IMĆ pan Byliński, Rotmistrz z Tykocina

 

 

 

 

 

 

 

 

IMĆ  pan Byliński, Rotmistrz z Tykocina – a to ci historia!!! O tym jak jeden Rotmistrz, trzymał za drzwiami najjaśniejszych senatorów Rzeczpospolitej. Albowiem, otóż, zamku tykocińskiego po śmierci Zygmunta Augusta Rotmistrzem był nie jakiś znany i wielkiego rodu szlachcic, (por. hasło -szlachta) ale człowiek prawy i wierny, niejak Byliński. Senatorowie Rzeczpospolitej zgromadzeni w Knyszynie, dla radzenia o potrzebach Rzplitej po śmierci Króla (zapewne nie tylko w celu dostania się do skrzynek w Tykocinie przechowywanych, a może i do królewskiego testamentu) mieli wielką ochotę dostać się na zamek. Chcieli tam ciało złożyć królewskie, ale czy na pewno tylko to? Podam Państwu opis owych podchodów czynionych przez senatorów wobec zamku za, ma się rozumieć, ciekawym źródłem rękopiśmiennym z XVI wieku pochodzącym. W kilku etapach działa się ta historia. Oto jej przebieg: Podczas obrad w Knyszynie …namawiano ciało królewskie odwieźć w sobotę do Tykocina i posłali dając znać staroście i rotmistrzowi, który tam z draby ustawicznie jest. Byliński, rycerski człowiek sprawny i dzielny, za czym był w dobrej opinii u króla, tak, że jeno inne drugi, zwierzył mu straży i sprawy wszystkiej na zamku tykocińskim, gdzie wszystek sprzęt swój miał i opatrzył miejsce ono wielką municyją. Działa z Krakowa i z Wilna co lepsze zbroje wszystkie swe tam zwoził a prawie depositum sobie tam obrał, jakoż zamek jest, miejsce ma naturę warowną nad Narwią rzeką na błocie wielkim.

Wysłano tedy zapewne pismo do Rotmistrza, na które senatorowie otrzymali odpis owego, z którym  brata swego przysłał, opowiedając, że jest od króla nieboszczyka przysięgą obwiązan, aby zamku nikomu nie puszczał, jedno królewnie Annie. A tak on nikogo na zamek puścić nie może bez dozwolenia królewny. Odpisali mu panowie, że i królewna Jej Mość zna się, że jest w sprawie sama Rady Koronnej, a tak oni we wszystkim wiedzieć chcą i on, aby się temi rzeczami nie bawił, bo nie tylko Tykocin i on sam, ale wszystek regiment Koronny w mocy jest senatorów. Zdaje się jednak, że ta oficjalne wypowiedź senatorów nie przekonała dzielnego rotmistrza, bo przysłał on do knyszyńskich senatorów znanego skądinąd pisarza, Łukasza Górnickiego starostę tykocińskiego, który pojawił się przed nimi i uczynił obmowę od siebie i od rotmistrza, że na pisanie J.M. panów nie zda się im puścić kogo na zamek, acz sam starosta nie ma władzy nad draby, którzy są postanowieni od króla zmarłego ku straży zamkowej. Jednak pisanie oba mieli od króla J.M., które ukazował, że im dawa znać o chorobie swej a tak je upomina, aby pilnowali zamku. I tego dołożył Król J.M., jeśli żebyśmy obaczyli dalej wątpliwe zdrowie swe, tedy wam naukę damy komu byście potym zamek puścić mieli. A tak prosił, aby panowie tak radzili, jakoby im to nie szkodziło, gdyby kogo na zamek z mnóstwem ludzi puścić mieli oprócz rozkazania królewny J. M.

Odprawili go panowie, że nie chcą, aby oni mieli komu zamek puszczać, ani go oni od nich odejmować chcą, jedno ciało pańskie tam doprowadzić i jako przystoi pochować. Przeciw temu królewna J.M. nie będzie, bo się i sama w opiece Rady Koronnej być wyznawa. A tak, aby rotmistrz nic takowego przedsię nie brał, czym by się zdaniu Rad Koronnych, na których wszystka sprawa koronna należy, przeciwiać miał. I wyprawili pana Lenckiego łożniczego, aby gmach ten, w którym by miało ciało stać królewskie, obił suknem czarnym. Dozwolił tego rotmistrz, iż tam ochędożono.


Później jednak rotmistrz, z jakiegoś powodu (też bym się zastanawiał na miejscu senatorów) zmienił zdanie i przysłał list do J.M. panów opowiedając się, że na zamek nikogo nie puści, aby mu to za złe nie mieli i tego co był pozwolił ciało królewskie postawić na zamku, bacząc w tym niebezpieczeństwo, iż się ludzie bawić by tam musieli i swoi, i przyjeżdżający. Prosi, aby mu za złe nie mieli, bo przysiędze swej dosyć czynić musi, ale by miał był rozkazanie i pisanie królowi J.M., o które nieraz do J.M. panów rozkazywał, by się o nie starali, uczyniłby był to, co by wola była królewnej J.M. Ale jest przed zamkiem klasztor mocny, murowany, w którem by mogło ciało stać. Panowie na to deliberowali z podziwieniem, że tak się rotmistrz w myśli swej odmienił, były podejrzenia jeśliby to sam z siebie miał, czy-li z czyjej nauki. Gdyż między sobą panowie konkludowali, że tam nic ruszać nie mieli, ani zapieczętowanych sklepów ruszać, chociaż przywilejów pilnych koronnych, których na sejm electionis potrzeba. Powiedano i panowie łożnicy, którzy szaty królewskie w tamte skrzynie wkładywali, upominali, że trzeba tam te wszystkie szaty przesuszyć. Opatrzyć jeśli się omieszka bez wielkiej szkody nie będzie jednak. Panowie nie chcieli tam nic ruszyć, a nie tylko, aby mieli co stamtąd brać/…/ Częste rozmyślanie i namyślanie rotmistrza tego było w podejrzeniu i wyprawili pana wojewodę lubelskiego i pana kamienieckiego do Tykocina, aby z tym rotmistrzem i starostą rozmówili i upewnili, że panowie nic tamtych rzeczy ruszać nie chcą, jedno tylko ciało królewskie tam postawić.

Taka była, zdaje się, oficjalna konkluzja i powód posłania owego poważnego do rotmistrza poselstwa. Ustalono, że ma już ciało królewski na zamek prowadzone być, na co już dom drewniany, w którym złożenie bywało królewskie, gotowano, iżby lepiej postawić ciało w sklepie, którym próżnem gotowem, bo blisko domu tego drewnianego prochy chowano. Dla bezpieczeństwa i dla zapowietrzenia zamku, jeśliby się rozbieżeć musieli, ci, którzy tam ostać mieli, aby ciało swobodnie ostawać mogło.


I uroczysta kawalkada ruszyła do Tykocina. Wyjechali ku konduktowi senatorów z ciałem królewski posłańcy od rotmistrza posłani z wiadomością: że rotmistrz ciało na zamek puści wolne i tam je postawią. Nie powiedzieli im panowie namowy owej, żeby do sklepu chcieli ciało postawić. Oni też, iż rotmistrza upewnili, że do murowanego domu (który jest jako dziedziniec osobny mieszkania żadnego, jedno sklepy dolne i górne, szerokie mający) do sprzętu królewskiego panowie chodzić i otwierać nie mają (co potym zamięszkę uczyniło). Przedniejsi panowie zsiadszy także ciało, jako i z Knyszyna prowadzili. Strzelono z kilku dział z zamku. Tam wjechawszy począł się pan wojewoda krakowski pytać jeśliby sklep jaki był próżny i gotowy do złożenia tam ciała. Rotmistrz nie bardzo odmawiał, ale pan wojewoda lubelski i pan kamieniecki odpowiedzieli, że tego z rotmistrzem nie zmawiali, aby on tamten zamek otwierać miał. Pan starosta żmudzki i pan marszałek nadworny Radziwiłł powiedzieli, że na to nie radzą ani zwalają, aby murowany tam ten zamek otwierać miano, albo w niem czego szperać. I tak odeszli od panów polskich protestując się głosem, że na to nie radzą ani zwalają, bo [?] nie chcą w cudzych skrzynkach gmerać. Tak wyszli sami. Panowie też, którzy z rotmistrzem rozmawiali opowiedzieli się mu, że jeno to, co z nim zmówili nie radzą, aby miał co czynić, bo mu za to nie obiecowali a tak, niech się sam na swój karb domyślą chce - li. I tak wyszli z zamku.

No i zrobiło się gorąco: oto ciało królewskie czekało na złożenie, rotmistrz stał na stanowisku, że ciała jednak nie wpuści do zamku, a panowie zjechali się do klasztoru nowego, gdzie biskup krakowski stał, bo jmci po wsiach stali.. Rotmistrz z zamku towarzysza przysłał do panów opowiadając im, że na zamek żadnego już z panów nie wpuści, by też miał gardło swe położyć. A tak jeśli żeby co z niem namawić, aby mu przez posłańce swe rozkazywali, którem on, nie puszczajc na zamek, odpowiada. A gdy już ciało królewskie na zamek przyjął, mogą je panowie dworzanie z Wozu zstawić, okrom bytności panów, którzy nie baczy co by już na zamku czynić mieli sami. Sam się wymówił niedobrym zdrowiem i przyjść do panów z zamku nie mogę. Obruszeni byli panowie takim rozkazaniem, iż ich samych na zamek puścić nie chciał, dworzany puszczał, posłańcom ich większą wiarę dać chciał, z niemi się rozmawiać a nie z pany. W podejrzeniu było, i wczorajsza panów niestwora, i dworzańskie koło, żeby co z czyi porady rotmistrz czynił. I rozmawiając się docierali na te albo tego, kto by to radził, że niedobrze ani przystojnie, jedno jako zły człowiek a turbator.  Panowie /…/ radzili jedni, aby towarzyszów jego zwołać i kazać z zamku zejść. Puszkarze także wieść, ale iż jemu jako starszemu obstricti fide towarzysze i puszkarze, trudno by się do tego przywieść mieli. Drudzy meritum  na zamek nie dawać i drabom zapłatę wypowiedzieć. Panom litewskiem, które już nie było, jedno dwa marszałkowie pan starosta żmudzki i pan Radziwiłł, nie zdało się /…/ strawy zabronić, zapłatę wypowiedzieć i dołożył pan Radziwiłł, że nie baczy prócz by kto za złe miał rotmistrzowi, iż strzegąc i dosyć czyniąc przysiędze swej, strzeże jej, aby ji dosyć uczynił, bo dokąd kondycyjom w przysiędze omienionych nie uczyni. dosyć nie jest wolen od przysięgi.

Obmowa rotmistrza o przysiędze swojej

Że ją dawno królowi od kilka lat srogą uczynił, wiernie strzec zamku a nie puszczać nikogo, jedno komu by on kazał. I gdy król do Radoszkowic wyjeżdżał, mówił mu, na Tykocinie będąc tymi słowy: „ Ojcze (bo go tak nazwał) ja-ć teraz nie na taniec jadę, ale na nieprzyjaciela, jeśli żeby tam co Bóg na mnie dopuścił, nie puśćże zamku nikomu, jedno siostrze królewnie Annie, …”i z łaski Bożej król się z tamtej potrzeby zdrowo wrócił, a list ten, który w chorobie do rotmistrza i starosty z Warszawy pisał, i o którym jest przedtym wzmianka to w sobie miał, jeśliby gorsze zdrowie swe obaczył, damy W.M. znać komu byście zamek mój po mojej śmierci puścić mieli. Potym w gorszym zdrowiu nie pisał i sam już przed śmiercią w Tykocinie będąc nie wspominał. Panowie jeszcze /.../ posłali pany marszałki nadworne imieniem senatu, aby rotmistrza w tym przedsięwzięciu jego upomnieli, iż przeciw senatorom koronnym upór bierze, despekt im wyrządza, inne na zamek wpuszczając, ich nie chce wpuścić. Nową jakąś a złą radą wczoraj puściwszy, je dziś hamuje, a tak, aby się lepiej namyślił, a baczył jako tego używie, bo gwałtem się z nim obchodzić nie każą, aby żywność mu dawać na zamek nie dopuszczą i zapłatę drabom wypowiedzą. A tak, aby się lepiej rozmyślił, gdyż przysięga jego, którą się szczyci, na to się nie ściąga, bo nie chcą panowie, aby on miał zamek opuszczać i królewną J.M. pewnie o tem nie czuje, aby się on tak z Radami Koronnemi obchodzić miał, zamek opuszczać i królewną J.M . Acz wyprawieni do niego panowie marszałkowie nie są puszczani na zamek, jedno gdy mu dali o sobie znać, wyszedł jedno z bratem swym na pół mostu ku zwodowi i tam z niemi przez zwód i przez kratę wielką drewnianą mówił. A mało się co z bratem odwiódłszy, dał odpowiedź, że na zamek żadnego z nich nie wpuści, niech oni czynią co raczą.

Zatem prosili panowie do rotmistrza słani, który za długiemi namowani dozwolił J.M. na zamek iść, ciało królewskie zstawić a nic więcej tam nie sprawować. Napomnienie to przyjął i z towarzyszami swemi, że nikomu zamku nie da ani puści Rad Koronnych…

I tak to rzecz skończyła się kompromisem. Rady do zamku się nie dostały, ciało w zamku spoczęło, wierność przysiędze została uhonorowana, cnota szlachecka ocalona, dobre imię Rzeczpospolitej utrzymane, panowie, co może by i chętnie w skrzynkach pogrzebali, powstrzymani w swych zapałach. Ot, Rzeczpospolita, res publica kraj ludzi odważnych, honorowych i święcie wierzących w  cnotę, virtus, praworządność. Kiedy się takie rzeczy czyta, westchnienie się wyrywa, patrząc na to, co naokoło nas się rozpościera.

Krzysztof Koehler