Peregrynacje (szlacheckie)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Peregrynacje (szlacheckie) - mówiło się ostatnio (por. hasło – Dziadowskie (peregrynacje?) na koniec o owych szlacheckich peregrynantach, którzy co prawda dziadowskimi wędrowcami nie byli, niemniej jednak z innych nieco powodów stają się często obiektami dosyć niewybrednych ataków kolegi Potockiego (por. hasło - Potocki) i podobnych mu „narzekaczy” na tych, którzy wywędrowawszy z Ojczyzny, zapomnieli o tejże, albo popadli w inną jakąś dziwaczną przypadłość. Czytajcie Rodacy, Londyńczyczy, nasi kochani, zdobywcy obcych ziem i lądów. Czytajcie i zastanówcie się.

Szlachcic jeden o swoim powiedał mi synu,

Że do Paryża czy go pośle do Londynu;

Więc że już był u dworu: „Do wojska by – rzekę –

Bo wyrósł, żeby nosić miał do szkoły tekę.”

„Nie dla nauk – odpowie – lecz żeby się krajom,

Ludziom obcym przypatrzył i ich obyczajom.”

„Byle – rzekę – dla cudzych swoich nie zabaczał;

Jako ów, co już całą świecę w łoju maczał,

Chcąc, żeby mięższa była: i łój z niej otopił,

Długo trzymając, i knot tak się wody opił,

Że choć go potem łojem, choć smarował woskiem

Nie mógszy świecą, został do woru z powrozkiem.

Niejedenże dziś, co się cudzą ziemią bawi,

Nie tylko substancyją ojczystą zostawi,

Ale i obyczaje starej polskiej mody;

Co gorsza opiwszy się cudzych, jako wody,

Inakszych od tutecznych daleko humorów,

Ni na co się nie zejdzie, prócz wiązania worów.”

Ot, przemowa, ale słuchajcie, szanowni, i jeszcze zwróćcie uwagę na aspekt ekonomiczny owych podróży:

Jeżdżą po cudzych krajach ludzie bez rozumu,

Rozboju i morskiego nie bojąc się szumu.

Nie zdarzyło się więcej wędrować nikomu

Nad pieniądze: nie mają dziedzicznego domu.

Już sto razy objechał świat czerwony złoty,

Wżdy co mu przybyć miało i wagi, i kwoty,

Ubyło: tak się wytrze, że i odrobiny

Stempla, na nim królewskiej nie rozeznać miny.

I Polacy do cudzych z kosztem jeżdżą krajów,

Pozbywają ojczystych cnotę obyczajów.

Bogacą Włochy, Niemcy, Francuzy włokitą

A siebie i ubożą swą Rzeczpospolitą.

Jako ludzie w tej mierze, tak pieniądze głupie,

Gdy się księdzu brać dadzą, który je w skorupie

Leda kędy zagrzebie; mnie, gdyby obierać,

Wolałbym, niż w turmie gnić, po świecie się tyrać.

Choć ci i błazna możesz tymże gwichtem zważyć,

Który mając pieniądze, nie umie ich zażyć;

Ta tyko między nimi rzecz różnicę czyni,

Że, niż w ziemi, poczciwsze więzienie jest w skrzyni.


A efekt owychże peregrynacyj? A co z męstwem? Walecznością? (por. hasła - bezprzykładne męstwo,Okopy, transzeje, historie bojowe)

Oddawał Aleksander w Ilijum ofiary

Bogom swym, gdy stanąwszy przed nim kapłan stary:

„Chceszli – rzecze – pokażęć, wielki królu, chutnie,

Instrument starodawnej Parysowej lutnie.”

„Gdybyś mi – odpowie – dziękowałbym nisko,

Włócznie Achillesowej przyniósł oszczepisko,

Bo ta serce do męstwa w piersiach moich ruszy.

Niechaj z muzyczką swoją gniją niewieściuszy.”

Za ostatnie Polacy jeżdżą dzisia zarze,

Ucząc się grać na lutni albo na gitarze.

Wypadła im kopija z garści dla obrony

Ojczystej: wolą zagrać, wolą brząkać w strony.

Jak to się mówi, nic dodać, nic ująć. Komentarzy nie poczynię, ale zasumituję się patrząc, co się z naszym umiejscowieniem mentalnym w Europie dzieje wobec przeróżnych jakichś takich czy innych (wiecie, rozumiecie) zewnętrznych zagrożeń. No, ale nie ja miałem o rolę „narzekacza ogrywać”, jeno starodawni poeci nasi.

Krzysztof Koehler