Posłowie cesarza

 

 

 

 

 

 

 

 

Posłowie cesarza – muszę o nich opowiedzieć, muszę, niestety w kontekście naszych współczesnych czasów (wraku samolotu w Smoleńsku, czy innych, podobnych przypadków podporządkowania się sile więcej mogących). Historia o posłach cesarza w moim przekonaniu ukazuje sporo prawdy o tym jak traktowała swoją Rzeczpospolitą szlachta a tak samo jak silne miała poczucie interesu państwowego (por. hasło - bonum communae), który – przynajmniej w tym wypadku – silniejszy był znacznie od wszelkich innych powodów podejmowani decyzji. Otóż, pisze kronikarz czasów po śmierci Zygmunta: Posłowie cesarscy z swą wszystką komitywą, w której wiele zacnych i przedniejszych ludzi z Czech, z Moraw i Śląska mieli z Krakowa spieszno ku Sandomierzu się wzięli. Wszędzie po drogach szlachty do siebie wzywali pojąc, darując, o życzliwości cesarskiej przeciwko Koronie Polskiej wiele obiecując dawne braterstwo Czechów z Polaki, konfederacyje spolne starodawne wspominając, różne sobie na wszem poczynały. Co nieco zmartwiło starostę krakowskiego i wojewodę sandomierskiego, zatem wysłali do nich poselstwo (a dojechali już do Pokrzywnicy) takiej treści: Naprzód im to opowiedając, że w podziwieniu jest wszystkim tak senatorom, jako i rycerstwu, i wszem obywatelom koronnym ten takowy przyjazd J.M. do Korony tempore interregni, nie dawszy o sobie przedtym znać i mając już pewną sprawę, że na ten czas audiencyi żadny JM mieć nie mogą od Rad Koronnych i stanowionych, do których się posły od cesarza JM być mianują. Bo zjazd pospolity nie jest jeszcze postanowion, a Rady Koronne po różnych miejscach są dla potrzeb RP, a jednak J.M. tak prędki przyjazd czynią, nie wiedząc gdzie i po co. A obiecawszy się poczekać pana wojewody z innemi w Pokrzywnicy pomknęli się już aż do Wisły. A tak im perswadowali, aby się raczy do domów swych, które niedaleko pogranicza koronnego mieć raczą, odjechali, a tak sejmu walnego, na którym wszystkie stany będą, doczekali, gdyż żadnej audiencyi i odprawy inaczej mieć nie mogą.

 

Tamci, oczywiście odpowiedź dali, że w imieniu samego cesarza przyjechali i są na sejm posłami, a że są Czechami (bo poselstwo złożone było z czeskich dostojników) jako bracia Słowianie nie musieli nikogo powiadamiać. A jeżeli sejmu nie ma, to oni pojadą złożyć kondolencje Królewnie Annie. Na to im powiedziano, że tem większem podziwieniem wszyscy to mieć muszą, gdy się teraz posły W.M. odzywacie do królewny J.M., czego się W.M. przed tym nie wspominali, u której także sprawy żadnej mieć nie możecie, bo Rad Koronnych, bez których J.M. nic sprawować nie zwykła, jako ta, która się zna być w opiece ich, przy J.M. nie masz./…/. A tak żądamy, abyście się W.M. albo już tu zadzierżeli sejmu pospolitego doczekali, albo do domów swoich wrócili, boć się i tak dosyć posłuchów rozmaitych o posłach Jego Cesarskiej Mści, których się wiele po Koronie rozmnożyło z rozmaitemi listy, poselstwy i namowami ludzi poczciwych, upewniając-że na stronę J[eg]o Cesarskiej Mości około tej naszej elekcyi, którą mieć mamy. A iż idzie o rady Koronne, których to jest powinność, przestrzegać dobrego R.P. i pokoju, by znać to wjechanie W.M. i poselstwa innych nie przyniosły naszym rzeczom domowym zatrudnienia.


Toczyły się negocjacje. Jak powiada kronikarz coraz więcej szlachty się do Pokrzywnicy zjeżdżało (ciekawy powód, posłuchajcie: drudzy osłyszawszy się o tych posłach zajeżdżali, przypatrują się postępkowi i dokończeniu tej rzeczy, a bacząc je: to się nazywa społeczna wrażliwość!!!). Sprawa posłów zaczęła nabierać coraz większego rozgłosu: To gdy panowie od posłów przyjachawszy do pana wojewody i innych panów odnieśli, rozesłał pan wojewoda sandomierski listy swe, wypisując to, co się w Pokrzywnicy działo, a żądając wszystkich, aby się do Sandomierza zjechali na przyszłą środę, to jest 10. Septembris ku dalszemu postępku z temi posły cesarskiemi. Zjechało się tam wiele szlachty z krakowskiego i sandomierskiego województwa jednych samych okrom pierwszych, których też być niemały poczet. Było 900. koni i zjazd przed miastem na polu uczynili. Stamtąd posłali do posłów cesarskich prosząc, by raczyli k nim wyjechać na pole. Wymówili się z tego, iż koni ku wyjazdu z sobą nie mają. Jedno na koczach tu przyjechali, na których trudna ma być rozmowa spólna. Posłali potem, prosząc, aby do klasztora przed miasto wyszli, dokładając tego, że w mieście trudno by się z niemi ku rozmowom rozpostrzeć mogli. Wyszli do klasztora. Tym razem były już negocjacje poważne: nie przez posłów, ale przez wojewodą czynione w klasztorze, a na zewnątrz czekał szlachecki zjazd. Posmakujmy dramaturgii tego przedsięwzięcia: Poruczyli panowie panu sandomierskiemu do nich rzecz uczynić, ukazując im zagrożenia z tego ich do Korony niewiadomy wjazd potkał czas, skąd wiele się namnoży między ludźmi suspicyi a stąd trudno będzie o zgodę, której acz zawżdy, ale owszem teraz bardzo potrzeba. A tak proszą, aby się albo tu w Sandomierzu, albo w Zawichoście zadzierżyli, ponieważ ani audiencyi nie tylko sprawy także mieć nie mogą teraz przy rozjechaniu się Rad Koronnych na różne miejsca dla potrzeb R.P. A pewniśmy tego, że tacy ludzie, jakie W.M. widziemy osoby, zacne, poważne nie od kogo prywatnie, ale do wszystkich są posłani. To im owi odpowiedzieli: opowiedając, że mają rozkazanie od cesarza J.M., aby królewnę J.M. nawiedzili. Kronikarz na to: Hamowaliśmy ich tym pilniej od tego, okazując im, że wsze by to więcej suspicyi między nami namnożyło, gdyby opuściwszy Rady Koronne i stany insze mieli z Królewną J.M. co sprawować. Gdyż już cesarz J.M. przez inne posły swe królewnę J.M. w smutku nawiedzić raczył. A iż Królewna J.M. w opiece jest senatorów, nie przystało by jej to, aby tak zacne posły Królewnę J.M. w smutku nawiedzić raczył, bez nas rad i opiekunów swoich jako panna do siebie przypuszczać albo co z niemi sprawować miała.


Skromne, ale niewątpliwe nastąpiło szlacheckie zwycięstwo: ustąpili jeśli o Królewnę idzie, ale za to prosili potem, aby im do Lublina jechać dla lepszego wczasu dopuszczono. Gdy im tego panowie odmawiali wielkiemi racyjami, a potrzebami, aby się tu zahamowali, a na perswazyjach naszych przestali, nie przejeżdżając się dalej po Koronie, jeśli to sobie ciężko brać i rozumieć, że już jako w więzienie /…/ przypominając pacta /…/ między czeską ziemą a Polską. A iż oni od czeskiego króla i Czechowie posły są, którym już ród drogę otwiera, przec by im za takiemi konfederacyjami wolność taka być nie miała, jakiej proszą… Długo bardzo i mądrze wymownie pan z Rożemberka na tym się zabawiał, i więzieniem często to nazywał, a na koniec tym zamknął, prosząc, aby do Lublina puszczeni byli, obiecując i poczciwościami się obowiązując, że żadnego pisania, żadnych spraw, a Boże nie daj, praktyk, których im ani poruczono, ani by się och tez byli podjęli. Tą tak żałosną i poważną namową pan wojewoda i pan sandomierski za tak wielkiemi prośbami z takiemi obowiązkami byli zmiękczyli, że radzi by im byli na to już pozwolili. No, ale na zewnątrz stał tzw. żywioł szlachecki, a że Polska była rzeczą wspólną, (por. hasło - res publica) zobowiązani byli panowie Senatorowie podjąć decyzję wspólnie, razem ze szlachtą: I wyszli od panów posłów z kościoła do większego koła braci szlachty perswadować im, aby się tym Lublinem nie obrażali a pozwolili go im, lecz szlachta od swego stanowiska nie chcieli odstąpić i szli zasię panowie do posłów opowiedzieć im, że nie możemy tego u siebie naleźć, abyśmy bez swego poszkodowania dozwolić mogli do Lublina się pewnie ruszyć, bośmy się nowemi konfederacyjami pod podczciwościami zobowiązali, takowemi że z ziemie ruszyć się na to sprzysięgli, któreby znali sprawy jakie mieć zagranicznemi, cudzoziemskiemi ludźmi, którzy suspicyj pewnie byśmy nie uszli, że jakie traktaty a porozumienia z W.M. mamy….Wysłuchawszy się tego wszystkiego odwiedli się od panów posłowie i naradziwszy się taką rzecz pan z Persztyna około swego więzienia i wzruszenia nie tyko  starych konfederacyj, ale też naruszeniem prawa narodów okazując, iżby to było z wielką lekkością cesarza J.M. i własnych osób ich, gdzieby się nazad wracać mieli a tego żadną miarą nie uczynią, ale gdy czekać mają sejmu pospolitego, prosili aby się miejsce w Lublinie im wyzwoliło z takiemi obietnicami i przyrzekaniem, jako i pierwej k temu przykładając, aby obrali osoby pewne, które oni swym kosztem będą przy sobie chować, a ci, aby byli do każdej sprawy tak za granicę, jako i tu. Zdaje się, że znowu udało się posłom zmiękczyć negocjatorów i wyszli znowu namawiać szlachtę, która je bardzo gromiła i od propozytu odstąpić nie kazali, przymawiając panu sandomierskiemu, że wysoko mierzył a nisko trafił. A tak rozkazali koniecznie na koniec powiedzieć, że inaczej być nie może, jedno aby w Sandomierzu, albo w Pokrzywnicy albo w Zawichoście mieszkali. Wrócił, zapewne jak niepyszny pan sandomierski i powiedział, że tego żadną miarą pozwolić nie możemy, abyśmy W.M. in interiore regni dalej jechać pozwolić mogli. Gdy się W.M. nie zda do domów swoich się wracać, tedy już raczcie W.M. tu w Sandomierzu albo w Pokrzywnicy, albo w Zawichoście doczekać sejmu koronnego. Podjęli jeszcze posłowie ostatnią próbę, powołując się na historię i tak samo na godność swą (w końcu byli posłami od samego Cesarza!!) i inne jeszcze mocne argumenta wyciągali, ale pan wojewoda stał już mocno na stanowisku, które mu rzesza szlachecka mocno perswadowała i w końcu stanęło na tym, że z łaską, dobrą myślą panowie posłowie opowiedzieli, iż już dalej z Sandomierza ruszyć nie chcą, jeśli ich powietrze nie wypędzi, a jeżeliby się ruszyć mieli, tedy J.M. panu wojewodzie pierwej opowiedzą. Także i z Zawichosta ruszyć się nie mają bez woli pana wojewody. A prosili, aby im dopuszczono posłać do cesarza J.M., jakoż pan z Persztyna ochmistrza swego opowiedział, że posyła, i tak się w łasce, z dobrą chęcią z niemi żegnali i sobie zaleciwszy o wtórej w noc rozjechali. Tak to, kochani, rozmawiała szlachta z możnymi tego świata, potężnymi, wpływowymi w czasach, które słusznie zapewne czasami przed-kolonialnymi nazywamy. W dzisiejszych, post-kolonialnych (por. hasło - Sarmatyzm, uwaga !!), jak doskonale podpowiada nam najnowsza nasza, ostatnia historia, trochę inaczej już te rozmowy się toczą. Stąd to świadectwo gwoli dobrej pamięci przywołałem.

Wasz

Krzysztof Koehler