Nicość. Mocne spojrzenie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nicość. Mocne spojrzenie - powiadają, ale kto powiada?, mów!, powiadają, powiadam, że patrzyli nicości w oczy; że patrzyli w dookolną nicość dzielnie, bez zmrużenia powiek, że wlekli, a może inaczej: godnie wprowadzali swoje sarmackie ciała (por. hasło - Ciało sarmackie)  w objęcia nicości, materialnego rozsypywania się w pobielanych grobach, i z tych sarmackich portretów trumiennych (por. hasło - portret trumienny) poglądają na nas z niezmordowaną dzielnością wchodząc w grób. Ba, wszystko to przez wiarę, zapewne nieśmiertelną, wszystko to, nie z jakiej dzielności nadprzyrodzonej, tylko z powodu sarmackiej, obrzędowej, jak narzekają łyse głowy, jak zrzędzą oświeceniowi intelektualiści (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa), religijności. (por. hasło Kapliczki) A zapewne, zapewne i tak, wszystko to z tego powodu, że prosta jest wiara dziecięca, która wierzy niezbicie, że przez wszelkie bramy piekielne, bramy obsypującej się nicości, przejdzie się, przekroczy się je, z prostym wyznaniem wiary w Jezu Chrysta, Boga Wszechmocnego i Miłosiernego i z imieniem Maryi na ustach, ze szkaplerzem na piersi, ryngrafem, krzyżem zawieszonym u szyi w drodze z lub do obrazu cudownego (por. hasło -obrazy cudowne), w tłumie zanoszącym się śpiewem przez grobem Pańskim, przed żłóbeczkiem, po śniadaniu wielkanocnym, po Wigilii, chrzcinach, Jezu Miłosierny, w każdym miejscu i czasie, gdzie wzywa się Imienia Bożego, bo w to imię się żyje i w to imię się żywota dokonuje.


Chciałem Wam powiedzieć o tym właśnie, kiedy się wpatruję w sarmacką dzielność ostateczną, kiedy – tak samo – drżę i niepokoję się z powodu końcowych akordów palusa naszego, który w formie niedługo odrodzonej, jak feniks z popiołów, upostaciowi się za sprawą, da Bóg, tak się potoczy, książki, i zakończy swój przyrost w internecie. Stąd doświadczając tego uczucia kresu, kończenia się do was kieruję swoje przemyślenia. Kochani! Jakkolwiek wiele na was przypadnie kresów, zagrożeń, niepokojów, cierpień, patrzcie wtedy w sarmackie portrety trumienne. Na ową dzielność sarmacką w obliczu schodzenia z tego świata, ale patrząc i czerpiąc z tych widoków siłę, nie zapominajcie nigdy na czym ta dzielność była oparta, z czego wynikała, jako i ja czynię, bo przekonuję się, im dłużej żyję, że innego umocnienia tej naszej ziemskiej dzielności, po prostu nie ma. Jak to wyśpiewuje Dominik Rudnicki swoim dzikim nieco rytmem:

Jeszcze złota wolność przy twoim honorze

Złotą cenę mieć będziesz w dawniejszym walorze.

Niebo stróżem Twej korony,

Nie dopuści iść ci w plony

Marsowej stali.

Złota wolność nie zgorze w ogniów Marsa cerze,

Wszak złoto walor z ognia przedniej próby bierze:

Więc Feniks, Jedynaku,

Z twą wolnością, cny Polaku

W ogniu nie zgoresz.

Na wytrwaniu należy, wiesz dobrze jak wiele,

Wytrzymajże Marsowy pierwszy ogień śmiele.

Srogość mściwej całuj ręki,

Za karanie dawaj dzięki

Boskiej prawicy.

Bóg choć rozgą żelazną złości dziatek króci

Przecież synom wolności złote wieki wróci:

Ręka Boska nie kaleczy.

Chociaż zatnie, zaraz zleczy

Zadane rady.

Nie mały to dokument Boskiego afektu,

Że jeszcze Polskiej z swego nie spuszcza respektu,

Gdy swojego dobrze syna

Groźną ręką Bóg zacina,

Którego kocha.

Niechże synów wolności, jak chce karze, ćwiczy.

Nic to, gdy między Synów Bożych ich policzy.

Tam gotuje im koronę,

A tu daje swą obronę

Polskiej Koronie….

Rozumiecie już wiarę w Boską prowidencję? Głębokie, sarmackie wmyślenie się w sens historii? Nie żadną łzawą pociechę, ale głębsze, sięgające poza horyzont doraźnego cierpienia uzasadnienie sensu. Jak z wami jest, synowe i córki wolności? Jak tam u was jest z tym mniemaniem? Każecie sobie wymalować portrecik? Jak z niego będziecie patrzyli? Jakim wzrokiem?

Nie wiem, father, nie wiem, a skoro nie wiem, nie gadam. Swoją patetyczność schowaj sobie na lepsze czasy a na dzisiaj kończ waść, wstydu oszczędź.

Krzysztof Koehler