My sam na wsi (uwagi sąsiedzko-bibliograficzne)

 

 

 

 

 

 

 

 

My sam na wsi (uwagi sąsiedzko-bibliograficzne) -

Prawda, że-ć mi się jeszcze nie dostało

Gospodarować; tylko się widało,

Kiedyśmy na włość z chorągwią chodzili,

Co też robili.

Lecz widzę, że to nie filozofija

Rolę sprawować, potrafię w to i ja.

Nic łacniejszego, jako się nauczyć

Siać, orać, włóczyć.

- No nie wiem, szczerze ci powiem, Mości Panie Zbigniewie, jakoś tego nie widzę. Chyba, żeś Pan taki zdolniacha i to coś zobaczył, co inni robili, zaraz pan podchwycisz i do roboty weźniesz. W każdym razie, jeśli tak, to gratulacje.

- A waćpan?

- A wie pan, nigdym o tym nie rozmyślał. A to się człowiek przypatrzył, może nie jak pan, z konia pod chorągwią, ale tatusiowemu zarządzaniu, panie dziejku, gospodarką folwarczną. Jakby to panu powiedzieć, jakbym nieco dłużej jeszcze, no, znacznie dłużej pożył, zapewne zgodziłbym się z tezą Jana Bystronia: Panowało powszechne przekonanie, że od łaski boskiej zależy urodzaj i współudział człowieka jest tu bardzo ograniczony; panował więc zarówno sceptycyzm co do możliwości bardziej racjonalnej gospodarki, jako też przekonanie, że gospodarzyć może każdy.

- A to nie jest prawda, to jakiś ogólny sąd, wywiedziony nie wiadomo z czego. Przepraszam, czy jakikolwiek chłop, znaczy rolnik w czasach pana Bystronia, aby przejąć po ojcu gospodarkę chodził do szkoły agronomicznej? Człowiek od młodości przywykał, uczył się, per exemplas, naśladując ojcowskie czy dziadowskie zachowania.

- A co do ludzkiej pracy, tfu!, ten pana Bystroń, cóż on może wiedzieć, jakiś sceptycyzm, co on gada, skoro Jan z Czarnolasu nie boi się stwierdzić (por. hasło - Kochanowskiego Jana wybory):

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje…

- A poza tym (szlachcie, na tym zgromadzeniu sąsiedzkim, bo się gospodarz, jak pewnie pamiętacie, ukrył pod cebrzykiem na świniobicie, a goście, wracający z polowania, podjęli się, hm, gry rozmownej, rozwiązały się więc im języki, podlane wińskiem), a poza tym, panowie mam wymieniać bibliografię? Proszę bardzo Trzycieski, Andrzej, Piotra Crescentyna Ksiegi o gospodarstwie,1542, Gostomski, Anzelm, Gospodarstwo, 1583 (potem wydawano jako Oeconomia); Zawadzki, Teodor, Memoriale Oeconomicum, 1616; Haur, Jakub Teodor, Oekonomia ziemiańska generalna, 1675; z Nidborku, Jan Herman, Ziemianin albo gospodarz inflancki, 1673 a wreszcie Łatwe sposoby uprawiania roli, 1766 czy na koniec wszak arcydzieło czyli Chmielowski, Benedykt, Nowe Ateny (wiele wydań). Mało?

- A Kalendarze ? Nie zapominaj Waćpan o Duńczewskim, bo czego nie powiedzą ojciec ani matka, powie ci kalendarzowa wkładka.

- Nie było takich! Przecież wystarczyło nam otworzyć Haura, wszystko tam mieliśmy jak na dłoni podane; o siewie, o zbożach, o lekarstwach końskich, spuście do Gdańska i o oborze, spiżarni itepe.

- No a wiedza praktyczna, codzienna? Sekreta do wielu rzeczy gospodarskich: ryby na kuchnię, aby prędko się łowiły, aby kucharzom za odejściem z garnków nie skipiało, włosy siwe, aby były czarne, psi aby się nie wściekali itp.

-Tak, panowie, Haur jest tak kosmos. Kto Haura czyta, prawdy się doczyta. W takim to albowiem sosie, płynie nam życie nasze szlacheckie (por. hasło - Działeczka: szpłacheć cnoty?) w posiadłościach. (por. hasło - My sam na wsi w posiadłościach ojcowskich) Wspierają jego uwagi naszą egzystencję, i on żadnych nowatorskich rzeczy nie wymyśla, raczej idzie za tym, co ojcowie przekazali (podobnie zresztą jak nasz poczciwy Chmielowski, z którego, wiemy, wiemy, po latach uczynią światli ludzie potwora jakiegoś).

- A pamiętacie jak Haur radzi z kretem walczyć? Moja pani straszne szkody w swoim ogródeczku od kreta cierpi, próbowałem, nic nie dało, potem się dowiedziałem, że kret pod ochroną.

- A co Haur powiada?

- A dostać żywego kreta i na proch go spalić a tym prochem ich miejsca przechodne pozasypywać/…/ ten zwierz jej w swojej woni i nozdrzach tak delikatny, że swego rodzaju zaraz pozna męczennika, zaczem opodal od tego uchodzić będzie miejsca.

- A to nie wiem, u mnie, gdzieś wyczytałem, psie kłaki wpychamy do krecich korytarzy. Pacyfistycznie się zachowujemy, kret, faktycznie obdarzony owym delikatnym węchem, zaraz się wyniesie.

- Gdzie?

- No, nie wiem. Co mnie, że tak powiem, krecina obchodzi. Żyje se bidulek na wolności, z dala od moich włości..

- Tego się właśnie domyślałem! To stąd u mnie takie zatrzęsienie kretowin!

Po czym zaczęli się spierać, wymachiwać pięściami. Krzyczeć. (por. hasło - Sąsiedzkość)

Ja się oddaliłem, miodu ani wina nie zdążywszy się napić.

Ale wrócę, nie martwcie się, wrócę, jak nieco ochłoną.

Krzysztof Koehler