Mierzą, liczą, płacą (przepłacają?!)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mierzą, liczą, płacą (przepłacają?!)

Z taką oto, jak na załączonym wyżej zdjęciu, ładnie wyszła, nie sądzicie?, zaliczam rozmówkę, niewiastą (por. hasło - Kobiecość (sarmacka i wieczna) :

- Dzień dobry. Czy mogę prosić pół korca pszenicy?

- Jakiego korca?

- No, korca.

- Ale jakiego, bo mamy różne korce: mamy korzec, proszę pana, tutaj u nas: oświęcimski, i krakowski, mamy korzec, ma się rozumieć, proszowski, pilzneński, bocheński, biecki, lelowski, słomnicki, i jasielski, sandomierski itp. A jesteśmy właściwie dopiero w Małopolsce.

- To jak to?

- No, proszę, oto przelicznik

Czytam: cztery korce oświęcimskie są równe pięciu krakowskim, a korzec na przykład bocheński ma pół korca krakowskiego, ale już słomnicki to dwa krakowskie. Przestaję czytać. Mam już zadanie z algebry dla syna: Jasio poszedł do sklepu i kupił dwa korce krakowskie cukierków. Powiedz ile kupił korców oświęcimskich, ile bocheńskich a ile słomnickich, przy założeniu, że to są wciąż te same pyszne cukiereczki. Słyszę jednak jak szemra gdzieś spod budki z piwem stary poeta (por. hasło - Potocki, Wacław (Biecz i okolice):

Co województwo, co powiat, co miasto

Insza waga i łokieć, inszy garniec, korzec.

Bezprawie, nierząd wielki, inaczej trudno rzec.

Tak. Tak, zaiste. Ale dopiero padło na mnie wielkie zaniepokojenie, kiedy przyszło do płacenia. Pani powiada:

- Cztery grosze polskie.

- Ale mam tylko szelągi i szóstaki.

- Może być, płać pan. A nie masz pan czerwonego złotego?

- Nie, mam tylko te nieszczęsne grosze.


A mógłbym równie dobrze mieć denary, które jeszcze w XVI wieku były w obiegu. Mógłbym też mieć, gdybym żył w wieku XVII pieniądz o nazwie ort, który był czwartą a potem piątą częścią talara, ale mógłbym też poza ortem (zwanym też tynfem) i talarem mieć dukaty (które miały odmiany: półdukaty, dwudukaty itd.), ale też portugały czy półportugały, a przecież tak samo i złotówki (jeden złoty za Jana Kazimierza to było 30 groszy). Głowa od tego wszystkiego boli. A przecież nie mieli nasi przodkowie szanowni (por. hasło - oni-my)  ani kalkulatorów, ani pieniędzy z plastiku, którymi dzisiaj tak chętnie płacimy. Zaiste, życie ówczesnych naszych rodaków (por. hasło - ojcowie)  pod tym względem musiało być ciężkie. Pisze o tym arcyciekawie (aczkolwiek zniechęcająco dla tych, co chcieliby lokować swój kapitał) Bystroń:

Nazwy były bardziej konserwatywne aniżeli wartość pieniądza. Zmienia się wartość poszczególnych jednostek, zmienia się również stosunek poszczególnych jednostek do siebie. Tak np. w r. 1528 dukat był wart półtora talara czyli czterdzieści pięć groszy; w czterdzieści lat później dukat ma 53 grosze, a talar 33. W połowie siedemnastego wieku dukat liczy się na 180 groszy a talar na połowę, 90 groszy. Pod koniec istnienia państwa dukat równa się 18 złp, a talar ośmiu. Przy czym dodaje badacz, że to tabela kursów oficjalna. Nie lepiej oceniają ruch na rynku walut dawni nasi, szlacheccy autorowie. Na przykład Starowolski: Zaczęto bić orty takie, co w talar pięć wchodziło. Nie wyszło półrocza, aliśmy już ośm ortów na ważki przeciw talarowi kładli. No i grasowali fałszerze. Rynek popadał w inflację, pieniądz chorował na dewaluację. Brr. Nie to co dzisiaj. Za mojej młodości, w wieku męskim i teraźniejszym starszym – hm, zawsze kochana złotóweczka królowała. Różnej bardzo, co prawda, wartości. Za tego Bystronia, możecie mi nie wierzyć, kochane dzieci, co to go tu cytuję, zapłaciłem kiedyś 205 000 złotych. Nie wierzycie? Zapytajcie swoich rodziców, onegdajszych milionerów.

Wasz dziadunio Krzysztof Koehler