Fundament



 

 

 

 

 

 

Fundament - no i zimno się znowu zrobiło. Pierwsze przymrozki. Niektóre kwiaty w doniczkach trzeba ściągać z balkonów. Rano ziemia jakby siwa była. Kaloryfery grzeją jak w zapamiętaniu jakimś, stąd wyprawiam się myślami do dworu (por. hasło - dworek), nawet nie wiem dlaczego, może od zapachu powoli butwiejących, opadłych liści? Słucham Brucknera (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny), piękną melodię jego Encyklopedii staropolskiej, wzbogacaną pasażami z Krótkiej nauki budowniczej, przy założeniu, że to, co ma być, zostać, i trwać, to fundamenty; wspomnieniami wracam do czasów (ile to już lat temu?), kiedy kilku miejscowych mularzy, wbijało szpadle i kilofy w ziemię, wykopując w niej głębokie okopy, a potem wrzucało w nie wielkie kamienie, leżące kiedyś u podstaw starego domu. Kamienie te, wielkie, ciężkie piaskowce, właściwie leżały na ziemi, dopiero na nich wznoszono drewnianą konstrukcję. Bruckner mówi krótko: Dwór wspierał się na murowanych fundamentach, pod nimi murowana piwnica, skład trunków. A ja czytając go, zastanawiam się mocno nad ową jeszcze z dziewiętnastego wieku rodem pewnością wielkiego humanisty i dodaję sobie właśnie ową „Krótką Nauką Budowniczą”:

Dwór nazywam o jednym piętrze budynek albo z drzewa, albo z muru. Ale życzyłbym, aby z muru, albowiem trwałość i przeciwko ogniowi bezpieczeństwo i nie tak częsty koszt na poprawę, więc i nie tak wielka speza jakoby kto rozumiał te wszystkie uwagi, słusznie mur zaleciała. Jeżeli jedna ma być z drzewa to najwięcej uważać potrzeba firmitate gruntowna tedy drewniana structura ma mieć fundament dobry, a można li, podmurowany. Tak albowiem przycieś (która ma być dębowa) gnić nie będzie ani ustępować. Więc i zdrowsze izby i nie tak wilgotne, kiedy albo nasypana ziemią trochę, to jest łokci circiter trzy, wyniesione albo gdy sklepy pod niemi. Jest i ta wygoda, że gdy okna nie tak niskie aby w nie wejźrzeć a zatym i wleźć mógł. Na koniec kształt gdy się trochę wzniesie budynek, już dach nad nim ładniej przypadnie. Zatem nie tak prosto. Łokci circa trzy, czyli ile miał jeden łokieć? (por. hasło - Mierzą, liczą, płacą (przepłacają?!). A ile ma wasz łokieć od przegubu do dłoni? Tak ma być dom wyniesiony, no a pod spodem fundamenty. W ogóle pod spodem fundamenty wszystkiego powinny być. Wykopane w ziemi, wrośnięte w matkę założycielkę, z nią pępowinami związane, wyrastające z niej, żywiące się nią; dające mocne podstawy. U mnie w tym starym domu, którego już nie ma, po prostu ułożone były kamienie, wielkie. Pewnie jakoś z ziemią zrośnięte. Na nich dopiero układano pierwsze belki. Pod spodem solidna podstawa: fundament. Mróz pełzający nad ranem po ziemi, nie wejdzie, nie przedrze się, nie dostanie w swoje szpony podłogi z tarcic, o ile jest. Bo w kuchni mojego starego domu (jaki on mój jest? czyj? Na pewno nie mój, ja tu nastałem dużo potem) było klepisko. Wielki piec (por. hasło - Kafle, piece) królował w kuchni (czarnej izbie?) z wielką nalepą i sporym zapieckiem. Wiem z opowieści, że kładła się na nim gospodyni dawna, albo że leżał tam jej brat męczony długą chorobą. Brr. Wciąż jest zimno na zewnątrz, a będzie jeszcze bardziej. Ogniem trzeba będzie walczyć z zakusami chłodu.

Krzysztof Koehler