Opisać życie i nastraszyć (1)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opisać życie i nastraszyć (1) – zapewne późno, jednak lepiej tak niż wcale, ale przecież należy spróbować sobie odpowiedzieć na najbardziej podstawowe pytanie dotyczące podejmowanego tu, na moczarach, palus sarmaticaPalus sarmatica i muzhp wysiłku. O co chodziło autorowi? Autorowi chodziło o to, aby wędrując od kępy do kępy, na tych moczarach przepastnych, zbliżyć się do niemożliwego: opisać, na ile się da, życie „po tamtej stronie” historii. Już się mówiło, powtarza się, i będzie się mówić, iż oto podjęto wysiłek nie tyle może zatrzymania czasu, co oporu wobec jego upływu. Z różnymi towarzyszami pod rękę, ruszyło się na podboje ziem odległych, czasów minionych, by palcem spróbować dotknąć, tego, czego już nie ma: dawnego ludzkiego życia, które tworzyło najbardziej chyba w naszych dziejach frapująca kulturę, zwaną – sarmacją (por. hasło - Sarmacja i niepodległość). Nigdy chyba wcześniej, a na pewno nigdy nie potem, nie udało się nam stworzyć, sformułować, nadać jej tak mocno obecnych wymiarów, takiej kultury oryginalnej, pociągającej, zaskakującej i zadziwiającej – nas samych, dzisiejszych. Owszem, może, jeśli w ogóle, w jakimś tam stopniu, pod jakimiś względami tak samo, jesteśmy, może?, kontynuatorami owej kultury, ale też tyle, a wszak powtarzam się, więc krótko, się pozmieniało, że może owa kontynuacja istnieje w bardzo niewielkim stopniu, chociaż przynajmniej jeżeli chodzi (chodziło?, mój Boże, czemu wciąż muszę się tak zastrzegać?) o pieczołowanie wolności (por. hasło - libertas), ale czy na pewno jeszcze dzisiaj? Czy nam jeszcze na tym zależy, w tych naszych czasach saskich dzisiejszych, gdzie wszak liberalne kieruje zawołanie: jedz pij i popuszczaj pasa!? Pamiętajmy o tym, ale w kontekście tego, co nastąpiło po czasach saskich: może Polacy w klimacie liberalnego konsumpcjonizmu odnajdują się jednak źle, bo gubią swoja przyrodzoną fascynację pieczołowaniem wolności? Gdzieś im się wymykają cnoty obywatelskiej - virtus, gdzieś ginie dobro wspólne - bonum communae -  zamieniane na interesik? Zapewne przesadzam, ale na koniec tego naszego wędrowania moczarowego, postanowiłem sobie, w iście operowy sposób trochę ponarzekać, trochę postraszyć, byśmy pomyśleli sobie i o tym, w jakie tereny nasze życie wkracza, wpierw słuchając na przykład Dominika Rudnickiego, który wszak iście po wielkiej ówczesnej katastrofie smoleńskiej nieustannej napisał:


Twój, Polaku, Mars na haku, gdzieś przy Carogrodzie,

Taki lament i testament pisał twej swobodzie:

„Polski ptaku widzę z haku, że przyjść na hak tobie:

Za czas mały, Orle Biały, masz chodzić w żałobie.

O widoku! Krew w mym boku ssie kruk zasadzony.

Kruk atoli nie tak boli, jak Orzeł strapiony.

Ciężka febra, gdy mi żebra kruk łamie ze stali.

Przyszły przecie w polskim świecie pożar bardziej pali.

Przyjdą czasy, gdy Mars w prasy weźmie tę Koronę.

Wieczny Boże!, co ja wróżę, niech mija Weronę.

O Polaku, jedynaku wolności pod słońcem!

Miecz domowy, na twe głowy ostrym będzie końcem!”

Do usłyszenia wkrótce, wasza Kassandra pokojowa

Krzysztof Koehler