No, a co z myciem?

 

 

 

 

 

 

 

 

No, a co z myciem? - czy nasi sarmaccy przodkowie, byli jak owi przysłowiowi Francuzi wypachnienie piżmem, z rzadka zaglądający do miski z wodą? Kiedyś wspominało się o kąpieli w rzece (podawało się na to dowody, por. hasło -Upały-pływy-tonięcia), ale te kąpiele to raczej sposoby chłodzenia się w czasie letnich skwarów. A co z toaletą codzienną?

kto był uczciwy, zabija szczerością Kitowicz, wychodził z potrzebą na dwór, chociaż w trzaskający mróz, kto zaś nie chciał zadawać sobie tej przykrości, zalewał w kominie ogień, który zwyczajnym trzaskiem niejednego ocucił ze snu i przestraszył.
Ale Kitowicz przy maniakalnym może w tym względzie Potockim jest łagodny jak baranek. Potocki wyżywa się szczególnie na nowomodnym budownictwie, gdzie o tego typu potrzeby nie dbano:

Wielki gmach, lecz i piękny, dwoje widzę piętra/…/

Jest lamus, jest śpiżarnia, altana w środku,

Kuchnia, apteka, tylko nie widze wychodku.

Postrzegłszy, czego szukam, rzecz mi po cichu;
Wedle francuskiej mody, o stolcu, na strychu

Niechże, rzekę, Francuzi w twoim domu goszczą.


Oczywiście Sarmata nie miał ochoty, excusez le mot, „źrałe gówno” po piętrach nosić, więc tysiące dowcipasów o szlachcie, która budynki nowomodne miała „osrać i oszczać”. Dajmy pokój. Po potrzebie można było użyć w toaletce papieru, ale tak samo pakuł czy słomianych wiechciów.

A rączki i resztę ciałka? A do tego służyły miedniczki metalowe; bywało, że chłopcy polewali szlacheckie dłonie, a gdy na chłopców nie było kogo stać, można było i tak:

Nie mając do posługi chłopca ani dziewki,

Z gęby ręce sąsiad mój mył miasto nalewki.

Ciekawe czy podobnie wyglądał szlachecki prysznic? Raczej nie wyglądał w ogóle, zapewne, miast tego niekiedy zdarzały się wanny w bogatszych dworach, ale jednak największe znaczenie higieniczne miała łaźnia. Zaświadcza o istnieniu takowego urządzenia nawet Jan Kochanowski (por. hasło -Kochanowski, Jan), w swej refleksji łaziebniczej. Czyni to na „przestrzeni fraszek” kilkukrotnie, raz w pewnej interesującym spostrzeżeniu dotyczącym podobieństw:

Łaziebnicy a kurwy jednym kształtem żyją,

W tejże wannie złego i dobrego myją.

Innym razem wypowiada się na temat łaźni w rozmowie z jedną Kachną:

Kachna się każe w łaźni przypatrować,

Jeślibych ją chciał nago wymalować;

A ja powiadam: gdzie nas dwoje siędzie,

Tam pewna łaźnia, mówię, łaźnia będzie.


Trzecim razem, kiedy opowiada (specyficznie) o jednej damie i jej wierności małżeńskiej (czyli o tym jak sobie Pani poradziła z pewnym importunem):

Proszono jednej wielkimi prośbami,

Nie powiem o co, zgadniecie to sami.

A iż stateczna była białagłowa,

Nie wdawała się z gościem w długie słowa,

Ale mu z mężem do łaźniej kazała,

Aby mu swoję myśl rozumieć dała.

Wnidą do łaźniej, a gospodarz miły

Chodzi by w raju, nie zakrywszy żyły.

A słusznie, bo miał bindasz tak dostały,

Żeby był nie wlazł w żadne famurały.

Gość poglądając dobrze żyw, a ono

Barzo nierówno pany podzielono.

Nie mył się długo i jechał tym chutniej:

Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej.

Wobec tak niezbitych dowodów, kto może jeszcze zaprzeczyć, iż łaźnia była może i często odwiedzanym szlacheckim spa, gdzie poddawano się tak koniecznej dla dobrego życia toalecie?

Krzysztof Koehler