O więcej światła! W szlacheckich dworkach

 

 

 

 

 

 

 

 

O więcej światła! W szlacheckich dworkach - znamy się już tyle lat, a uświadomiłem oto sobie, że nie bardzo wiem, co szlachta czyni po zapadnięci zmroku. Znaczy: czym oświetla ciemne wnętrze swego dworku (por. hasło -dworek), gdzie kładzie się spać i – u licha! – czy dokonuje jakiejś toalety, udając się na spoczynek, czy też, powiedzmy, wstając rano (choć może: bez przysady: myć się dwa razy dziennie, kto to wytrzyma!). Zatem po kolei. Kiedy albowiem zapadł zmierzch i dworek nasz, zagrzebany w błocie lub zasypany śniegiem (ot, taką jak teraz porą adwentową, kiedy za chwilę urodzi się Jezus Chrystusa, ale okoliczności przyrody zapowiadają raczej panowanie wiecznego mroku) ciemniał we wnętrzu, trzeba było zapalić światło. Czyli co? Czyli, sądzę jednak, że przede wszystkim świece wstawiane w lichtarze (jakiś jednak porządek musi być), albo też przecież izba jadalna, szczególnie, gdy zjechało się trochę luda, (por. hasło - Jadą goście, jadą) musiała być oświetlona od góry zawieszony u stropu świecznikiem. Zakładam, że światło bije tak samo od kominka (por. hasło - Rozkosze zimy – komin). Tam, gdzie trzeba było liczyć się z każdym groszem świecono łuczywem. Ciężkie to w obsłudze i dosyć dymu wiele dające urządzenie. No i niebezpieczne przy tym. Ale i temu niebezpieczeństwu dało się zaradzić:

Jest komin wpośród izby z góry wiszący z łubu gliną okładanego uczyniony; na tym żelazo na kształt kraty zrobione wieszają, na którym łuczywo ustawicznie jedno po drugim sobie przykładają, a na spodzie pod kratą oną korytko z wodą, w której węgle z góry pada – cytuje XVI- wiecznego podróżnika po Żmudzi Bystroń.

Ale nie jest to wszystko takie proste. Bo przywoływany przezeń XVII wieczny inny autor twierdzi, że pod Lublinem chłopi po wsiach nie znają świec lub lamp, co oznaczać może, że dla autora oczywiste są już te lampy i świece. Ale jakie lampy, bo ze świecami możemy sobie poradzić? Otóż być może chodzi o kaganek, czyli zawieszane wedle potrzeby naczynie ceramiczne lub metalowe, do którego wlewano tłuszcz zwierzęcy i wkładano taki czy inny rodzaj knota. Co do świec - z tym nie mamy problemu: łój czy wosk to wszak naturalny świecy budulec. Temat wosku pochodzącego z pracy pszczół jest właściwie toposem poetyckim, który przecież musi mieć uzasadnienie w realu. Zapewne można je było i wykonywać samemu, i kupować (na przykład świece bardziej ozdobne, czemu nie, można było kupować w aptekach, jak się dowiadujemy od zrzędy Potockiego). Tenże zresztą sam autor, kiedyś pisząc o jakichś swoich poetyckich poczynaniach opisuje, jak mało co nie spłonął cały od świecy, która spadła na papier i podpaliwszy rękopisy zabierała się do całego domostwa.

Jak się powiedziało i lichtarze, i świeczniki – to przecież już są otwarte drzwi do zbytku. Bo można wnętrze oświetlić światłem świec byle jak, ale można też oświetlić bardzo elegancko, na przykład umieszczając oświetlenie w pięknie wykonanym świeczniku z rogów:

Urobić troje rogów jelenich do trzech lichtarzów, a do nich figury pewne, to jest do jednego lichtarza Judyt z głową Holofernesową i z mieczem, do drugiego lichtarza Kupidyna, a zaś do trzeciego Samsona (…) a pod te trzy lichtarze głowy też jelenie miał robić, oprócz tego i gotowe Meluzyny wyrzeźbić i robi przyprawić – to wydane w XVII wieku polecenia dla snycerza. A Meluzyna to kto?, zapytacie słusznie. To postać kobieca, baśniowa, która wedle opowieści od pasa w dół ma wężowe ciało. Czemu więc te wężowe ciało nie może mieć kształtu rozrastających się w różnych kierunkach rogów. Dajcie jej jeszcze w ręce świece – i macie gotowy wzór na piękny świecznik, który zawiesicie w centralnym miejscu waszego domu, by wszyscy goście mogli się pięknym światłem radować.

Przyjdę w dom szlachecki, aż rogi jelenie,

Kupido na nich stoi, wiszą na łańcuchu.

Ano. Wiszą. A co ze spaniem, kiedy już tak sobie w oświetlonej izbie wystarczająco długo posiedzim?

Krzysztof Koehler