Szerokie sarmackie włości

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szerokie sarmackie włości – ale konkretnie ile? Jaką powierzchnię zajmują owe włości szerokie? O hektarach mówimy czy o kilometrach kwadratowych? Ach, nieznośna geometria, przeliczniki. No, ale kiedyśmy już z pieniędzmi się uporali (por. hasło -Mierzą, liczą, płacą (przepłacają?!)), kiedy za sobą już mamy liczenie długości (por. hasło - Jadą, jadą, dojechać nie mogą), to czas na powierzchnię. Wszystko musi być, jak to się mówi w Małopolsce, galantnie i po kolei. Dowodzi z właściwą sobie swadą Jan Bystroń: Miary przestrzenne były więc niedoskonałe, ziemi było dużo, na kresach tyle było ziemi nie uprawionej, że kto tylko chciał, bez trudu ją uzyskiwał. W takich warunkach i granice przeprowadzano schematycznie, zaznaczając tylko ważniejsze punkty; nikt o drobne skrawki ziemi się nie kłócił, skoro jej było dość. Granice szły rzekami, lasami, wzgórzami; punktami orientacyjnymi były samotnie stojące drzewa, kurhany, krzyże przy drodze…. Niesamowicie interesująca jest ta pewność badacza; zachwycająca jego, że tak powiem, wiara w dobrą naturę człowieka, niekłótliwego, nie chciwego na ziemię sąsiada. Rozumiem, że kluczem do sprawy są owe „drobne skrawki ziemi”: co rozumie się pod pojęciem „drobne”? Drobne, to ile? No na przykład kilka morgów. Czyli ile? Voila! Pisze Gloger, rozumiejcie, jak potraficie: morgiem czyli jutrzyną nazwano taką przestrzeń roli, którą można było parą wołów zaorać przez dzień od rana, to włóka oznaczała większe pole, które po zoraniu lub posiewie potrzeba było włóczyć czyli bronować także cały dzień. Do włóki chełmińskiej i polskiej przywiązano następnie znaczenie przestrzeni 30-morgowej (r. 1576, Vol. leg. II, f. 949), czyli, jak ją matematycznie określano, długiej 300 a szerokiej 30 prętów, licząc pręt po łokci warszawskich 7 i pół. Włóka tem się różniła od łanu, że oznaczała przestrzeń orną czyli włóczną, gdy łan oznaczał pewien wymiar (w różnych stronach rozmaity) całego gospodarstwa, więc z łąkami, wygonami i t. d. Ponieważ mórg litewski był o ćwierć większy od nowopolskiego, więc w tym samym stosunku i włóka litewska jest większą od polskiej. W Wielkopolsce włókę roli zwano często z niemiecka hubą lub hufem. Jak morgi tak i włóki bywały kilku wymiarów; w królewszczyznach mierzono na 33 morgowe.


To przecież jasne: są trzy miary gruntu: najpierw idą morgi, potem włóki a na końcu łany. Reszta jest – jakąś dla dzisiejszego czytelnika - improwizacją, boć i te niby trzy oczywiste wielkości (morgi – jasne, włóki – rozumiem, łan – trzeba wyjaśnić) miały swoje różne wariantywne sposoby istnienia. Zygmunt Gloger podaje zresztą całą obszerną literaturę przedmiotu, od czasów najdawniejszych ( Geometria Grzepskiego – 1566), po prace XIX wiecznych badaczy zajmujących się tym problemem. Dla nas być może najważniejsza jest dosyć frapująca informacja, że niejaki Teodor Zawacki w swojej pracy Flosculi practici (r. 1619) doliczył się aż jedenastu rodzajów łanów, a swoje przemyślenia oparł na wnioskach płynących z rewizji królewszczyzn. Otóż Monsieur Zawacki rozróżnia trzy rodzaje łanu frankońskiego, dwa rewizorskiego, dwa typy włóki chełmińskiej, jedną włókę litewską i aż trzy rodzaje łanu kmiecego. Ale to nie koniec: podobno (powiadają) istniał jeszcze łan królewski czyli staropolski, który ma się równać aż ośmiu łanom frankońskim, a łan kmiecy istniał w dwu rodzajach: mniejszego i większego. Problematykę podsumowuje zabójczym sztychem słownym Jan Bystroń: Różnice były bardzo znaczne, skoro łan królewski stary miał chyba około 120 morgów, a kmiecy mniejszy niewiele więcej ponad 12. Kiedy to wszystko się weźmie pod uwagę, można pojąć już owe pobożne rozważania nie tylko tego badacza, ale i co się tu u nas pisywało o sielskiej, (por. hasło -  My sam na wsi w posiadłościach ojcowskich), otworzystej, (por. hasło - Działeczka: szpłacheć cnoty?) , nie chciwej, szczodrej naturze szlacheckich i chłopskich osadników. (por. hasło - Sielanka - pochwała) Złośliwie można powiedzieć: jak czytamy zresztą w przeróżnych podręcznikach gospodarskich: Ile to, Mospanie, gruntu macie? A pódźta do łokna. Co widzicie, syćko moje. A ile  tego? Jak łokiem sięgnąć.

Skończyłem.

Krzysztof Koehler