Dziadowskie (peregrynacje?)

 

 

 

 

 

 

Dziadowskie (peregrynacje?) - idziemy po ciemku, noc się już zrobiła, przez działki, gdzie mieszkają w całorocznych domkach porzuconych przez właścicieli, ci, którzy nie dają się bezdomności, palą ognie, na nich pieką i gotują, w ogóle ciężkie życie pędzą, nasi sąsiedzi, (por. hasło - Sąsiedzkość) i wtedy w tym miejscu spłynęło na mnie pytanie o to, jak przedstawiała się ta grupa w czasach sarmackich ludzi wędrownych, pozbawionych miejsca, przemieszczających się. Mało mówi o tym poezja szlachecka. (por. hasło - poezja ziemianska) Nawet ta mająca dobre ucho do tego, co dzieje się wokół, niemniej jednak w 1612 wydano dziełko Peregrynacja dziadowska, które – w satyrycznym co prawda ujęciu – jednak trochę rąbka owego świata nie opisanego, może zapomnianego, trochę jednak uchyla. Tak pisał o nim wielki Julian Krzyżanowski: Akcja /…/ przedstawia wiec dziadowski w Jodłowej pod Pilznem; obradujący żebracy omawiają szlaki swych wędrówek po głośnych miejscach odpustowych, przedstawiając jednocześnie bogaty repertuar sztuczek, obliczonych na oszukiwanie naiwnych dobrodziejów. Utwór przynosi znakomity obraz obyczajowości środowiska żebraczego i stosunków społecznych, w jakich bohaterowie utworu działają.


Oto przykładowa autoreklama „baby wędrownej”:

Choroby umiem leczyć, rozmaite członki,

Do połogu rozumiem około szlachcianki.

Uroki umiem ludziom rozmaite żegnać,

Diabłem człeka opętać i zaś go odegnać.

/…/

Dziewki umiem porządnie do młodzieńców zwodzić,

Uczynię, co nie będzie nigdy dzieci rodzić.

Jak widać różne to były i nie zawsze bezpieczne dla otoczenia umiejętności. Różne, jak twierdzą badacze, były powody wejścia na drogę wędrowniczą. Często bywało to zbiegostwo z miejsc wielkiego ucisku, trudu, znoju. Zasiedlali owi uciekinierzy niekiedy leśne ustronia trudniąc się tam na przykład smolarstwem, albo otwierały się przed nimi wielkie połacie ziem wschodnich, gdzie prawo (por. hasło - Prawem i.... prawem)  Rzeczypospolitej, kolejne ustawy wydawane przez sejmy (por. hasło - sejm), nie obowiązywało, a jeśli jednakowoż obowiązywało, to jednak miało małe możliwości wykonawcze. Świetnie oddają ten świat cytaty z Bystronia:

Byli to wykolejeńcy z miasta czy wsi, bywali godposarze, którzy oddawszy gospodarstwo dzieciom, szli szli na wędrówkę, pragnąc użyć nieco swobody i być bliżej kościoła/…/ bigoci, mistycy, niezrównoważeni marzyciele, często także i psychopaci; nie brakło tu, oczywiście, rozmaitego rodzaju kalek/…/ W osobliwej tej czeredzie nie brakło więc jednostek niepospolitych, mądrych, przebiegłych, artystycznie uzdolnionych; niektórzy z nich znali także i trochę książkowej nauki… Był więc taki dziad przede wszystkim jakby sługą kościelnym, pobożnym człowiekiem, który niejedną pielgrzymkę odbył i o rzeczach świętych dużo wiedział, znał rozmaite (skuteczne w takich czy innych wypadkach) modlitwy, opowiadał legendy, nauczał i moralizował, śpiewał pieśni religijne/…/ roznosił rozmaite wiadomości, opowiadał i śpiewał/…/ był on pośrednikiem, wywiadowcą, załatwiał rozmaite polecenia/../ był także lekarze i czarownikiem…Może wystarczy.


Zapewne pamiętacie państwo Pana Zagłobę, który w towarzystwie pięknego i delikatnego niemowy przedzierał się jako dziad-lirnik przez ogarniętą wojną domową Ukrainę. Widywano dziadów (mieli oni mieć swoje korporacje dziadowskie) w miejscach tłumnie obleganych. Pod kościołami, przy figurach przydrożnych, tak samo oczywiście w miejscach pielgrzymkowych (por. hasło - Pielgrzymowanie – sarmacka religijność) czy na odpustach i jarmarkach. Wszędy było ich pełno, wszędy się pojawiali, wszędy mogliście się na nich natknąć, mieliście zatem szansę stosunkowo często dać upust swojemu chrześcijańskiemu miłosierdziu. Nie brakowało zapewne i wędrownych wagabundów wśród szlachty. Potocki sobie żartuje z jednego z nich:

Żeby cytryny, żeby pomarańcze jadał,

Choć ci on dla ćwiczenia w języku powiadał,

Młody człowiek wyjechał z Polskiej między Włochy;

Jakoż przejął języka tamtego coś trochy,
Ale swego zapomniał, bo niedobrze umiał.

Więc kiedy tam nad swoję kondycyję szumiał,

Prędko wątku nie stało; do domu się zaczem,

Wyjechawszy cielęciem, powrócił rogaczem,

Bo się z kurwą ożenił; lecz on dba o to mniej,

Jeżeli zapomniany język mu przypomni.

Szlacheccy peregrynanci zapewne różnili się zatem od tych „dziadowskich”, co nie znaczy, że niektórzy z nich tak samo nie mogli wysiedzieć w jednym miejscu.

O czym was pokornie informuje wasz nieco zasiedziały

Krzysztof Koehler