Abyś waszmość już tę kupę wypuścić raczył

 

 

 

 

 

 

 

 

Abyś waszmość już tę kupę wypuścić raczył – czytam oto z bojaźnią i drżeniem pewien dokument z Knyszyna wysłany przez niektórych senatorów Rzeczypospolitej tam obradujących do wojewody a jakże by nie, wołoskiego, czytam i parskam zdrowym dwudziestopierwszowiecznym śmiechem: żądając, gdyż wszystkich rzeczy króla J.M. i wszystkiej Korony opatrowanie, urząd jest teraz przy nas i na nas tych kupy staranie zawisło, aby W.M. dla dobrej przyjaźni, o której za tym pisaniem W.M. dosyć przyjacielskim wiele sobie obiecujemy, bez dalszej odwłoki, tę kupę wypuścić raczył… Och, polszczyna piękna, naszych przodków. Kupa w tym kontekście to nie to, co macie kochani na myśli, ale jakiś rodzaj kosztów, zapewne pochodzących z handlu, które zostały przez wojewodę zatrzymane na cle (a handel szedł z Turcją) i posłane do Chocimia, aby tam bezpiecznie czekały sobie owe sumy (kupia) na lepsze czasy, czyli nim nie wybiorą sobie Polacy i Litwini nowego monarchę (por. hasło - elekcja wolna (fakty).

Ale w związku z tym, że w skarbie były pustki i tak samo dlatego że senatorowie nie mieli czym łatać dziury w budżecie (a rzeczy do spłacenia po zmarłym monarsze  było całkiem sporo, na przykład zaległe jakoweś honoraria dla kawalkatora Scypiona i nie tylko, posłuchajcie sami: Pokazował się tam wielki a zbytni rozchód Pana naszego na rozmaite rzemieślniki, osobny, co kordy, osobny, co szable, osobny, co miecze odprawowali, robili /…/. Także od samej poprawny uzd, uździenic, rzędów, do stajen przyszło ośm tysięcy złotych za cztery lata. Kawalkatorowi jednemu na każdy rok Scypionowi 5000 złp, więc chodziło i nie mógł już wynaleźć żadnego rzemieślnika, którego by wielkim sumptem nie podejmowano i strawa, i ploną, i zwłaszcza około stajni, aż dziw powiedać), tu już niech nastąpi koniec cytatu i wtrętu zarazem zwanego dygressem i wrócić się trzeba do początku zdania, zatem jako że nie mieli czym za bardzo łatać owej dziury, taka kupia bardzo by się Senatorom i Rzeczypospolitej całej naszej  bardzo przydała. (por. hasło - res publica) Albowiem, kiedy się patrzy na ekonomiczną sytuację kraju po śmierci Zygmunta Augusta (por. hasło - Bezkrólewie-dyskusja ) wcale nie jest za różowo: tu wojsko i załogi twierdz pogranicznych nie spłacone, długi monarsze zaciągnięte, jakieś dziwne sumy obciążające budżet (dziwna była na przykład zaliczka w poczet otrzymania przez jednego księdza jednego z biskupstw: jeśli go doszło biskupstwo /…/, tedy miał dodawać drugie 10000. A jeśliby go nie doszło biskupstwo, tedy mu miał Fogelweder wrócić 10000 złotych). Problem z tą dziwną sumą, wcale nie jakąś wszak małą (jeśli kawalkator Scypion zarabiał na rok 5000 złp), był taki, że senatorowie rozdysponowali ową zaliczkę, delikwent nie dostał biskupstwa, więc zaczął domagać się zwrotu (jako stało w umowie). Zatem może i na to wartałoby móc obracać ową „kupą” zamiast trzymać ją gdzieś daleko od Rady Koronnej i dodatkowo, zupełnie nie wykorzystaną. Na całe szczęście monarcha zmarły miał przy sobie skrzynki jakoweś, które usiłowali nasi dzielnie sentorowie otworzyć, a chociaż dostać się do nich, aby z nich zaczerpnąć nieco grosza (ale nie dla siebie, to nie są dzisiejsze czasy, nie!, por. hasło - oni-my) na potrzeby Korony. O próbach wydostania owych skrzynek a także o zmaganiach naszych Senatorów z jednym dzielnym Rotmistrzem, który nie wpuszczał ich do domu pańskiego w Tykocinie, opowiem przy najbliższej okazji, serdecznie Was pozdrawiając i zdecydowanie stojąc na stanowisku, że i mi (a zapewne i wam) taka kupa, którą by nam ktoś wypuścić w swej łaskawości raczył, bardzo by się przydała.

Krzysztof Koehler