Szlachta (nowa)

 

 

 

 

 

 

 

 

Szlachta (nowa) – to przedmiot nieustannych lustracji i dociekań osób w rodzaju Pana Nekandy Trepki, autora Liber Generationis Plebanorum czyli tzw. Liber Chamorum. Księga, której kopia rękopiśmienna pochodzi z 1626 roku była, jak zapewne wiecie, długo przetrzymywana w tym bezpiecznym stanie, aż znalazł się drukarz, AD 1963, który zdecydował się (zapewne rozglądając się bacznie dookoła) puścić ją drukiem. Trepka nazywa bowiem rzeczy po imieniu, mówiąc o tym głośno, o czym wszyscy dobrze wiedzieli i na co, jak wskazują świadectwa, narzekano dosyć powszechnie. Zjawisko wciskania się do stanu szlacheckiego (por. hasło - szlachta) różnymi drogami, musiało w końcu swego Nekandę Trepkę znaleźć. Jakaś to bowiem obsesja była dla niektórych, ci wciskający się do szlacheckiej grupy uprzywilejowanej, owi chłopi, mieszczanie, Bóg wie kto jeszcze:
Błazen każdy, kto się krwią szlachecką dopina,

Kiedy dziś szwiec szlachcicem za pięć beczek wina

Albo:

Kto by też głupi temu wierzył,

Że ten, co ongi łokciem adamaszek mierzył

Dzisia został szlachcicem? Czegoż nie dostanie

Za złoto.

Albo:

Aż mój, wylazłszy z kramu, wielmożny starosta.

Jeszcze mu skroni pieprzem i szafranem kwitną.

A już mu rżną pieczęci, żeby starożytną

Sądził szlachtę, rycerskie które przez pogrzeby,

Nie przez bobek, kamforę, ani przez kubeby

To brali dostojeństwo

Oj, widać, że boli:

Nie raz z kramu w krzesło, bo to z wielkim wstydem

Starszemu szlachcicowi przed owym stać Żydem,

Co mu niedawno imbier i goździki ważył,

Ba, diabła, gorsza, co go obuchem znieważył.

Jest, w narodzie szlacheckim, trzeba to sobie szczerze powiedzieć, jakaś frustracja, wściekłość na tę nową szlachtę, zacietrzewienie na te kariery szybkie, mataczenia niejasne:

Bo z parobka woźnice, z woźnice, nadołek

Wętknąwszy za pas, będzie na łogosz pachołek.
Aż czeladnik, aż sługa, aż, dopadłszy konia,

W wojsku towarzysz, w domu szlachcic gdzie z ustronia,

W Polszcze z Litwy, w Litwie zaś z Podola, z Mazosza…

Frustracja, może i obsesja Potockiego, a sądzę, że jest on wyrazicielem jakiejś idiosynkrazji większej, nie tylko indywidualnej, jest jednak w sumie jakoś tam łagodna, jak chciała doktryna klasyczna, z przywar a nie osób się natrząsająca. Potocki biadoli, ironizuje, szydzi, ale bez nazwisk. Te nowe szlachctwa to dlań jakiś cierń złośliwy, przejaw niesprawiedliwości i pazerności niższych stanów, a pewnie i poniekąd tak samo przejaw nadciągającego końca (starego) świata:


Przypatrzmy się skażonemu światu:

Chłop od cep, rzemieślnicy prosto od warsztatu,

Szoci z zamszu bez wszelakiej kupują przysługi

Nie tylko stan szlachecki…

Stąd Nekanda Trepka był konieczny. Jawi się jak miecz boży. Już nie zrzędzący staruszek, ale ten, to nazywa rzeczy po imieniu. Bójcie się!!!

Piekarski zwał się powinnym tego, co króla był uderzył anno 1620, ale bękart był powiada Ogrodziński trębacz o nim, z Przeworska.

Pickami zwano przedtym i anno 1620 Pieckami jęli się zwać, że ich wstyd było Pickami być. Po niemiecku mogliby się zwać Focami, nie tak by z nich panny w Polszcze śmiały się, co po niemiecku nie umieją. Ten Piecek alias Picek na Stradomiu w Krakowie podle smyntarza bernardyńskiego (u Nowakoskiego mieszkał, o którym pod N), w szarzy chadzał, w sukiennych, synów kilku miał.

Piekarski nazwał się Wojtaszek, piekarzów syn spod Tęczyna. Tego pan Tęczyński od piekarza wziął za chłopca (por. hasło - Chłopcy) circa 1612, zwał go Wojtaskiem. Pochlebiał synom p. Tęczyńskiego i obrywki częste i niezłe miewał od nich. Miał do kilku tysięcy anno 1619, jął się zwać Piekarskim.

Pieniążek był z Krakowa mieszczanin, śkłem handlował, po tym najmował pod Żywcem Hutę śklaną na bystrej u p. Komorowskiego Mikołaja; dał mu był na nią zakupieństwo.  Ten pojął był Konarską z Konar u Wieliczki, granica z Olszowicami. Z tą miał syna Jana, który na tejże hucie mieszkał, a śkło do Krakowa woził. Ten pojął był Sulikowską circa 1609, synowicę arcybiskupia, z tą miał synów siedmi. Tą hutę odjął mu był p. Komorowski circa 1623.  Syn jego Jan u p. Komorowskiego, starosty oświęcimskiego, służył od kilku lat i anno 1631.  Dwa zaś służyli przy kanoniku lwowskim Sulikowskim we Lwowie, drudzy rożnie u szlachty służyli. Siostra tych szła za chłopa w krakowskiej ziemi, druga pod Kętami za mężem.

Wasz,

Koehler, co zwie się Krzysztof