun. Mam świadki cicatrices i moich komilitonów, których jeszcze widzę wiele in ordine equestri i w senacie przy boku WKMości, PMMłgo. Nie p[oczuwa]m się w żadnym takim postępku, za który dobra konfiskują; nie winienem nikomu nic. JMość pan margrabia pińczowski ex bene placito wziął mi substancyją i, prawie rzec mogę, reliquias nieprzesłużonej do [o]statka na usłudze tej Rzpltej sztuki chleba ojczystej. Nie wykroczyłem extra orbitam ordinationis, ponieważ [nie] lege vetitum dawałem, [lecz] na arendę, co jest antiquo usu practicatum; dawałem nie na prywatne ekspensa, ale in deportationem dawnych margrabskich długów, zaraz prawie post fundatam ordinationem zostawionych, o czym kontrakt docet; dawałem legitimo tutori, stryjowi rodzonemu, który wyrachował się z tych piniędzy, ode mnie wziętych, sukcessorowi i kwit de tutela otrzymał cum approbatione kontraktów et certitudine pretensyj naszych. Nie wiem tedy: z dzierżawy mię wygnano, piniędzy nie oddawszy, i to, co było in (…) et supetlectili, per subordinatos, już tak rzec mogę, in praedam pozabierawszy. Boli mię, Miłościwy Najaśniejszy królu, Panie mój Miłościwy, strata ubogiej mojej substancyjej, ale i to niemniej boli, że sine socio doloris sam siebie tylko widzę na tym celu nieszczęśliwości, bo wszyscy contrahentes, etiam obligatorii, jedni ex asse już są, satisfacti, drudzy hucusque zostają w posessyjej; mnie tylko jednego — nie wiem, z jakiej okazyjej — taka Ich Mościów potkała łaska, że nie przestają, saevire na ubogą substancyją bez żadnej przyczyny, ale z samej tylko przeciwko osobie uwziętości.

Brr. Co byście, gdybyście królmi byli, na taki wylew polsko-łacińskiej czułostkowości odpowiedzieli? Jak zareagowali? Pewnikiem, nie rozumiejąc może do końca, jakąś mówkę palnęli, żeby cicho nie było. Mówienie ma być! Cisza dokucza. Milczenie – durnia znamionuje.

Nagadawszy się zakończył wpis

Krzysztof Koehler