Dobranoc

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobranoc – jest taka figura w słynnej kronice Wincentego Kadłubka, że uczestnicy dyskusji historycznej, dwaj luminarze królestwa, którym czytelnik zawdzięcza naturalną wiarygodność przywoływanych faktów, kładą się spać. Ma to oznaczać coś więcej niż sen: sen wieczny, zejście z theatrum świata tego. Skoro więc ja operowo co prawda, bo jeszcze trochę się będę kładł spać, teraz kiedy rodzi się nam Zbawiciel nasz, z dawna i wielce wyczekiwany, kiedy dziś w nocy czy jutro nad ranem pasterz „wdrapie się na siano”, bo go „czczyca zdejmować będzie” i poleci adorować Dziecię (Wy też to uczyńcie: nic tak nie poskramia naszej naturalnej niestety dążności do bycia chodzącym workiem pysznych myśli, jak adoracja stajenki w gronie innych dzieci obok) – spać idę to tylko poniekąd z tego powodu, że powoli kończy się Palus sarmatica i muzhp tu w wydaniu internetowym, da Bóg, przeniesie swój byt do wydania książkowego, da Bóg, jakoś przeżyję tę utratę wiernego przyjaciela mych niespanych nocy, wczesnych pobudek i radości wielkiej dzielenia się z Wami tym, co bardzo po prostu kocham, ale też piszę "dobranoc", bo mnie wciąż bardzo intryguje (a i was zapewne trochę tak samo) odpowiedź na pytanie: gdzie i na czym spali Sarmaci nasi, szlachta nasza. Sami czy z żonkami (por. hasło - żona) swemi. Albowiem nawet jak skończę to swoje wypisywanie, to nie oznaczy to, że moja niespożyta ciekawość zostanie zaspokojona: o nie! Szczegóły, detale, momenty przełomowe, codzienne doświadczenie: wciąż mnie intrygować będzie, jak intrygujące jest poznawanie materialne przeszłości, która, niczym Atlantyda, zatopiona została przez ciemne wody czasu. Czemu ciemne? Przecież wszak oświetlane lampeczką oświeceniową!  (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa) Ale ciemnie jednak, jak całun pogrzebowy ciemne: czarne, przepaściste, jak lodowiec, pobrudzoną lodową taflą zakrywający to, co było.


Sypiano rozmaicie, pisze Bystroń: zrazu kładziono się na skórę, wilczą czy niedźwiedzią, przykrywano zaś opończą lub kilimem… Bardzo szanuję wielkiego miłośnika staropolszczyzny, (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny) ale… przepraszam! Co to za historia! Kiedy to się działo? To kładzenie się na wilczej czy niedźwiedziej skórze. To, przepraszam, jak opowieść o Wikingach jakichś albo zgoła walecznych Sarmatach. Nasi, za przeproszeniem, ojcowie poprzez to na czym sypiali, byli regularnie karceni przez swoich domorosłych wychowawców, już od Jana Kochanowskiego, a pewnie i wcześniej, że się w piernatach wysypiają: Z jezdy szlacheckiej stali się wozownicy, podusznicy, pierznicy: z łóżkami, z pierzynkami jadą – narzeka na przykład Skarga, Piotr. Starowolski, Potocki, ba, wszyscy moraliści zrzędzą na owe piernaty, którymi się okładają szlacheccy rycerze. I oni też odpowiadają za te legendy o dawnych skórach niedźwiedzich. Brrr.

Nie łoże, nie łabędzie puchy, nie miękkie szaty

Przodki nasze, a stary zdobiły Sarmaty;

Ziemia łóżko, barłóg mech…

Zawodzi swoją starą i znaną piosenkę Potocki, Wacław (Biecz i okolice).

Zatem sądzę, że dworkach spano raczej na siennikach, dobrze sianem wypchanych niż na ziemi, i dla wygody na poduszkach, i tak samo przykrywano się wcale ciepłymi pierzynami. Z łabędzi? Może gęsi wystarczą. Co prawda twierdzi Bystroń, powołując się na lekarza Jana Sobieskiego: Słudzy nie znają, co to łóżko, a panowie wąskich tylko używają sienników. I wiemy też, że chętnie widziano na wąskim sienniku młodzież męską, a letnią porą najchętniej w ogóle nie w domu tylko w stodole zamykano oczka na noc:

A kiedy już noc czarnymi skrzydłami

Świat ten okryje, nie między ścianami

Lecz w sadzie albo w otwartej stodole

Spoczywać wolę.

Tak zapewne faktycznie przygotowywano się do niewygód potencjalnych wojennych wypraw, albo tylko leśnych, myśliwskich wypadów. Faktem jest, że na zniewieściałą młódź w piernatach, tak samo zrzędzą moraliści, wolą ją widzieć nie w miękkich łożach, ale na twardej ziemi, okrytych opończą, z kułakiem pod głową. Kiedy człowiek za młodu do tego przywyknie, może nawet, jak sławny Pasek, kłaść się spać na gołej ziemi, za poduszkę brać sobie brzuch zabitego Moskwicina, ale to może… przesada.
W dworkach, podobno, małżeństwo spało jednak w piernatach, w łożach, na dzień przykrywanych kilimem; kawalerowie raczej nie gustowali w rozkoszach. Służba, raczej łóżek nie znała. Podróżni czy to sypiający po zajazdach, gospodach, czy to liczący na nocleg w szlacheckim gnieździe, raczej jeździli ze swoją pościelą. Nie licząc na za wiele wygód. Tak na przykład jak teraz w czas świąteczny. Już po Wigilii, kiedy nadejdą Boże święta, nie macie co liczyć na gościnny pokój z łożem: wyciągajcie swoje manele, może w sieni, (por. hasło - sień) może gdzie indziej się wam kącik znajdzie, gdzie będziecie mogli złożyć swoje umęczone kości. Chwała Bogu, może poda gospodarz jakiś trunek, łacniej będzie zasnąć. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj post. Dzisiaj umartwianie. Pamiętajcie jednak: po każdym takim umartwianiu, więcej będzie radości, szczęścia, dosytu. Życzę Wam tego z całego serca, Wasz

Krzysztof Koehler