Nazajutrz (1)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nazajutrz (1) - pamiętacie jeszcze, daj Boże, nasze ostatnie o chłopcach wypominki. (por. hasło - Chłopcy) Tę scenę nieodzownej pomocy chłopca, kiedy pan jest w sytuacji the day after? Morning after? Przypomniało mi to historie, które kiedyś opisywał wzruszająco nasz Łukasz Górnicki. Rzecz może średnio śmieszna, ale jednakowoż dowodzi animuszu dowcipowego (por. hasło - Koncept) naszych przodków (por. hasło - ojcowie), których, a czemu by nie, nam – jak sądzę – jak i inszych rzeczy naśladować może się i godzi? Pukarzewski prosił na wieczerzą Skotnickiego i był mu tak rad, że go i od rozumu odpoił, także kiedy już na nogach stać nie mógł, sługi jego jedyne z gospody odprawił, drugie pozamykał, a pana tak śpiącego kazał sługom swym nieść do jednego sklepu już na to nagotowanego i tam kazał go wsadzić w łańcuch i w pęta i zamknąć kilkiem kłotek, straż u drzwi przystawiwszy. Skotnicki, iż był okrutnie pijan, jeszcze k temu na wiatr wyniesiony, kęs jeden onego nie czuł. Owa przespawszy kilka godzin jako umarły, ocknie się nadedniem i woła: Cóż się dzieje, ki mie diabeł tak wsadził? Przebóg gdzieżem? A jest tu kto, ozwi się, proszę! Gdy na pirwsze wołanie nic mu nie odpowiedziano, pocznie znowu wielkim głosem wołać: Jest tu kto, przebóg cię proszę, ozwi mi się! Dopiro się straż nauczona odezwała, mówiąc: Awam ja sam z drugimi, a czego chcesz? Rzecze zasię Skotnicki: A ty ktoś, miły bracie? Odpowie mu: Straż nad tobą, żebyś się nie wyłamał. Zaś Skotnicki powie: A prze cię Pana Boga proszę, któż mie to i prze którą przyczynę w te żelaza wsadził? Odpowie straż: A wierę nie wiesz? Dowiesz się, gdy cię we dnie na plac wywiodą. Tu Skotnicki: Czas panny Maryjej – i, pomilczawszy trochę, rzecze zaś. Ale, mój najmilszy bracie, prze cie Boskie miosierdzie proszę, wdy mi powiedz, com uczynił, bo ja, na Bóg ci to żywy przysięgam, nie wiem, ani pomnię, aby co namniej przeciwko komu wystąpił. Straż zasię tak powiedziała: Aza nie pomnisz, żeś poczciwą dziewieczkę zgwałcił i ojcaś jej, gdyć jej wziąć bronił, zabił? Skotnicki dopiero krzyknie: A niestetyż narodziwszy się mnie na ten świat! A bezecne pijaństwo, do czegożeś ty to mnie przywiodło, iż oto marnie, a sromotnie garło dać muszę? Czemużeś ty mnie radniej, miły Panie, w onych potrzebach, gdziem bywał, zginąć nie dał, iżbych był nigdy na katowskie ręce nie przychodził. Ha, Pukarzewski przyjacielu, przesiędzieć mi twego wina! Aby cie było pirwej w sztuki zsiekano, niżem ja do twej gospody iść pomyślił! Ach, nędzni moi przyjaciele, to teraz ze mnie weźmiecie cześć; dlategoście mie jednak byli do dworu wyprawili, abych was tą zmazą i wieczną sromota pocieszył. Owa tego lamentu było z pół godziny, nakoniec jął pytać straży: A moi braciszkowie, wiele was tu mnie strzeże? Odpowiedział mu iny już z onej straży, a nie ten, co pirwej: Sześć na tu – prawi. A Skotnicki zaś: Kiedyby jeden z was chciał uczynić to miłosierdzie nade mną, a iść po którego mego sługę. Odpowiedziano mu: A co mnimasz, aby ci wolni byli; w takowemżeć więzieniu są, jako i ty. A Skotnicki znowu: A nieszczęsny ja człowiek, czegożem ja to doczekał!


Także po długim siebie przeklinaniu uprosił wżdy jednego z nich, iż szedł, gdy dnieć poczęło, po pana Kaspra Maciejowskiego, który o wszystkim wiedział i był pogotowiu; a ten dopiero, kiedy przyszedł z drugimi towarzyszami, poprawił tak dobrze, iż nieborak Skotnicki ledwie nie umarł od strachu. Aż wżdy nakoniec zlitowali się nad nim, a wrzeczy to do tego to do owego pana  śląc o przyczynę, przywiedli rzecz k temu, iż na ślubie z więzienia wyszedł, a przejednywać miał stronę, na oczy królewskie – aż przejednawszy – nie przychodząc; a jeśliby się strona jednać nie chciała, tedy do takowegoż zaś więzienia wrócić się miał. Wtym za łaskawe staranie panu Maciejowskiemu dziękować począł, strzymać dalej śmiechu drudzy nie mogli; rzecz się wszystka odkryła. Skotnicki mimo strach, którym go dobrze było nakarmiono, jeszcze się długo wstydzić musiał, gdy to ten, to ów łańcuch a pęta wspominał.

Tak. A myślicie, że dowcip Pukarzewskiego przeszedł mu na sucho? Nic bardziej mylnego. Zemstę albowiem Lula Skotnicki zmyślił zaiste piekielną…

Wasz Krzysztof Koehler